wtorek, 18 sierpnia 2026

Wiślica – podróż w głąb średniowiecza

Miasto ma niewielki ryneczek, który na szczęście ostał się przed wszechobecnymi ostatnimi laty modernizacjami polegającymi na wycinaniu drzew i betonowaniu wszystkiego wokół. Tu można spokojnie odpocząć w cieniu na ławce, spojrzeć na pobliską wieżę dzwonnicy i bryłę gotyckiej bazyliki. 
 

Dzwonnica zbudowana w drugiej połowie XIV wieku jest jedną z najstarszych tego typu budowli w kraju, niewiele ich się zachowało. W dodatku po niedawnej renowacji dzwonnica pyszni się czystymi ścianami zbudowanymi z kamienia (dwie dolne kondygnacje) i gotyckiej cegły (górne). Jeśli się przyjrzeć uważnie, można wypatrzyć misterne ułożenie cegieł i piękny fryz zdobiony licznymi herbami. Właściwie to raczej te detale łatwiej zauważyć na zdjęciu, no chyba że ktoś jest dalekowidzem. 
 

W niewielkiej odległości od dzwonnicy znajduje się potężna gotycka bazylika kolegiacka pod wezwaniem Narodzenia NMP. Jej potężna bryła onieśmiela i zdaje się mówić – „Patrz, ale zdjęć nie rób. I tak się nie udadzą.” Żeby ją ogarnąć wzrokiem, trzeba się oddalić. Oddalam się więc posłusznie. 
 

to zdjęcie zrobiłam z miejsca, o którym opowiem na końcu wpisu 
 
Z bliska skupiam się na detalach. 
Oczywiście wypada zauważyć ostrołukowy portal prowadzący do wnętrza świątyni i umieszczoną nad nim tablicę erekcyjną, która powstała z inicjatywy Jana Długosza jakieś sto lat po zbudowaniu kościoła. Widzimy tu głównego fundatora – króla Kazimierza Wielkiego ofiarowującego Maryi model świątyni. Za nim stoi biskup Bodzanta. 
 


Warto zatrzymać się i przy zamurowanym północnym portalu bazyliki z piastowskimi orłami. 
 

We wnętrzu kościoła panuje półmrok i przyjemny chłód. Trwa tam jednak remont prezbiterium. 
 

Trudno więc dotrzeć do umieszczonej w ołtarzu głównym cennej średniowiecznej rzeźby uśmiechniętej Madonny, nazywanej Madonną Łokietkową. Jej nazwa nawiązuje do historii, że przed tą figurą modlił się urywający się w Wiślicy Władysław Łokietek. 
Zza osłaniających ściany prezbiterium płacht udało mi się wypatrzyć zachowane fragmenty malowideł bizantyjsko-ruskich pochodzących z ostatnich lat XIV wieku. Podobne widzieliśmy w Lublinie i Sandomierzu. 
 

Rozejrzałam się po wnętrzu, sklepieniach, tablicach epitafijnych i wmurowanych w ściany nagrobkach. Niezależnie od wszystkich średniowiecznych skarbów muszę zatrzymać się przy skromnym obrazku, który jest fragmentem osiemnastowiecznego ołtarza zniszczonego w czasie 1 wojny światowej, kiedy to bazylika bardzo ucierpiała. Nikogo zapewne nie zdziwi, że przedstawia on św. Annę nauczającą Maryję. 
 

Jest jeszcze jeden bezcenny zabytek w podziemiach bazyliki. Żeby go obejrzeć, trzeba opuścić plac kościelny, zejść po schodach i udać się do Muzeum Archeologicznego w Wiślicy. Jest ono od niedawna oddziałem Muzeum Narodowego w Kielcach i przeszło gruntowną modernizację. 
 

Jego pierwotną funkcją było zapewnianie ochrony pozostałościom średniowiecznego kościoła św. Mikołaja i zabytku nazywanego misą chrzcielną, która okazała się pozostałością innego obiektu. Nie spowodowało to jej degradacji. Wręcz przeciwnie. Obecnie muzeum przygotowało całą trasę rozpoczynającą się przy tych obiektach i prowadzącą przez podziemia katedry. Już na starcie oglądamy film o historii Wiślicy prezentowany na ścianach i oknach muzeum. Potem wędrujemy w spowijających podziemia ciemnościach prowadzeni przez głos z zestawu audio i światło, z którego wyłaniają się najcenniejsze obiekty. 
 
tympanon z kościoła romańskiego
 
Dla mnie było to niesamowite przeżycie – takie spotkanie sam na sam z historią. Myślę jednak, że osoby z klaustrofobią nie powinny wybierać się na taką samotną wędrówkę, lepiej poczekać na grupę turystów. 
Trasa jest świetnie przygotowana. Spotykamy na niej bezcenną romańską posadzkę nazywaną Płytą Orantów, gdyż przedstawione tu płaskorzeźbione postaci zaprezentowane są w pozycji modlitewnej. Plusem samotnego zwiedzania trasy jest to, że mogłam dowolnie długo stać i podziwiać ten obiekt. W Internecie znajdziecie sporo jego opisów, ale z serca radzę – przyjedźcie do Wiślicy i sami to zobaczcie. Taka wyłaniająca się z ciemności podziemi robi niesamowite wrażenie.
 

A jak kto lubi filmy o historii, to też na trasie sporo ich obejrzy. Cała ekspozycja jest przygotowana nowocześnie, ale nie bezdusznie, z szacunkiem dla autentycznych obiektów. A w upalne letnie dni jest wręcz bezcenna ze względu na przyjemny chłód podziemi. 
 
cios z II połowy XII wieku z Zagości 
 
W Wiślicy można wybrać się jeszcze do innych podziemi. 
 

To sklepione piwnice Domu Długosza, czyli późnogotyckiej wikarówki z drugiej połowy XV wieku. 
 

Jej ścianę szczytową zdobi herb Długosza – Wieniawa. 
 

Podobno w tym budynku Długosz nauczał synów króla Kazimierza Jagiellończyka. Zwiedza się pomieszczenia parteru i podziemia. I znów chłód i mrok. Do tego średniowieczne rzeźby, czasem broń, czasem historyczne pamiątki. 
 

Pora jednak opuścić zabytkowe piwnice i udać się na zwiedzanie miasteczka. Pierwszy ciekawy obiekt znajduje się w pobliżu katedry na Placu Solnym. Kiedy byłam w Wiślicy pierwszy raz, wcale go nie zauważyłam, był skryty wśród gęstych krzaków. Teraz jest odsłonięty i odrestaurowany. To słupowa kapliczka Męki Pańskiej pochodząca z XVII wieku. Umieszczoną na jej szczycie kamienną latarnię zdobią z czterech stron płaskorzeźby przestawiające Mękę Pańską. 
 


Zanim udamy się na obrzeża Wiślicy, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę w miejscu, gdzie znajdował się kościół szpitalny Św. Ducha. Był on początkowo drewniany, a od XVII wieku murowany. Przy kościele znajdował się szpital dla ubogich mieszkańców Wiślicy i cmentarz. Obiekt przetrwał do XIX wieku. Podczas prac archeologicznych odkryto jego fundamenty, które teraz ciekawie wyeksponowano. 
 

 
Pora wreszcie udać się na miejsce najdawniejszej przeszłości Wiślicy, czyli na miejsce, gdzie znajdowało się średniowieczne grodzisko powstałe z osady z IX wieku. W czasach Bolesława Chrobrego przekształcono ją w gród, który przetrwał kilka wieków. Nie wiem, kiedy, ale zapewne niedawno, zadbano o ten teren. 
 

Miejsce grodziska jest otoczone wygodnymi pomostami spacerowymi, wewnątrz ułożono drewniane kładki, które prowadzą do najważniejszych miejsc, takich jak na przykład studnia czy „domy” (czytaj ziemianki) mieszkalne, albo brama. Wszystko jest dokładnie i prosto opisane – świetna pomoc dla wyobraźni. 
 

Przed wejściem na teren grodziska nietrudno zauważyć niewielkie wzniesienie. To tak zwana Psia Górka, gdzie podobno niejaki Gniewosz z Dalewic musiał odszczekać wszystkie swoje łgarstwa na temat rzekomej niewierności królowej Jadwigi. 
 
 
Sam pagórek ma bardzo ciekawą budowę geologiczną. Jest on zbudowany z gipsu z dobrze widocznymi kryształami ułożonymi szablasto, jak podają źródła. A mnie się i tak wydaje, że jednak wachlarzowo. 
 


Na górkę i grodzisko prowadzi Droga Polskich Świętych i Błogosławionych. Ich drewniane figury ustawiono przy ścieżce nad Nidą. Każda z postaci jest opisana.
 


Po przejściu tej drogi zamierzałam udać się nad Nidę i jej zakola oraz cmentarz żydowski. Ten plan musiałam jednak odłożyć na przyszłość – było zbyt gorąco na taki długi spacer w słońcu. 
Tak czy inaczej warto znów zajrzeć do Wiślicy i pobliskich Gorysławic, gdzie znajduje się gotycki kościół św. Wawrzyńca. Tym razem obejrzałam go jedynie z okiem busa. 
 
zdjęcie kościoła w Gorysławicach zrobione w roku 2012
 
Zdjęcia z Wiślicy mojego wyrobu, Gorysławice - Edek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz