Na początek danie główne. Wysiadamy w malutkiej wiosce u
podnóża Fajnej Ryby, nazywa się ona Góry Suche.
Drobna uwaga – nawigacja
kieruje na rzekomy parking na podwórzu sołtysa. Nie próbowaliśmy sprawdzać, czy
by się sołtys ucieszył z naszej wizyty. Zaparkowaliśmy na poboczu drogi.
Rozpoczynamy
wspinaczkę na ten niewysoki (347 m n.p.m.), ale w tym miejscu stromy, szczyt.
Ja używam podczas podchodzenia podpórek z drzew. Bardzo są żywiczne – łapy mam
całe lepkie. Zużywam ostatni listek spirytusu dezynfekcyjnego, żeby zmyć
żywicę.
Na końcu stromizny do zielonego szlaku dołącza żółty i już razem
wędrują grzbietem góry. Trzeba przyznać, że jest on dosyć długi, ale drogi ma
świetne.
Kolega Ed ma wrażenie, że już schodzimy, a tu nagle tabliczka z
oznakowaniem szczytu, który, choć w województwie łódzkim, należy do Korony Gór
Świętokrzyskich jako najwyższy w Paśmie Przedborsko-Małogoskim.
Dziwnie to z
nim jest. Otóż wspomniane pasmo ma wyższy szczyt – to Góra Sabianów (353 m
n.p.m.), ale leży poza szlakami i nie została zaliczona do KGŚ. Fajna Ryba jest
najwyższym naturalnym wzniesieniem woj. łódzkiego, ale i tu przegrywa w
konkurencji ze sztucznie usypaną hałdą Kopalni Węgla Brunatnego „Bełchatów”,
Kamiańską Górą, która podobno osiąga nawet ok. 400 m n.p.m. Taka to nieco
pechowa ta nasza „rybka”.
O jej nazwie też krążą różne plotki rozpowiadane
przez sztuczną inteligencję. A to, że nazwana od nazwiska właściciela gruntu
Fajne Ryba (Weinryb), a to że kształtem przypomina rybę, a to, że w pobliżu ktoś
kiedyś fajną rybkę złowił.
Ale wróćmy na szczyt. Otóż tabliczka oznaczająca
szczyt jest w odległości ok. 140 m od niego. Mała strzałka drogowskazu i
porządna ścieżka prowadzą do rzeczywistego szczytu. Oczywiście idziemy ku
niemu. Tam już zauważa się wzniesienie, brak jakiejkolwiek tablicy. Ot, kilka
drzew i kamyk zielony na trawie. Fajna Ryba zdobyta.
Schodzimy ku szlakom i
nimi idziemy grzbietem góry. Jest słonecznie, ciepło i las bardzo ładny. Czego
chcieć więcej? No, może by się coś wymyśliło…
W miejscu rozejścia się szlaków
opuszczamy oba i wędrujemy świetną drogą bez oznakowania. Początkowo na
południowy zachód, potem na południe. Las nadal ładny.
Droga doprowadza nas do
szosy, gdzie przy niebieskim krzyżu spotykamy zielony szlak.
To on prowadzi ku najważniejszemu
dodatkowi do Ryby. Zmierzamy ku Górze Krzemyczej położonej w pobliżu osady Boża
Wola.
Tu zapowiedziałam spotkanie z wieżą widokową, reklamowaną jako
imponująca, ze spektakularnymi widokami. Aż się boję, że wieża nie sprosta
naszym oczekiwaniom. Tyle już było wież z widokiem na wierzchołki drzew…
Ta
jest inna. Widać ją z drogi. Wznosi się ponad lasem.
U podnóża góry urządzono
punkt piknikowy ze stołami i ławkami. No i z przyjemnym widokiem na pola Bożej
Woli.
Za stołami zaczyna się nietrudne podejście na szczyt. Dlaczego nietrudne,
choć strome? Zamontowano tu wygodne drewniane schody z poręczami ze sznurów.
Mam wrażenie, że to nowy dodatek, bo schody jeszcze jasne, a sznury czyściutkie
i niedoprowadzone do najniższych słupków. Wchodzi się wygodnie i niedługo.
Na
polance pod szczytem ustawiono też kilka stołów z zadaszeniem. Nad nimi pyszni
się czterokondygnacyjna wieża z bardzo wygodnymi, choć ażurowymi, schodami.
Wchodzimy. Podejście łatwe, może nieco przerażające dla osoby z lękiem
przestrzeni, ale można sobie poradzić.
Ze szczytu rozpościerają się rzeczywiście
przyjemne widoki na okolicę świętokrzyską (Dobromierz, rezerwat Bukowa Góra) i
łódzką (Fajna Ryba). Internet zapowiadał widoki na kopalnię w Bełchatowie,
zamek w Chęcinach, ba, nawet Częstochowę, Łódź i Tatry. No, może innym razem…
Tak czy inaczej podoba nam się na wieży.
Po zejściu z niej rozpoczynamy
przygotowanie do powrotu do Gór Suchych. Najpierw schodzimy z Krzemyczej. Droga
zapewne pozostała z czasu niedawnej budowy wieży bardzo wygodna, szeroka.
Docieramy do zielonego szlaku, którym teraz zmierzamy do miejsca, gdzie rano
się rozstaliśmy.
Droga na północ prowadzi brzegiem pól Józefowa i przechodzi
przez niewielki przysiółek tej wsi z ładnymi, skrytymi w zieleni domami.
Potem
docieramy do szosy. Nawet tu las ładny, trzeba tylko uważać na intensywny ruch
samochodowy.
Kiedy szlak chce skręcić w kierunku grzbietu Ryby, rozstajemy się
z nim. Nie można przecież jednego dnia dwa razy jeść tego samego dania. Razem
ze szlakiem rowerowym przecinamy grzbiet pasma i wychodzimy na północną jego
stronę.
Pojawiają się kolejne dodatki do Ryby. Tu czasem widok na Bukową Górę, czasem
na las. A w tle obawa, czy znajdziemy drogę równoległą do pasma, prowadzącą do Gór
Suchych.
Kolega Ed mocno wierzy, że taka droga jest (ja to pamiętam sprzed 10
lat) i namawia nas na poszukanie jej wzdłuż granicy Przedborskiego Parku
Krajobrazowego. Jest! To ta sama, którą wędrowaliśmy w 2016 (tu link). A zaczyna się w pobliżu nieco
dziwnej kapliczki z niewielkim krzyżem.
Droga wychodzi z lasu i wiedzie przez
pola Gór Mokrych i Suchych. Daje widoki na Fajną Rybę. Tu nieco przeszkadza
słońce, bo góra jest po stronie południa i słońce też tam.
Tak sobie idziemy,
upał nas męczy, widoki cieszą. Jest przyjemnie.
Nagroda czeka – auto gotowe do
drogi powrotnej.
Trasa liczyła ok. 13 kilometrów. Jest świetna. I na pieszą
wędrówkę i na rower.
Jej głównym mankamentem jest długi dojazd ze Skarżyska.
Ale raz na 10 lat można sobie na to pozwolić. Nieprawdaż?
Zdjęcia – Edek i ja






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz