niedziela, 11 października 2026

Cały pałac i park należą do pani

Tak mnie poinformowała bileterka w pałacu w Nieborowie po sprawdzeniu mojego biletu. Poczułam się więc jak spadkobierczyni Radziwiłłów. Na szczęście krótko byłam posiadaczką tych dóbr i nikt nie zażądał ode mnie opłacania pracowników. Skoro moje włości objęłam w posiadanie na 3 godziny, to spędźmy ten czas razem na nieśpiesznym spacerze. 
 
pałac w Nieborowie od strony ogrodu barokowego; niestety, ryzalit w remoncie
 
Zajechałam z fasonem busem Droga do Kultury i znalazłam się za pałacową bramą, gdzie na dziedzińcu zostałam poddana krytycznej ocenie kamiennych lwów. Najwidoczniej zaliczyłam test i mogłam udać się do pałacu. 
 

Spacerowałam spokojnie po komnatach drugiego piętra, gdzie są prezentowane przeróżne obiekty zgromadzone przez rodzinę Radziwiłłów. Są tu portrety, militaria, srebra rodowe, numizmaty. 
 

 

A nawet piec kaflowy z herbami znamienitych rodów.
 

Na pierwsze piętro udałam się idąc reprezentacyjną klatką schodową.
 

 
Pierwsze piętro prezentuje pałacowe wnętrza z doskonale zachowanym wyposażeniem. Piękne są te sale i ich wytworne nazwy: Sala Biała, Gabinet Zielony, Salon Czerwony. W każdej meble, bibeloty, portrety, czasem nawet repliki strojów. 
 




I te piece kaflowe! Jakże piękne. Szkoda, że już od lat zapewne nieużywane. 
 


Urzekły mnie olbrzymie globusy w bibliotece. Aż chciało się podejść i dotknąć palcem wybranego zakątka świata. Taki globus na pewno przeniósłby nas do tego miejsca. 
 

No i jeszcze jedno pomieszczenie – Sala Biała, która pełniła funkcje sali balowej i kaplicy. Tu spotkamy raz jeszcze kopię rzeźby Stefana Maderno „Męczeństwo św. Cecylii”. Taka samą kopię można zobaczyć we wnęce grobowca na Wyspie Topolowej w Arkadii. 
 
nad opisaną rzeźbą umieszczono płaskorzeźbę "Geniusz Śmierci gaszący pochodnię życia" I. Martosa poświęconą pamięci zmarłych córek Heleny Radziwiłłowej 
 
Na parterze wystawa czasowa „Barbara – królowa z klejnotów” zorganizowana w 475. rocznicę koronacji Barbary Radziwiłłówny. Są tu prezentowane repliki jej strojów i klejnotów wykonane na podstawie portretów królowej. 
 


Pałac obejrzany. Pora zajrzeć do paku. I tu przeżyłam wielkie zaskoczenie. To naprawdę ogromny park. I w dodatku różnorodny. 
Przed pałacem rozciąga się barokowy ogród. Wszystko tu przystrzyżone, zasadzone „pod linijkę”, symetryczne. 
 



 
Szczególnym przykładem tej symetrii są dwa potężne platany zasadzone po obu stronach pałacu. Są one najstarszymi platanami w Polsce, o czym informuje stosowna tabliczka na jednym z nich. 
 
pierwszy platan posadzony w Polsce w r. 1770
 
Drugi na pierwszy rzut oka wygląda doskonale, ma jednak prawie pusty środek. Oby wytrwał. 
 

Kolejne w gruncie rzeczy niepozorne, a jednak zaskakujące obiekty znajdują się w pobliżu lipowo-grabowego szpaleru. 
 

To tak zwane baby połowieckie (mówi się o nich również nieborowskie). Były one obiektami kultowymi plemienia Połowców. Powstały prawdopodobnie w XII lub XIII wieku. Sprowadzono je z Podola. Robią wrażenie swoją topornością i mimo wszystko pięknem. Takie to te baby. 
 


Po prawej stronie szpaleru (patrząc od strony pałacu) rozciąga się zupełnie inny park. To rozległy (oj, bardzo rozległy) park krajobrazowy oddzielony od ogrodu barokowego kanałem. 
 

Zrobiłam sobie spacer wzdłuż kanału w obie strony. Wierzcie mi – można mieć dosyć takiego spaceru w pełnym słońcu. Na szczęście okolica malownicza. 
 

Na jednym krańcu kanału mamy piękną aleję wiekowych drzew. 
 

Nieco dalej uroczy staw. 
 

W parku przy drugim końcu kanału rośnie niezbyt spektakularny Dąb Kościuszki. Tyle się go naszukałam, że muszę zaprezentować na blogu. 
 

Dalej rozciągają się malownicze stawy. To mój ulubiony widok w każdym parku.
 


Jest jeszcze jedna część parku. Mam wrażenie, że mało kto tam zagłada. Tu park przechodzi już w pola uprawne i ogrody warzywne. I tam zajrzałam. 
 

Są tam zabudowania gospodarcze, szklarnie. Niestety, niedostępne dla zwiedzających. 
 


Jeden tylko domek zaprasza do wnętrza. To urocza kawiarnia, gdzie można odpocząć po spacerze i porozmawiać z właścicielem. 
 

Kiedy już kierowałam się do wyjścia, zauważyłam po drugiej stronie ulicy poza ogrodzeniem parku klasycystyczny spichlerz dworski. Myślę, że tam, gdzie on się znajduje, był folwark dworski. Z czegoś przecież taki wielki majątek trzeba było utrzymywać. 
 

Skoro mowa o utrzymaniu… Zapewne był to jeden z celów przyświecających założeniu pod koniec XIX wieku Manufaktury Majoliki. 
 

Jej założyciel, Michał Piotr książę Radziwiłł, sprowadził zza granicy doświadczonego ceramika i pod jego nadzorem rozwinął produkcję wyrobów fajansowych z miejscowej gliny. Manufaktura dawała zatrudnienie mieszkańcom okolicy. Odniosła wet spory sukces finansowy. Nie trwało to jednak długo, szkoda. Wyroby, które oglądałam na wystawie w manufakturze są naprawdę ładne. Ale to jednak nie porcelana… 
 



I w tym miejscu zakończyłam mój trzygodzinny spacer. Do Łowicza wróciłam komunikacją powiatową. Też wygodnie.  
 
Zdjęcia mojego wyrobu  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz