środa, 28 stycznia 2026

Zimowy spacer nad Kamienną

Zima w tym roku naprawdę się sroży. W tej sytuacji nie wybieraliśmy się na wycieczki podczas siarczystego mrozu. We wtorek mróz zelżał, a na niebo wyjrzało słońce. W takich warunkach koniecznie trzeba było się  gdzieś wybrać. Najbliżej mamy okolice rzeki Kamiennej, dojazd tam prosty, nie ma obaw, że zmarzniemy czekając na autobus. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. 
 

Autobus nr 1 podwiózł nas właściwie tuż nad rzekę. Idąc ulicą Łyżwy mieliśmy widok na przedeptane przez wędkarzy ścieżki w jej kierunku. Pierwsza była dosyć stroma, ale możliwa do pokonania. Z niej widok na zakole Kamiennej. 
 

Potem kolejne, tym razem łagodne, zejście do brzegu, na którym rezydują kaczki. Dziwne – łabędzi tym razem nie spotkaliśmy. 
 
 
Szerokie, płytkie rozlewiska zamarznięte i pokryte śniegiem. Fotografujemy więc tylko rzekę. 
 
 

Za to w okolicy młyna, w którym do niedawna działała niewielka elektrownia wodna,  rzeka płynie wartko, tworzy przyjemne grupy sopli nad wodą. 
 



Tu wystraszyliśmy samotną białą czaplę – odleciała zanim ktokolwiek zdążył wyjąć aparat fotograficzny. Przeprawa w okolicy młyna na drugi brzeg rzeki mocno ryzykowna, trzeba iść ostrożnie po zamarzniętej powierzchni. Udało się pokonać tę przeszkodę. 
 

Kamienna widziana z mostku przy młynie
 
Dalej wędrowaliśmy po przedeptanej ścieżce w kierunku kolejnego młyna. Kolega Ed przedostał się nad wodę, żeby go sfotografować. 
 
 
Dalsza trasa szlakiem była w miarę spokojna – drogą przejechał jakiś pojazd i szło się wygodnie. Oczywiście nie omieszkaliśmy zejść ze ścieżki, żeby zobaczyć kolejne zakole Kamiennej. 
 
 
Tu kolega Ed wykonał ryzykowny manewr przejścia przez zamarznięty rów. 
 
rów w obniżeniu terenu, samej przeprawy nie fotografowałam - mam za słabe nerwy
 
Lód lekko chrupnął, ale wpadki nie było. Ja nie ryzykowałam, nauczona wpadką dwa lata temu unikam bliskiego kontaktu z wodą podczas zimowych spacerów. Spotkaliśmy się w miejscu pozostałości czwartego młyna. 
 


Warto było zatrzymać się tu na kilka chwil, żeby sfotografować efekty działania mrozu i wody. 
 



Temperatura nieprzyjemnie się podniosła – było już chyba ze trzy stopnie na plusie, miałam świadomość, że za ciepło się ubrałam. Pora więc było zawrócić. Tym razem nie szukaliśmy żadnych wariantów trasy – trzeba było wracać drogą, którą dało się iść, nie brnąć przez śnieg. 
 

Dosyć sprawnie dotarliśmy do przeprawy przez rzekę. Podeszliśmy jeszcze nad wodę, żeby sfotografować młyn i przeprawę z drugiego brzegu. 
 


Miałam nadzieję na mały spacer tym brzegiem, ale nie było tu przedeptanych ścieżek. Trzeba było wrócić na przystanek autobusowy. 
 

 
Nasz spacerek miał 8 kilometrów długości, nic to spektakularnego, ale przynajmniej zima pozwoliła nam na taką aktywność zanim znów zetnie świat mrozem.
 

Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz