W ostatnim dniu mojego pobytu w Busku wreszcie się
ochłodziło. Po nocnej burzy i ulewie wstał chłodny, szary poranek. W tej
sytuacji wyruszyłam spacerową ulicą Mickiewicza na północ.
Po drodze mijałam
znaną willę Dersław, a nieco później pomnik Tadeusza Kościuszki. Ten dosyć
skromny monument ma stuletnią historię. Pierwotnie odsłonięto go na specjalnie
usypanym kopcu w czasie wojny Niemcy
zniszczyli cały monument, ale jeden z mieszkających nieopodal chłopów ukrył
samą statuę naczelnika. Po wojnie odsłonięto nowy pomnik przy ulicy
Mickiewicza, naprzeciwko szkoły noszącej imię Kościuszki.
Kolejne spotkanie z
historią nastąpiło w willi Polonia na skrzyżowaniu z ulicą Batorego.
Zbudował
ją w roku 1900 buski lekarz uzdrowiskowy, doktor Julian Majkowski. Była potem
własnością innych lekarzy, w czasie wojny Niemcy urządzili tu posterunek
policji z salą przesłuchań i aresztem.
Po wojnie willa była siedzibą licznych
instytucji, a obecnie pełni funkcję galerii sztuki. Jej stała ekspozycja
prezentuje historię Buska. Są tu niewielkie, ale przemyślane wystawy poświęcone Wojtkowi Belonowi i Krystynie Jamroz.
Kierowałam się dalej w
kierunku rezerwatu. Przyszło mi przejść ulicą Stawową. Urodą nie powala, ma
jednak staw. Taki raczej zarośnięty i skromny, ale z fontanną.
Kiedy wreszcie
ulica zmieniła się w polną drogę, od razu można było odczuć skutki nocnej ulewy
– ścieżka zrobiła się śliska, a trawy na jej obrzeżach mokre.
Minęłam stary
sad. Wyglądał jak ze strasznych baśni dla niegrzecznych dzieci.
Dalej czekały mnie rozległe widoki
na wzgórza rezerwatu.
Udało mi się wdrapać na platformę widokową, ale było to
niezbyt przyjemne doznanie. Sznury ułatwiające podejście, a zwłaszcza
schodzenie, okazały się nieprzyjemnie mokre i niebezpiecznie śliskie.
Przy ścieżce
rezerwatu widziałam sporo ciekawych kwitnących roślin.
Trudno je było jednak fotografować,
bo mokra trawa uniemożliwiała podejście bliżej.
Podobnie było ze słynnymi
kryształami gipsu w formie jaskółczych ogonów. I one odgrodzone trawą.
Dotarłam
do źródełka, ale i do niego nie udało się podejść, bo zejście było wyjątkowo
śliskie i mogło się źle skończyć. Wolałam nie ryzykować.
Tak więc spacer po ścieżkach
rezerwatu musiałam szybko zakończyć. Cóż, chyba jednak najlepiej przychodzić tu
wczesną wiosną, kiedy trawy jeszcze nie utrudniają dotarcia do ciekawych
miejsc. Tak było podczas naszej wycieczki 10 lat temu – tu link.
Zawróciłam w
kierunku miasta. W drodze powrotnej postanowiłam zajrzeć jeszcze do pamiętanego
z dawnej wycieczki kościołka pod wezwaniem św. Leonarda.
Okazuje się, że jest
on teraz częściej udostępniony do zwiedzania, ale terminy kolidowały z
koncertami, na które miałam bilety. Mogłam jedynie odbyć cichy spacer po przykościelnym cmentarzu.
Ot, i cała wycieczka do rezerwatu. Nie zajmuje ona dużo czasu, można przeznaczyć na nią jedno przedpołudnie.
Zdjęcia mojego wyrobu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz