Kiedy byłam w Szewnie 9 lat temu (tu link) niebo było zwyczajnie błękitne. Ładne, ale niezbyt porywające. Teraz zaś zapewniło prawdziwy spektakl gry obłoków nad wsią i jej zabytkami.
Zwiedzanie zaczęłyśmy z koleżanką na Placu
Księdza Marcina Popiela, nad którym wznosi się na wzgórzu osiemnastowieczny,
późnobarokowy kościół pod wezwaniem św. Mikołaja Biskupa.
Na teren
przykościelny weszłyśmy przez niezwykłej urody neogotycką bramę – niegdysiejszy
kiosk przygotowany przez pracowników fabryki
Towarzystwa Akcyjnego Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich
w Ostrowcu Świętokrzyskim na Wszechrosyjską Wystawę Przemysłową
i Artystyczną w Niżnym Nowogrodzie w 1896 roku.
Wyobraźcie
sobie, że do wykonania kiosku użyto szyn kolei wąskotorowej. Bez problemu je
zauważycie, wystarczy się uważnie przyjrzeć.
Na cztery strony świata zwracają się tablice z metaloplastyką o tematyce w gruncie rzeczy przemysłowej, ale jednak z pewną dozą baśniowości.
Pięknym uzupełnieniem żelaznej
konstrukcji są przeszklenia wieńczącej bramę kopuły. Nawiasem mówiąc kiosk
przekształcono w bramę kościelną w roku 1906, kiedy to właściciele cukrowni w
pobliskich Częstocicach podarowali ją parafii.
Dodano wtedy do oryginalnego
kiosku balustrady i dopasowane stylistycznie lampy.
Zwiedzanie zespołu
kościelnego i tym razem musiało się ograniczyć do podziwiania wyglądu
zewnętrznego kaplic, wikarówek i plebanii. Nie zastałyśmy proboszcza. Nic to,
może znów tu kiedyś zajrzymy.
Z bramy można też spojrzeć na Szewnę.
Wydawać by
się mogło, że przez ostanie lata niewiele się zmieniła, a jednak zauważyłyśmy nowe miejsce – Izbę Pamięci
księdza M. Popiela. Niestety, i ona zamknięta.
Zajrzałam jeszcze na pobliski
cmentarz parafialny, na którym z daleka widać oznakowane szczególnego grobu – mogiły
pięciu polskich żołnierzy poległych w bitwie pod Chmielowem 7 września 1939 roku. Powiewa nad nią
biało-czerwona flaga.
Szewnę opuściłyśmy ulicą Armii Krajowej, która prowadzi
do granicy wsi z ostrowiecki osiedlem (niegdyś wsią) Częstocice. Zatrzymałyśmy
się przy kamiennym krzyżu w okolicy ronda oraz przy niezwykle interesującej
kapliczce maryjnej z roku 1768 lub 1788.
przyznam, że nie potrafię zidentyfikować postaci towarzyszących Maryi z Dzieciątkiem; może kiedyś...
I tak dotarłyśmy do Ostrowca. Co tam
nas zauroczyło, opowiem w kolejnym wpisie.
Zdjęcia
mojego wyrobu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz