niedziela, 16 sierpnia 2026

Wycieczka do rezerwatu Zimne Wody

W ostatnim dniu mojego pobytu w Busku wreszcie się ochłodziło. Po nocnej burzy i ulewie wstał chłodny, szary poranek. W tej sytuacji wyruszyłam spacerową ulicą Mickiewicza na północ. 
 

Po drodze mijałam znaną willę Dersław, a nieco później pomnik Tadeusza Kościuszki. Ten dosyć skromny monument ma stuletnią historię. Pierwotnie odsłonięto go na specjalnie usypanym kopcu  w czasie wojny Niemcy zniszczyli cały monument, ale jeden z mieszkających nieopodal chłopów ukrył samą statuę naczelnika. Po wojnie odsłonięto nowy pomnik przy ulicy Mickiewicza, naprzeciwko szkoły noszącej imię Kościuszki. 
 
 
Kolejne spotkanie z historią nastąpiło w willi Polonia na skrzyżowaniu z ulicą Batorego. 
 

Zbudował ją w roku 1900 buski lekarz uzdrowiskowy, doktor Julian Majkowski. Była potem własnością innych lekarzy, w czasie wojny Niemcy urządzili tu posterunek policji z salą przesłuchań i aresztem. 
 
upamiętnienie ofiar hitlerowskiej kaźni 
 
Po wojnie willa była siedzibą licznych instytucji, a obecnie pełni funkcję galerii sztuki. Jej stała ekspozycja prezentuje historię Buska. Są tu niewielkie, ale przemyślane wystawy poświęcone Wojtkowi Belonowi i Krystynie Jamroz.
 


Kierowałam się dalej w kierunku rezerwatu. Przyszło mi przejść ulicą Stawową. Urodą nie powala, ma jednak staw. Taki raczej zarośnięty i skromny, ale z fontanną. 
 

Kiedy wreszcie ulica zmieniła się w polną drogę, od razu można było odczuć skutki nocnej ulewy – ścieżka zrobiła się śliska, a trawy na jej obrzeżach mokre.
 
 
Minęłam stary sad. Wyglądał jak ze strasznych baśni dla niegrzecznych dzieci. 
 

Dalej czekały mnie rozległe widoki na wzgórza rezerwatu. 
 
 
Udało mi się wdrapać na platformę widokową, ale było to niezbyt przyjemne doznanie. Sznury ułatwiające podejście, a zwłaszcza schodzenie, okazały się nieprzyjemnie mokre i niebezpiecznie śliskie. 
 


Przy ścieżce rezerwatu widziałam sporo ciekawych kwitnących roślin. 
 

Trudno je było jednak fotografować, bo mokra trawa uniemożliwiała podejście bliżej. 
 
pszeniec różowy
 
przytulia właściwa
 
i przytulone ślimaki
 
Podobnie było ze słynnymi kryształami gipsu w formie jaskółczych ogonów. I one odgrodzone trawą. 
 


Dotarłam do źródełka, ale i do niego nie udało się podejść, bo zejście było wyjątkowo śliskie i mogło się źle skończyć. Wolałam nie ryzykować. 
 
 
Tak więc spacer po ścieżkach rezerwatu musiałam szybko zakończyć. Cóż, chyba jednak najlepiej przychodzić tu wczesną wiosną, kiedy trawy jeszcze nie utrudniają dotarcia do ciekawych miejsc. Tak było podczas naszej wycieczki 10 lat temu – tu link. 
 
dojście do tych wychodni uniemożliwiają mokre, wysokie trawy
 
Zawróciłam w kierunku miasta. W drodze powrotnej postanowiłam zajrzeć jeszcze do pamiętanego z dawnej wycieczki kościołka pod wezwaniem św. Leonarda. 
 

Okazuje się, że jest on teraz częściej udostępniony do zwiedzania, ale terminy kolidowały z koncertami, na które miałam bilety. Mogłam jedynie odbyć cichy spacer po przykościelnym cmentarzu.
 


Ot, i cała wycieczka do rezerwatu. Nie zajmuje ona dużo czasu, można przeznaczyć na nią jedno przedpołudnie. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz