poniedziałek, 5 stycznia 2026

Mróz, śnieg i słońce na czarnym szlaku

Był jeszcze czwarty towarzysz naszej wędrówki – wiatr, ale on hulał wśród najwyższych gałęzi drzew i prawie zupełnie go nie odczuwaliśmy. Recz jasna do czasu. 

Wyruszyliśmy na improwizowaną trasę dobrze znanymi drogami zaczynając nasz spacer w okolicy leśniczówki Kruk. Droga była zasypana śniegiem, ale nie byliśmy pierwszymi jej użytkownikami, co dawało spokojne przejście.  Trzeba było uważać na śliskich odcinkach, ale szło się spokojnie. Z drzew przy drodze wiatr zwiał cały śnieg. 


Żeby go zobaczyć, trzeba było zapuszczać się w głąb lasu, co oznaczało albo przejście po dziewiczym śniegu, albo korzystanie z optycznego zoomu w aparacie. 


Do jednego obiektu musiałam jednak podejść, bo warto go odwiedzić, a rośnie w pewnym oddaleniu od drogi. To pomnikowy dąb „Obrozik”, z którym spotykamy się od siedmiu lat. 


Dalej wędrujemy dobrze znaną drogą w kierunku składnicy drewna. 


 Teraz, nieco głębiej w lesie,  zauważamy więcej ośnieżonych choinek. 

W dodatku słońce wreszcie zaczyna solidnie świecić zachęcając do kontynuowania wycieczki. Maszerujemy więc dalej czarnym szlakiem z zamiarem dotarcia do Rezerwatu Piekło Dalejowskie. Zanim tam jednak dotarliśmy, napotkaliśmy tablicę wyznaczającą granicę nowo utworzonego Rezerwatu Przyrody Bliżyńskie Lasy Naturalne. 


Sądząc po tym, że po prawej stronie drogi z tablicą leżą sterty niedawno ściętych drzew, granica rezerwatu przebiega na linii szlaku czarnego. I nim szliśmy dalej. Obie strony drogi szlaku tworzą jodłowy ośnieżony szpaler. Wreszcie znaleźliśmy się w królestwie zimy. 

My wśród ośnieżonych jodeł, za nami las prawie bez śniegu

Nasza radość nie trwała długo.  Podchodziliśmy na niezbyt wysoką Czerwoną Górę. Im bliżej szczytu, tym silniejszy wiatr. W tej sytuacji zrezygnowaliśmy z planu marszu do kolejnego rezerwatu i zawróciliśmy. 

W drodze powrotnej zajrzałam na chwilę do lasu poza rezerwatem – skusiły mnie ośnieżone choinki. 

Na rozstajach dróg wybraliśmy miejsce przy ściętych pniach, żeby urządzić tam niewielki piknik. 


Wracaliśmy tą samą drogą, ale zdawała się całkiem inna, a to za sprawą intensywnego słońca, które nam towarzyszyło na trasie. 

Na śniegu kładły się długie cienie rzucane przez drzewa, a my zbliżaliśmy się do mety. 


Tam jeszcze wypadało zajrzeć do starego dobrego znajomego – drewnianego Światowida w jednym z ogrodów. 

I po wycieczce. Trasa liczyła 8,5 do 9,5 kilometrów. Dłuższy wariant to wyliczenie mojej trasy z zaglądaniem do lasu w pobliżu drogi. 

Jest to popularna trasa, spotkaliśmy na niej biegacza, kolarza i sporo spacerowiczów. Jakoś tak tylko narciarza zabrakło…  

Zdjęcia mojego wyrobu

2 komentarze:

  1. Trasa dla zdrowotności,kiedyś również na nartach przemierzana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominaliśmy niegdysiejsze wyprawy narciarskie w tych okolicach. Stąd ostatnie zdanie tekstu. :)

      Usuń