Planując trasę nie spodziewałam się tego, że okaże się ona tak masowo uczęszczana przez spacerowiczów. Zapewne duży wpływ na to miała ciepła i słoneczna pogoda w niedzielę. A i okolica niebrzydka zachęca do spacerów.
Nasz spacer rozpoczęliśmy w Białogonie w pobliżu tutejszego kościoła
(należy dodać, że nowego).
Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem na Brusznię, na
której byliśmy ostatnio wiosną 2019 roku (tu link).
Nowością na trasie okazały
się skromne, drewniane krzyże – stacje Drogi Krzyżowej, która prowadzi ku
szczytowi.
Las na zboczu góry ładnie jesienny.
Dotarliśmy do szczytu, gdzie w
nocy z 22 na 23 stycznia 1863 zebrali się powstańcy, którzy planowali stąd atak
na rosyjski oddział zbrojny stacjonujący w mieście. To wydarzenie upamiętnia
krzyż, a tablica pamiątkowa u jego podstawy opisuje dokładnie wszystkie jego
wersje począwszy od pierwszego, brzozowego ustawionego na kopcu w roku 1916.
Po
zejściu z Bruszni opuściliśmy szlak i przeszli na nieznakowane ścieżki na
Grabinie Dużej. Najpierw weszliśmy na teren nieczynnego kamieniołomu „Czarnów”.
Wydobywano tu wapienie. Na stronie
Geoparku Kielce (tu link) znalazłam informację, że w skałach można znaleźć
skamieniałości różnych organizmów. Przy następnej okazji ani chybi zaczniemy
poszukiwania.
Z wyrobiska kamieniołomu powędrowaliśmy na jego zachodnią koronę.
Nie wiem, dlaczego jeszcze nigdy tamtędy nie chodziliśmy. Zapewne dlatego, żeby
tym razem się przekonać, jakie są z niej fantastyczne widoki.
Kielczanie dobrze
o tym wiedzą, spotkaliśmy tu kilka osób, które przyszły tu na spacer i
podziwianie okolicy.
Po zejściu z korony kamieniołomu dotarliśmy do szosy z widokiem na Karczówkę.
Od szosy zaczęliśmy podejście na teren dawnej kopalni rud ołowiu „Grabina”.
Jej
najgłębszy szyb (118 m) „Barbara” jest teraz lepiej ogrodzony, ale i tak nikt
nie miał zamiaru zaglądać w głąb i sprawdzać, czy nadal ma tę samą głębokość.
I
znów trzeba się było wspinać na górę do ścieżki, którą zamierzaliśmy wracać.
W
drodze mieliśmy teraz widoki na zachód i północ, gdzie wyłoniły się zabudowania
kieleckich osiedli.
Po małym śniadanku wśród jesiennych krzewów dotarliśmy do ulicy.
Na zakręcie,gdzie zauważyliśmy owoce dzikiej róży na sośnie przeszliśmy na znakowaną na żółto ścieżkę dydaktyczną u podnóża Bruszni i
sąsiadujących z nią wzniesień.
Tu
spotykaliśmy nie tylko spacerowiczów, ale też rowerzystów.
Największym zawodem
całej trasy była ostatnia leśna ścieżka, która prowadziła między wzniesieniami
Stokowa a Marmurek. No, nie był to luksus. Ledwo widoczna ścieżyna zmusiła nas
do przedzierania się przez chaszcze, ale w końcu wyprowadziła na ulicę Siedmiu
Źródeł.
potem problemy
Stąd już niedaleko do punktu startu i mety. Jeszcze tylko rzut oka na
Bobrzę i możemy wracać do domu.
Wycieczka okazała się spacerem o długości ok. 9
kilometrów. Na Bruszni i wokół niej można swobodnie poruszać się również
rowerem. Dotarcie na koronę kamieniołomu raczej tylko pieszo.
niebieskie kropki – początek trasy
czerwone kropki – przejście górą kamieniołomu do kopalni
czarne kropki – powrót z Grabiny do Białogonu
Zdjęcia Edek i ja













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz