piątek, 10 lipca 2026

I wreszcie Nikiszowiec

Od lat planowałam wypad na to katowickie zabytkowe osiedle. I zawsze coś mi stawało na przeszkodzie. W ubiegłym roku zwiedziłam łódzkie osiedle Księży Młyn (tu link) i wtedy już byłam pewna – Nikiszowiec nie może dłużej czekać.
Zaplanowałam zwiedzanie i wybrałam się do Katowic. Mały problem mogła sprawić pogoda, która w planowanym dniu zwiedzania miała się popsuć. Stąd spontaniczna decyzja – jedziemy na spotkanie z Nikiszowcem późnym czerwcowym popołudniem. Jedyny minus – nie starczy nam czasu na zwiedzanie starszego osiedla górniczego – Giszowiec. Cóż, to zostanie na kolejny raz. 
Nasz spacer zaczynamy na Placu Wyzwolenia. Po lewej stronie wita nas radośnie kwiatowa mozaika na frontonie dawnej gospody z salą widowiskową. 
 

Jej projektantami są niemieccy architekci Georg i Emil Zillmannowie. Warto tu wspomnieć, że to oni zaprojektowali zwiedzane przez nas osiedle, a sama mozaika nawiązuje do wstążek zdobiących wianki i czepki Ślązaczek. 
Przesuwamy wzrok w prawo i kierujemy się ku neobarokowemu kościołowi pod wezwaniem św. Anny. Powstawał on w latach 1912 – 27, jego budowę przerwała 1 wojna światowa.
 

Przy wejściu do świątyni umieszczono tablicę upamiętniającą jej projektantów. 
 

We wnętrzu zafascynowały nas liczne obiekty, zwłaszcza ołtarze. Przy czym nie wszystkie one pochodzą z czasów budowy świątyni. 
 
boczny ołtarz z rzeźbą przedstawiającą patronkę górników, świętą Barbarę
 
NMP w tej złotej sukni - prawdziwa królowa 
  
Najstarszym jest ołtarz główny wykonany przez Georga Schreinera. 
 

Po przeciwnej stronie placu znajdują się kolejne bardzo ważne dla życia mieszkańców obiekty – konsumy, czyli ciąg sklepów (w jednym nawet zrobiłyśmy niewielkie zakupy) i restauracja (akurat tego dnia zamknięta, ale uroczo się nazywa – Cafe Byfyj). 
 

Sami widzicie, że osiedle zbudowane dla górników kopalni Giesche  było wyposażone we wszystkie istotne dla wygodnego życia miejsca. Były tu również szkoła z mieszkaniami dla nauczycieli, pralnia i magiel (obecnie siedziba muzeum – jak się nietrudno domyślić zamkniętego po południu). 
A jak wyglądały domy robotnicze? Makieta osiedla pokazuje ich rozmieszczenie w kilku blokach z zamkniętymi podwórkami wyposażonymi w przydatne komórki i składziki. Warto dodać, że domy były skanalizowane i zelektryfikowane. Obowiązywał jednak zakaz prania w mieszkaniach i podobno mieszkańcy mieli wspólne wychodki na podwórzu. 
 

Wyruszyłyśmy na spacer osiedlowymi uliczkami, które krzyżują się pod kątem prostym, obecnie są zastawione licznymi autami, czego dawnymi czasy zapewne nie było. 
 
 


Zwieńczone łagodnymi lukami bramy prowadzą na wewnętrzne podwórza. 
 


Teraz nie przesiadują tam górnicy z fajeczką i gołębiami, podwórza zarosły bujną roślinnością i są obstawione samochodami. 
 

zielone osiedle mieszkaniowe, ale w bliskim sąsiedztwie przemysłu
 
Wszystkie domy niby do siebie podobne, różnią się jednak szczegółami – mają różne w formie wykusze, czasem zauważamy balkony, czasem loggie. 
 

wykusze
 
balkon
 
loggia
 
Wejścia też nie są identyczne – niektóre mają oryginalne portale. 
 

A i same cegły tworzą różnorodne ozdobne wzory. 
 

Widać, że architekci nie szli na łatwiznę. Oczywiście jeden motyw jest stale zauważalny – to czerwone ościeża okien i parapety. Znalazłam w  sieci informację, że górnicy (a może ich żony) malowali je darmową farbą w tym kolorze otrzymywaną od pracodawcy. 
 


Tak czy siak, jedno miejsce wyłamuje się z tego nurtu. Sami zobaczcie. 
 

I tu by już można było zakończyć opowiastkę o spacerze po Nikiszowcu, ale…
Trasę naszego spaceru wyznaczały poszukiwania drobnych rzeźb autorstwa katowickiego artysty Grzegorza Chudego, który ma swoją pracownię na Nikiszowcu. Z jej okien ewakuuje się na linie osobnik o imieniu Jorguś. To jeden z uroczych beboków, czyli baśniowych stworków ze śląskich legend.
 

Najtrudniejsza do znalezienia okazała się beboczka Gretka, która rozsiadła się na huśtawce w oknie jednej z pracowni artystycznych przy ul. Św. Anny. 
 
Gretka buja wysoko nad głowami przechodniów
 
Ze szczególną atencją odniosłyśmy się do beboczki Dorki, która upamiętnia profesor Dorotę Simonides, a jest umieszczona na bramie prowadzącej do szkoły podstawowej, w której uczyła się pani profesor jako mała dziewczynka. 
 

Na parapecie przy restauracji znalazłyśmy beboczkę o imieniu Michalino, która jest miłośniczką kawy, zaś na parapecie muzeum, czyli dawnej pralni i magla, przystanęli Sztefa i Erwinek, niosący bieliznę do magla. 
 

 
Zaś najważniejszym z tutejszych beboków jest bez wątpienia górnik Wincynt, który skromnie ukrywa się pod makietą osiedla przed kościołem św. Anny. Taki los górnika – stale pod ziemią… 
 

Teraz to już naprawdę pora się pożegnać z Nikiszowcem. Chętnie bym tam wróciła za jakiś czas.  
 
Zdjęcia – Irena i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz