We wtorek obejrzałam dwie niewielkie, ale bardzo
interesujące wystawy. Obie prezentują ubrania. I każda z nich niesie dodatkowe
przesłanie.
Pierwsza ma miejsce w MIZA Gallery Domu Mody MIZA (tu link do jego strony).
Wystawa nosi tytuł „W garderobie Izabeli Łęckiej” i na tę wieść każdy myśli, że
obejrzany kostiumy z najnowszych ekranizacji „Lalki”.
Otóż nie. Kielecka
wystawa prezentuje kostiumy z ekranizacji tej powieści w reżyserii Wojciecha
Hassa, która miała miejsce w roku 1968.
W przestronnym saloniku możemy obejrzeć
stroje, w których występowała Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli oraz kilka
sukien innych postaci filmowych.
I tu już wyraźnie da się zauważyć tytułowe
motto mojego wpisu. Stroje, które powstały w XX wieku, zaprojektowane przez wybitnych
scenografów – Lidię i Jerzego Skarżyńskich – przenoszą nas do lat 80. XIX
wieku. I to one właśnie pokazują, jak strój określał pozycję noszącej go osoby.
Arystokratka nosi eleganckie kreacje, efektowną biżuterię, ciekawe kapelusze.
Jej suknie są jasne, nie muszą być praktyczne, wszak to służba zajmuje się ich
utrzymaniem w czystości.
A już zubożała kuzynka, dama do towarzystwa, zakłada
smutną, ciemną suknię w prążki. I ona i jej strój są tłem, na którym błyszczy jaśnie
panienka.
Prezentowane tu stroje pochodzą ze zbiorów Wytwórni Filmów Fabularnych
we Wrocławiu, są swego rodzaju dziełami sztuki krawieckiej i pod żadnym pozorem
nie wolno ich dotykać. Ale przecież można delikatnie, bez dotykania zajrzeć pod
brzeg spódnicy sukni, żeby zobaczyć, jakie buciki nosiły panie, podejść bliżej
do manekina i sfotografować z bliska kapelusik.
Na wystawie można obejrzeć i
oryginalne drobiazgi z eleganckiej garderoby, jakich mogła używać dama
współcześnie żyjąca z Izabelą Łęcką, oraz to, co mogła spotkać w bogato wyposażonym sklepie.
Fotosy na ścianach salki wystawowej
przenoszą nas do filmowej scenografii. Dodam, że po powrocie z
wystawy obejrzałam jeszcze więcej fotosów w Internecie i natrafiłam na te, na
których Beata Tyszkiewicz gra w pokazanych tu sukniach.
Drugą wystawę możecie
obejrzeć, jeśli wybierzecie się do teatru na któryś z wieczornych spektakli
granych na dużej scenie.
Tu w Galerii Foyer Dużej Sceny Teatru Żeromskiego jest
prezentowana wystawa prac studentki Wydziału Sztuki UJK, Aleksandry Pawelec,
zatytułowana „Moda na zdrowie”. To właśnie z tych prac zaczerpnęłam tytułowy
cytat wpisu.
Młoda artystka prezentuje inne jego rozumienie niż w minionych
wiekach. Jakie? Spróbujcie sami pomyśleć.
Co ciekawe, o ile w domu mody
zamieniono salon sklepowy w garderobę filmową, o tyle teatralne foyer
przekształciła artystka w niewielki sklep z odzieżą.
Nie jest to odzież zwyczajna.
Mamy tu do czynienia z asamblażami, czyli trójwymiarowymi kompozycjami z
gotowych elementów (jak się nietrudno domyślić, używanych sweterków, których
nie wyrzucono do kontenera, a artystycznie przetworzono).
Przyjrzyjmy się teraz
uważnie tym sweterkom. Zauważycie, że każdy z nich wskazuje jakąś część
ciała, którą powinien zakrywać, a jednak nam o niej przypomina.
Autorka prac
sfotografowała asamblaże i prezentuje te fotografie w formie plakatów niosących
wyraźne przesłanie. Przeczytajcie je i przemyślcie.
Na zakończenie daję wam do
przemyślania dwie propozycje pani Aleksandry.
Weźcie je sobie do serca. I niech
ono nie będzie tak schorowane, że aż czarne.
Jeszcze informacje o terminach.
Wystawa „W garderobie
Izabeli Łęckiej” potrwa do końca tego miesiąca. Ale już w najbliższy piątek, 6
listopada, o godzinie 18:00 można się wybrać do Domu Mody MIZA na spotkanie
z dr Marią Molendą, która opowie o modzie 2 połowy XIX wieku. Galeria zapowiada
też spotkanie 27 listopada, tym razem zobaczymy „Lalkę” oczami Wokulskiego.
Zaś
wystawa w Teatrze Żeromskiego ma być prezentowana przez najbliższe pół roku. Na
pewno w tym czasie uda się zdobyć bilet na spektakl i zajrzeć do galerii.
Zdjęcia mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz