Miasto ma niewielki ryneczek, który na szczęście ostał się
przed wszechobecnymi ostatnimi laty modernizacjami polegającymi na wycinaniu
drzew i betonowaniu wszystkiego wokół. Tu można spokojnie odpocząć w cieniu na ławce,
spojrzeć na pobliską wieżę dzwonnicy i bryłę gotyckiej bazyliki.
Dzwonnica
zbudowana w drugiej połowie XIV wieku jest jedną z najstarszych tego typu
budowli w kraju, niewiele ich się zachowało. W dodatku po niedawnej renowacji
dzwonnica pyszni się czystymi ścianami zbudowanymi z kamienia (dwie dolne
kondygnacje) i gotyckiej cegły (górne). Jeśli się przyjrzeć uważnie, można
wypatrzyć misterne ułożenie cegieł i piękny fryz zdobiony licznymi herbami.
Właściwie to raczej te detale łatwiej zauważyć na zdjęciu, no chyba że ktoś
jest dalekowidzem.
W niewielkiej odległości od dzwonnicy znajduje się potężna
gotycka bazylika kolegiacka pod wezwaniem Narodzenia NMP. Jej potężna bryła
onieśmiela i zdaje się mówić – „Patrz, ale zdjęć nie rób. I tak się nie udadzą.”
Żeby ją ogarnąć wzrokiem, trzeba się oddalić. Oddalam się więc posłusznie.
Z
bliska skupiam się na detalach.
Oczywiście wypada zauważyć ostrołukowy portal
prowadzący do wnętrza świątyni i umieszczoną nad nim tablicę erekcyjną, która
powstała z inicjatywy Jana Długosza jakieś sto lat po zbudowaniu kościoła. Widzimy
tu głównego fundatora – króla Kazimierza Wielkiego ofiarowującego Maryi model
świątyni. Za nim stoi biskup Bodzanta.
Warto zatrzymać się i przy zamurowanym
północnym portalu bazyliki z piastowskimi orłami.
We wnętrzu kościoła panuje
półmrok i przyjemny chłód. Trwa tam jednak remont prezbiterium.
Trudno więc
dotrzeć do umieszczonej w ołtarzu głównym cennej średniowiecznej rzeźby
uśmiechniętej Madonny, nazywanej Madonną Łokietkową. Jej nazwa nawiązuje do
historii, że przed tą figurą modlił się urywający się w Wiślicy Władysław
Łokietek.
Zza osłaniających ściany prezbiterium płacht udało mi się wypatrzyć
zachowane fragmenty malowideł bizantyjsko-ruskich pochodzących z ostatnich lat
XIV wieku. Podobne widzieliśmy w Lublinie i Sandomierzu.
Rozejrzałam się po
wnętrzu, sklepieniach, tablicach epitafijnych i wmurowanych w ściany
nagrobkach. Niezależnie od wszystkich średniowiecznych skarbów muszę zatrzymać
się przy skromnym obrazku, który jest fragmentem osiemnastowiecznego ołtarza
zniszczonego w czasie 1 wojny światowej, kiedy to bazylika bardzo ucierpiała.
Nikogo zapewne nie zdziwi, że przedstawia on św. Annę nauczającą Maryję.
Jest
jeszcze jeden bezcenny zabytek w podziemiach bazyliki. Żeby go obejrzeć, trzeba
opuścić plac kościelny, zejść po schodach i udać się do Muzeum Archeologicznego
w Wiślicy. Jest ono od niedawna oddziałem Muzeum Narodowego w Kielcach i
przeszło gruntowną modernizację.
Jego pierwotną funkcją było zapewnianie
ochrony pozostałościom średniowiecznego kościoła św. Mikołaja i zabytku
nazywanego misą chrzcielną, która okazała się pozostałością innego obiektu. Nie
spowodowało to jej degradacji. Wręcz przeciwnie. Obecnie muzeum przygotowało
całą trasę rozpoczynającą się przy tych obiektach i prowadzącą przez podziemia
katedry. Już na starcie oglądamy film o historii Wiślicy prezentowany na
ścianach i oknach muzeum. Potem wędrujemy w spowijających podziemia ciemnościach
prowadzeni przez głos z zestawu audio i światło, z którego wyłaniają się najcenniejsze
obiekty.
Dla mnie było to niesamowite przeżycie – takie spotkanie sam na sam z
historią. Myślę jednak, że osoby z klaustrofobią nie powinny wybierać się na
taką samotną wędrówkę, lepiej poczekać na grupę turystów.
Trasa jest świetnie
przygotowana. Spotykamy na niej bezcenną romańską posadzkę nazywaną Płytą Orantów, gdyż
przedstawione tu płaskorzeźbione postaci zaprezentowane są w pozycji
modlitewnej. Plusem samotnego zwiedzania trasy jest to, że mogłam dowolnie
długo stać i podziwiać ten obiekt. W Internecie znajdziecie sporo jego opisów,
ale z serca radzę – przyjedźcie do Wiślicy i sami to zobaczcie. Taka
wyłaniająca się z ciemności podziemi robi niesamowite wrażenie.
A jak kto lubi
filmy o historii, to też na trasie sporo ich obejrzy. Cała ekspozycja jest
przygotowana nowocześnie, ale nie bezdusznie, z szacunkiem dla autentycznych
obiektów. A w upalne letnie dni jest wręcz bezcenna ze względu na przyjemny
chłód podziemi.
W Wiślicy można wybrać się jeszcze do innych podziemi.
To
sklepione piwnice Domu Długosza, czyli późnogotyckiej wikarówki z drugiej połowy
XV wieku.
Jej ścianę szczytową zdobi herb Długosza – Wieniawa.
Podobno w tym
budynku Długosz nauczał synów króla Kazimierza Jagiellończyka. Zwiedza się
pomieszczenia parteru i podziemia. I znów chłód i mrok. Do tego średniowieczne
rzeźby, czasem broń, czasem historyczne pamiątki.
Pora jednak opuścić zabytkowe
piwnice i udać się na zwiedzanie miasteczka. Pierwszy ciekawy obiekt znajduje
się w pobliżu katedry na Placu Solnym. Kiedy byłam w Wiślicy pierwszy raz,
wcale go nie zauważyłam, był skryty wśród gęstych krzaków. Teraz jest
odsłonięty i odrestaurowany. To słupowa kapliczka Męki Pańskiej pochodząca z
XVII wieku. Umieszczoną na jej szczycie kamienną latarnię zdobią z czterech
stron płaskorzeźby przestawiające Mękę Pańską.
Zanim udamy się na obrzeża
Wiślicy, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę w miejscu, gdzie znajdował się
kościół szpitalny Św. Ducha. Był on początkowo drewniany, a od XVII wieku
murowany. Przy kościele znajdował się szpital dla ubogich mieszkańców Wiślicy i
cmentarz. Obiekt przetrwał do XIX wieku. Podczas prac archeologicznych odkryto
jego fundamenty, które teraz ciekawie wyeksponowano.
Pora wreszcie udać się na
miejsce najdawniejszej przeszłości Wiślicy, czyli na miejsce, gdzie znajdowało
się średniowieczne grodzisko powstałe z osady z IX wieku. W czasach Bolesława
Chrobrego przekształcono ją w gród, który przetrwał kilka wieków. Nie wiem,
kiedy, ale zapewne niedawno, zadbano o ten teren.
Miejsce grodziska jest
otoczone wygodnymi pomostami spacerowymi, wewnątrz ułożono drewniane kładki,
które prowadzą do najważniejszych miejsc, takich jak na przykład studnia czy
„domy” (czytaj ziemianki) mieszkalne, albo brama. Wszystko jest dokładnie i
prosto opisane – świetna pomoc dla wyobraźni.
Przed wejściem na teren grodziska nietrudno zauważyć
niewielkie wzniesienie. To tak zwana Psia Górka, gdzie podobno niejaki Gniewosz
z Dalewic musiał odszczekać wszystkie swoje łgarstwa na temat rzekomej
niewierności królowej Jadwigi.
Sam pagórek ma bardzo ciekawą budowę geologiczną.
Jest on zbudowany z gipsu z dobrze widocznymi kryształami ułożonymi szablasto,
jak podają źródła. A mnie się i tak wydaje, że jednak wachlarzowo.
Na górkę i
grodzisko prowadzi Droga Polskich Świętych i Błogosławionych. Ich drewniane
figury ustawiono przy ścieżce nad Nidą. Każda z postaci jest opisana.
Po
przejściu tej drogi zamierzałam udać się nad Nidę i jej zakola oraz cmentarz
żydowski. Ten plan musiałam jednak odłożyć na przyszłość – było zbyt gorąco na
taki długi spacer w słońcu.
Tak czy inaczej warto znów zajrzeć do Wiślicy i
pobliskich Gorysławic, gdzie znajduje się gotycki kościół św. Wawrzyńca. Tym
razem obejrzałam go jedynie z okiem busa.
Zdjęcia z Wiślicy mojego wyrobu, Gorysławice - Edek

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz