Tak mnie poinformowała bileterka w pałacu w Nieborowie po
sprawdzeniu mojego biletu. Poczułam się więc jak spadkobierczyni Radziwiłłów. Na
szczęście krótko byłam posiadaczką tych dóbr i nikt nie zażądał ode mnie
opłacania pracowników. Skoro moje włości objęłam w posiadanie na 3 godziny, to
spędźmy ten czas razem na nieśpiesznym spacerze.
Zajechałam z fasonem busem Droga do Kultury i znalazłam się za pałacową bramą, gdzie na dziedzińcu
zostałam poddana krytycznej ocenie kamiennych lwów. Najwidoczniej zaliczyłam
test i mogłam udać się do pałacu.
Spacerowałam spokojnie po komnatach drugiego
piętra, gdzie są prezentowane przeróżne obiekty zgromadzone przez rodzinę
Radziwiłłów. Są tu portrety, militaria, srebra rodowe, numizmaty.
Na pierwsze piętro udałam się idąc reprezentacyjną klatką schodową.
Pierwsze piętro prezentuje pałacowe
wnętrza z doskonale zachowanym wyposażeniem. Piękne są te sale i ich wytworne
nazwy: Sala Biała, Gabinet Zielony, Salon Czerwony. W każdej meble, bibeloty,
portrety, czasem nawet repliki strojów.
I te piece kaflowe! Jakże piękne. Szkoda,
że już od lat zapewne nieużywane.
Urzekły mnie olbrzymie globusy w bibliotece. Aż chciało
się podejść i dotknąć palcem wybranego zakątka świata. Taki globus na pewno
przeniósłby nas do tego miejsca.
No i jeszcze jedno pomieszczenie – Sala Biała,
która pełniła funkcje sali balowej i kaplicy. Tu spotkamy raz jeszcze kopię
rzeźby Stefana Maderno „Męczeństwo św. Cecylii”. Taka samą kopię można zobaczyć
we wnęce grobowca na Wyspie Topolowej w Arkadii.
nad opisaną rzeźbą umieszczono płaskorzeźbę "Geniusz Śmierci gaszący pochodnię życia" I. Martosa poświęconą pamięci zmarłych córek Heleny Radziwiłłowej
Na parterze wystawa czasowa
„Barbara – królowa z klejnotów” zorganizowana w 475. rocznicę koronacji Barbary
Radziwiłłówny. Są tu prezentowane repliki jej strojów i klejnotów wykonane na
podstawie portretów królowej.
Pałac obejrzany. Pora zajrzeć do paku. I tu
przeżyłam wielkie zaskoczenie. To naprawdę ogromny park. I w dodatku
różnorodny.
Przed pałacem rozciąga się barokowy ogród. Wszystko tu
przystrzyżone, zasadzone „pod linijkę”, symetryczne.
Szczególnym przykładem tej
symetrii są dwa potężne platany zasadzone po obu stronach pałacu. Są one
najstarszymi platanami w Polsce, o czym informuje stosowna tabliczka na jednym
z nich.
Drugi na pierwszy rzut oka wygląda doskonale, ma jednak prawie pusty
środek. Oby wytrwał.
Kolejne w gruncie rzeczy niepozorne, a jednak zaskakujące
obiekty znajdują się w pobliżu lipowo-grabowego szpaleru.
To tak zwane baby
połowieckie (mówi się o nich również nieborowskie). Były one obiektami
kultowymi plemienia Połowców. Powstały prawdopodobnie w XII lub XIII wieku.
Sprowadzono je z Podola. Robią wrażenie swoją topornością i mimo wszystko
pięknem. Takie to te baby.
Po prawej stronie szpaleru (patrząc od strony pałacu)
rozciąga się zupełnie inny park. To rozległy (oj, bardzo rozległy) park
krajobrazowy oddzielony od ogrodu barokowego kanałem.
Zrobiłam sobie spacer
wzdłuż kanału w obie strony. Wierzcie mi – można mieć dosyć takiego spaceru w
pełnym słońcu. Na szczęście okolica malownicza.
Na jednym krańcu kanału mamy
piękną aleję wiekowych drzew.
Nieco dalej uroczy staw.
W parku przy drugim
końcu kanału rośnie niezbyt spektakularny Dąb Kościuszki. Tyle się go
naszukałam, że muszę zaprezentować na blogu.
Dalej rozciągają się malownicze
stawy. To mój ulubiony widok w każdym parku.
Jest jeszcze jedna część parku.
Mam wrażenie, że mało kto tam zagłada. Tu park przechodzi już w pola uprawne i
ogrody warzywne. I tam zajrzałam.
Są tam zabudowania gospodarcze, szklarnie.
Niestety, niedostępne dla zwiedzających.
Jeden tylko domek zaprasza do wnętrza.
To urocza kawiarnia, gdzie można odpocząć po spacerze i porozmawiać z
właścicielem.
Kiedy już kierowałam się do wyjścia, zauważyłam po drugiej
stronie ulicy poza ogrodzeniem parku klasycystyczny spichlerz dworski. Myślę,
że tam, gdzie on się znajduje, był folwark dworski. Z czegoś przecież taki
wielki majątek trzeba było utrzymywać.
Skoro mowa o utrzymaniu… Zapewne był to
jeden z celów przyświecających założeniu pod koniec XIX wieku Manufaktury
Majoliki.
Jej założyciel, Michał Piotr książę Radziwiłł, sprowadził zza granicy
doświadczonego ceramika i pod jego nadzorem rozwinął produkcję wyrobów
fajansowych z miejscowej gliny. Manufaktura dawała zatrudnienie mieszkańcom
okolicy. Odniosła wet spory sukces finansowy. Nie trwało to jednak długo,
szkoda. Wyroby, które oglądałam na wystawie w manufakturze są naprawdę ładne.
Ale to jednak nie porcelana…
I w tym miejscu zakończyłam mój trzygodzinny
spacer. Do Łowicza wróciłam komunikacją powiatową. Też wygodnie.
Zdjęcia mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz