poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Cukier krzepi

Pamiętacie to słynne przedwojenne hasło wymyślone przez Melchiora Wańkowicza? W jego duchu zaplanowałam ostatni punkt wycieczki po obrzeżach Ostrowca. Wykombinowałam w rozumie, że zakończymy naszą eskapadę małym zwiedzankiem Izby Pamięci Cukrownictwa Krajowej Grupy Spożywczej SA. No bo, co to taka izba? Pewnie nieduży pokoik – dziesięć  minut i po wszystkim. 
Już, kiedy podeszłyśmy do budynku z muralem reklamującym ową izbę, zaczęłam podejrzewać, że to chyba jednak nie jest mały obiekt. 
 

Mural wieńczy ścianę szczytową jednego z budynków dawnej cukrowni Częstocice. Później, podczas zwiedzania dowiedziałyśmy się, że przedstawia on Henryka hrabiego Łubieńskiego (był on założycielem cukrowni w Guzowie i Częstocicach) oraz Leona Przanowskiego (ten ziemianin i powstaniec styczniowy należał m.in. do Towarzystwa Udziałowego Cukrowni Lublin). Budynek na muralu to Cukrownia Izabelin w Glinojecku, a buraki cukrowe, które jakby wysypują się na głowy zwiedzających mogły pochodzić z dowolnego pola, a bez nich żadna cukrownia by nie działała. 
 

Zwiedzanie zaczęłyśmy od sali dawnej świetlicy na drugim piętrze. Ekspozycja zajmuje przestrzeń przy ścianach. 
 

To duże, czytelne tablice ilustrujące historię cukrownictwa na ziemiach polskich (hrabia Łubieński też jest tam godnie opisany). Są też obrazy przedstawiające budynki dawnych cukrowni (było ich dużo więcej niż obecnie), zdjęcia pracowników.
 


W gablotach pod ścianami umieszczono interesujące dokumenty, mnie szczególnie zaciekawiły akcje i perspektywy zysków z ich posiadania. 
 

Były też certyfikaty, pisma branżowe w różnych językach (wiadomo – okres zaborów). 
 
 
Znalazły się i późniejsze ciekawostki – sztandary cukrowni, medale zdobywane w branżowych zawodach. No i pierwszy raz w życiu mogłam zobaczyć autentyczną głowę cukru. I to niejedną. 
 

pochodzące z przełomu XIX i XX wieku nożyce do rozdrabniania głowy cukru 
 
W ekspozycji znalazło się też zaimprowizowane laboratorium. Widać, że praca w cukrowni ma wiele aspektów. 
 

Inne spojrzenie na tę pracę oferuje wystawa w dawnej hali paczkarni – tu pakowano cukier w znane nam torebki (możemy zobaczyć też worki, w jakich transportowano spakowany cukier, przemysłową wagę do ich ważenia). 
 


Są i miejsca poświęcone pracy warsztatów mechanicznych czy stolarni, bo i one były niezbędne w cukrowniach. 
 

Ba, doceniono i wysiłek straży pożarnej dbającej o bezpieczeństwo pracy cukrowników. 
 

Nie zapomniano i o burakach cukrowych, których wysiew, uprawę i zbiory oraz transport do cukrowni też są wyeksponowane. Przyznam, że opowieść o pracy przy uprawie buraków robi wrażenie – to naprawdę niełatwy trud. 
 


Inne ciekawostki związane z produkcją cukru sami już sobie zobaczcie podczas zwiedzania, bo jest ich tak dużo, że nie sposób wszystko opisać i nie zanudzić pisaniną. Po wystawie oprowadza kustosz Izby, pan Waldemar Brociek  istna kopalnia wiedzy o historii i teraźniejszości polskich cukrowni. A więcej informacji o godzinach zwiedzania Izby znajdziecie na jej stroni internetowej  tu link. 
 
dawne warsztaty cukrowni Częstocice (ich nie zwiedzamy)
 
Dodam jeszcze kila zdań o wystawie czasowej „Cukier krzepi. Z dziejów propagandy konsumpcji cukru w II Rzeczpospolitej”. 
Naprawdę nie przypuszczałam, jak wielką sieć propagandową zbudowano wokół tego chwytliwego hasła. 
 

Sami popatrzcie na rysunki reklamowe – dzisiejsze matki ze zgrozą czytają o tym, jak to „cukier wzmacnia kości” (aż by się chciało zapytać o zęby). 
 
 
Zaangażowano nawet sportowców, których przygotowywano do startu w IO w Los Angeles karmiąc ich cukrem do każdego posiłku (gdzie tu banan Małysza?). Ze zdumieniem dowiedziałam się na tej wystawie, że ówczesna propaganda ukuła jeszcze drugie hasło „Szczypta soli – szczypta cukru”, które zachęcało do słodzenia każdej potrawy (mielony z cukrem – pychota!). 
 

A wszystko to, by znaleźć rynek zbytu na produkty polskich cukrowni i przy okazji zniechęcić do tańszej sacharyny. 
 

Propaganda, propagandą, ale kiedy już mnie to zwiedzanie zmęczyło, usiadłam, zjadłam cukierek i cud – siły wróciły. To może jednak coś jest w tytułowym haśle?
Po tym pokrzepieniu wybrałyśmy się w kierunku dworca kolejowego. Zatrzymałyśmy się na malutki spacerek nad stawami dawnej huty. 
 



I tu już zagląda wiosna. 
 
 
Jeszcze tylko dotarłyśmy na peron i już mogłyśmy wracać do domu z pełnego wrażeń spaceru. Udała nam się ta wycieczka. Każde z odwiedzanych miejsc mogę z czystym sumieniem polecić. I na każde trzeba przeznaczyć około godziny. 
 
Zdjęcia nadal tylko mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz