sobota, 19 września 2026

Wokół Starego Rynku w Łowiczu

W Łowiczu zatrzymałam się w niewielkim, ale dobrze znanym w mieście hoteliku przy rynku. Trzeba dodać, że chodzi tu o Stary Rynek. 
 

Od wieków pełnił on funkcje handlowe, był także miejscem ważnych wydarzeń historycznych. To tu w październiku 1790 roku Tadeusz Kościuszko zlustrował 9 Regiment Pieszy Koronny.  Upamiętnia to stosowna tablica na budynku łowickiego ratusza. 
 

Sam ratusz nie jest pierwszym tego typu obiektem, pierwotny, gotycki ratusz nie zachował się. Jego miejsce zajmuje nowszy, klasycystyczny ratusz. 
 

Przy rynku usytuowana jest również bazylika katedralna, a przed nią pomnik Synom Ziemi Łowickiej wystawiony w roku 1927. 
 


Rynek otaczają przyjemne dla oka kamieniczki, w tym jedna renesansowa. Trudno się je fotografuje, bo cała płyta rynku wygląda jak wielki parking, którym chyba jest. 
 

W jednej z kamienic znajdowała się w XIX wieku oberża, w której zatrzymał się w drodze do Warszawy po zwycięstwie pod Jeną i Auerstadt Napoleon Bonaparte. Miało to miejsce 18 grudnia 1806 roku. Ten fakt jest potwierdzony tekstem w jednej z lokalnych gazet z tamtych czasów. 
 

Zaś izba, w której cesarz raczył biesiadować mocno o tym przypomina swoim wystrojem. Pokusiłam się nawet o zjedzenie obiadu w sąsiedniej sali, żeby poczuć bliskość z majestatem. 
 

Obecnie w tej kamienicy znajduje się wspomniany przeze mnie hotel. 
 

W nim zaś już od wejścia czujemy dumę właścicieli z historycznego wydarzenia, jakie miało tu miejsce. 
 

W innej kamienicy przy rynku znajduje się informacja turystyczna, niezwykle kolorowy sklep z pamiątkami i … muzeum! 
 

Tak, nie pomyliłam się. Ze sklepiku przechodzimy do salki Muzeum Guzików w Łowiczu, które w przyszłym roku będzie obchodzić jubileusz trzydziestolecia. Właścicielem muzeum jest pan Jacek Rutkowski – wnuk łowickiego kupca Modesta Majewskiego i jego żony, Czesławy, która prowadziła przed drugą wojną światową sklep galanteryjny. Mieścił się on przy ulicy Zduńskiej, sąsiadującej z rynkiem. Pozostałe po nim pasmanteryjne drobiazgi stały się zaczątkiem kolekcji, którą w końcu udało się przekształcić w muzeum. 
 


Aż trudno uwierzyć, że w jego zbiorach znajduje się około 5 tysięcy guzików. Część z nich jest eksponowana w muzealnej salce. 
 

Przy wyjściu z muzeum warto spojrzeć pod nogi. Dlaczego? Stąpając po chodniku otaczającym rynek trafiacie na łowicką Aleję Gwiozd. Tu nie ma błędu, tak się ona nazywa, bo gwiozda to jeden z typów łowickiej wycinanki, taki, jaki widzimy na płytach wtopionych w bruk. I tak też nazywa się nagroda „Gwiozda Łowicko” przyznawana corocznie przez Radę Miejską w Łowiczu osobom zasłużonym dla krzewienia kultury ludowej. 
 



Sporo już obejrzeliśmy, ale został jeszcze jeden obiekt. I to taki, że wart kilku. To Muzeum w Łowiczu. 
 

Właściwie wcale nie było w moich planach zwiedzania, bo tak się jakoś zwyczajnie nazywa, myślałam, że pewnie nic tam ciekawego nie zastanę. Na szczęście przewodniczka z muzeum diecezjalnego pokazała mi gmach muzeum z wieży widokowej i wręcz wymusiła na mnie obietnicę, że się tam wybiorę, bo warto. 
 
 
Jak już zeszłam z wieży, pomaszerowałam do muzeum, które mieści się po przeciwnej stronie Starego Ranku w barokowym budynku pomisjonarskim zbudowanym według projektu Tylmana z Gameren. Początkowo działało w nim seminarium duchowne, potem różne szkoły. Jako ciekawostkę dorzucę informację z tablicy pamiątkowej na gmachu muzeum – jednym z jego uczniów był Józio Chełmoński, późniejszy słynny malarz. 
 

Ponieważ wciąż obawiałam się, że muzealne sale będą wiać nudą, zwiedzanie zaczęłam od przejścia przez wewnętrzny dziedziniec muzeum do niewielkiego skansenu, który jest mniejszy niż jego oficjalna nazwa – Ośrodek Plenerowy Budownictwa Ludowego. 
 
 
Całe to budownictwo składa się z dwóch niezwykle barwnych chat z zabudowaniami gospodarczymi. Muszę to napisać – ładniej i weselej jest w tych chatach niż w znanych mi świętokrzyskich. 
 


W ogrodzie umieszczono też ludowe kapliczki ze świątkami oraz urocze figuralne ule. 
 



Pracownice muzeum zachęcały mnie do szybkiego powrotu do wnętrza muzeum, bo miało być ono zamykane za jakąś godzinę i bały się, że nie zdążę wszystkiego obejrzeć. 
I tu natchnęło mnie moje wrodzone lenistwo – postanowiłam wjechać windą na trzeci poziom i zwiedzać muzeum schodząc na dół. Teraz wiem – to był doskonały pomysł. Na samej górze muzeum mieści się dział Etnograficzny im. Anieli Chmielińskiej. Ta wspaniała kobieta żyła na przełomie XIX i XX wieku. Była etnografką i zapaloną kolekcjonerką ludowego rękodzieła Ziemi Łowickiej. To ona zorganizowała pierwsze Muzeum Etnograficzne w Łowiczu. Jej zbiory uległy zniszczeniu w czasie wojny, ale idea kolekcji nadal jest żywa. 
Całe piętro muzeum to miejsce prezentacji łowickich wycinanek, strojów, mebli, ptaszków, świątków. Jest tam nawet rekonstrukcja izby łowickiej. Oczy same się tam śmieją. 
 



Piętro niżej znajdziemy Dział Historyczny im. Władysława Tarczyńskiego, znanego łowickiego kolekcjonera. Wystawa muzealna prezentuje wiele eksponatów z jego zbiorów. Ba, odtworzono tu nawet jego gabinet. 
 


Pora zejść na parter. Tu niewielka wystawa czasowa poświęcona Władysławowi Grabskiemu i historii Banku Gospodarstwa Krajowego. 
 

A na zakończenie – muzealna perła – kaplica pod wezwaniem św. Karola Boromeusza. To jedyny oryginalny fragment dawnego seminarium. A w nim wystawa sztuki sakralnej. 
 

Nad głowami zwiedzających freski ukazujące życie patrona kaplicy. Ich autorem jest nie kto inny, jak Michał Anioł  Palloni.
 


Po takiej dawce absolutnego piękna można już tylko opuścić muzeum. 
 

Wpis rozrósł się do ogromnych rozmiarów, a my jeszcze nie dotarliśmy do drugiego łowickiego rynku i kolejnych ciekawostek. Wybierzemy się tam innym razem.  
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz