Pamiętacie to słynne przedwojenne hasło wymyślone przez
Melchiora Wańkowicza? W jego duchu zaplanowałam ostatni punkt wycieczki po
obrzeżach Ostrowca. Wykombinowałam w rozumie, że zakończymy naszą eskapadę
małym zwiedzankiem Izby Pamięci Cukrownictwa Krajowej Grupy Spożywczej SA. No
bo, co to taka izba? Pewnie nieduży pokoik – dziesięć minut i po wszystkim.
Już, kiedy podeszłyśmy
do budynku z muralem reklamującym ową izbę, zaczęłam podejrzewać, że to chyba
jednak nie jest mały obiekt.
Mural wieńczy ścianę szczytową jednego z budynków dawnej cukrowni Częstocice. Później, podczas zwiedzania dowiedziałyśmy się, że przedstawia on Henryka hrabiego Łubieńskiego (był on założycielem cukrowni w Guzowie i Częstocicach) oraz Leona Przanowskiego (ten ziemianin i powstaniec styczniowy należał m.in. do Towarzystwa Udziałowego Cukrowni Lublin). Budynek na muralu to Cukrownia Izabelin w Glinojecku, a buraki cukrowe, które jakby wysypują się na głowy zwiedzających mogły pochodzić z dowolnego pola, a bez nich żadna cukrownia by nie działała.
Zwiedzanie zaczęłyśmy od sali dawnej
świetlicy na drugim piętrze. Ekspozycja zajmuje przestrzeń przy ścianach.
To
duże, czytelne tablice ilustrujące historię cukrownictwa na ziemiach polskich
(hrabia Łubieński też jest tam godnie opisany). Są też obrazy przedstawiające
budynki dawnych cukrowni (było ich dużo więcej niż obecnie), zdjęcia
pracowników.
W gablotach pod ścianami umieszczono interesujące dokumenty, mnie
szczególnie zaciekawiły akcje i perspektywy zysków z ich posiadania.
Były też
certyfikaty, pisma branżowe w różnych językach (wiadomo – okres zaborów).
Znalazły
się i późniejsze ciekawostki – sztandary cukrowni, medale zdobywane w
branżowych zawodach. No i pierwszy raz w życiu mogłam zobaczyć autentyczną
głowę cukru. I to niejedną.
W ekspozycji znalazło się też zaimprowizowane
laboratorium. Widać, że praca w cukrowni ma wiele aspektów.
Inne spojrzenie na
tę pracę oferuje wystawa w dawnej hali paczkarni – tu pakowano cukier w znane
nam torebki (możemy zobaczyć też worki, w jakich transportowano spakowany
cukier, przemysłową wagę do ich ważenia).
Są i miejsca poświęcone pracy
warsztatów mechanicznych czy stolarni, bo i one były niezbędne w cukrowniach.
Ba, doceniono i wysiłek straży pożarnej dbającej o bezpieczeństwo pracy cukrowników.
Nie zapomniano i o burakach
cukrowych, których wysiew, uprawę i zbiory oraz transport do cukrowni też są
wyeksponowane. Przyznam, że opowieść o pracy przy uprawie buraków robi wrażenie
– to naprawdę niełatwy trud.
Inne ciekawostki związane z produkcją cukru sami
już sobie zobaczcie podczas zwiedzania, bo jest ich tak dużo, że nie sposób
wszystko opisać i nie zanudzić pisaniną. Po wystawie oprowadza kustosz Izby, pan Waldemar Brociek – istna kopalnia wiedzy o historii i teraźniejszości polskich cukrowni. A więcej informacji o godzinach zwiedzania Izby znajdziecie na jej stroni internetowej – tu link.
Dodam jeszcze kila zdań o wystawie
czasowej „Cukier krzepi. Z dziejów propagandy konsumpcji cukru w II Rzeczpospolitej”.
Naprawdę nie przypuszczałam, jak wielką sieć propagandową zbudowano wokół tego
chwytliwego hasła.
Sami popatrzcie na rysunki reklamowe – dzisiejsze matki ze
zgrozą czytają o tym, jak to „cukier wzmacnia kości” (aż by się chciało zapytać
o zęby).
Zaangażowano nawet sportowców, których przygotowywano do startu w IO w
Los Angeles karmiąc ich cukrem do każdego posiłku (gdzie tu banan Małysza?). Ze
zdumieniem dowiedziałam się na tej wystawie, że ówczesna propaganda ukuła
jeszcze drugie hasło „Szczypta soli – szczypta cukru”, które zachęcało do
słodzenia każdej potrawy (mielony z cukrem – pychota!).
A wszystko to, by
znaleźć rynek zbytu na produkty polskich cukrowni i przy okazji zniechęcić do
tańszej sacharyny.
Propaganda, propagandą, ale kiedy już mnie to zwiedzanie
zmęczyło, usiadłam, zjadłam cukierek i cud – siły wróciły. To może jednak coś
jest w tytułowym haśle?
Po tym pokrzepieniu wybrałyśmy się w kierunku dworca
kolejowego. Zatrzymałyśmy się na malutki spacerek nad stawami dawnej huty.
I tu
już zagląda wiosna.
Jeszcze tylko dotarłyśmy na peron i już mogłyśmy wracać do
domu z pełnego wrażeń spaceru. Udała nam się ta wycieczka. Każde z odwiedzanych miejsc mogę z czystym sumieniem polecić. I na każde trzeba przeznaczyć około godziny.
Zdjęcia nadal tylko mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz