środa, 17 września 2014

Kieleckie instalacje



Dawniej, jak człowiek słyszał o instalacji, to myślał – „centralne ogrzewanie”, no może czasem „kanalizacja” albo "elektryczność". A teraz nie. Instalacja stała się ważnym elementem prezentacji a właściwie realizacji sztuki. I ta sztuka w instalacji pojmowana jest szerzej, łączą się tam elementy przeróżne, sztuką staje się i to, co znamy z codzienności, ba nawet to, co już z niej usunęliśmy. Nie wierzycie? To zajrzyjcie na Plac Artystów w Kielcach i obejrzyjcie instalację Roberta Kuśmirowskiego „Tężnia”. Zaskoczy was na pewno. No, chyba, że  przeczytacie o niej na blogu i będziecie przygotowani.
Na placu ustawił artysta konstrukcję z drewnianych bali i desek. Przypomina ona jako żywo słynną tężnię z Ciechocinka.  Można ją sobie obejść naokoło, wejść do środka,  odbyć „inhalację sztuką”. A ta sztuka zgromadzona wewnątrz tężni nie jest typowa, oj nie. To zbiór wykorzystanych dawno przedmiotów, które niszczeją, zmieniają się pod wpływem czasu i zjawisk atmosferycznych. Całość ma specyficzny zapaszek, więc nawdychałam się tej sztuki do woli.   

"Tężnia" w całej okazałości

poniedziałek, 15 września 2014

Natura ciągnie włóczęgę do kamieniołomu

Jeszcze jak ciągnie! Ostatnio co i rusz zaglądamy do jakiejś dziury w ziemi i zaczyna się nam to niebezpiecznie podobać. Kto nie wierzy, może zajrzeć do etykiety „kamieniołomy” i się przekona, że mam rację.
A teraz opowiem, jakiego odkrycia dokonaliśmy w niedzielę. Podjechaliśmy sobie długo wyczekiwanym busem do Skałki, a stamtąd pomaszerowali w stronę kamieniołomu Ostrówka w pobliżu Gałęzic. Droga omija kamieniołom, ale ta nieszczęsna natura ciągnęła nas w jego stronę. Podeszliśmy ostrożnie do brzegu i rzucili okiem (a raczej ośmioma parami ócz) w dół. O, spodobało nam się. Bo ten kamieniołom to urodziwa dziura w ziemi. A jaka wielka! I ma różne poziomy, kolorowe skały, nawet małe jeziorko. Na szczęście w niedzielę nikt tam nie pracował i pilnowani przez dbająca o bezpieczeństwo Irenę naoglądaliśmy się do woli. 

czwartek, 11 września 2014

Ulubiona trasa Andrzeja, czyli znów wędrujemy z Bodzentyna do Nowej Słupi.

Każdy z nas ma takie swoje ulubione kąty, gdzie go ciągnie. Andrzeja zdecydowanie ciągnie w okolice Bodzentyna. A nas za nim. 

panorama Bodzentyna z Góry Miejskiej 

poniedziałek, 8 września 2014

Krótka relacja z Jeziora Czorsztyńskiego



Dostałam od Andrzeja kilka zdjęć, którymi się teraz chętnie podzielę. 
Autor razem z grupką kolegów miał okazję odbycia wycieczki w okolice Jeziora Czorsztyńskiego, a pogoda zrobiła wtedy miłą niespodziankę rozpościerając malownicze mgły po okolicy. Zresztą, sami zobaczcie.

niedziela, 7 września 2014

Znacie? To poczytajcie!

Może ktoś skrupulatny przypomni sobie, że rok temu byliśmy na wycieczce w rodzinnych stronach Staszka. I znów nas tam zaniosło. Pewne elementy trasy się powtórzyły, ale wycieczka była jednak zupełnie inna. Zresztą, przeczytajcie oba teksty, to się przekonacie.
Tak, jak rok temu, prowadził Staszek, ale tym razem wybrał inną trasę.

od razu widać, kto tu dowodzi

środa, 3 września 2014

Kilka pikantnych szczegółów, a poza tym – nic nie widać



Taką to, proszę państwa, mieliśmy wycieczkę we środę. W dodatku ja się uparłam, że nie będziemy moczyć nóg w wysokiej mokrej trawie, a Andrzej od samego rana odmieniał przez przypadki Bęczków – a czy daleko do Bęczkowa, a gdzie ten Bęczków, a czy będziemy w Bęczkowie. I wykrakał…
Stach zarządził wyjazd do Krajna Zagórze, gdzie wysiedliśmy na tak zwanej pętli, czyli tam, gdzie bus zawraca, bo dalej drogi nie ma. Jest tylko ścieżka, a raczej dwie – jedna przez trawy prosto na Wymyśloną, druga na zachód – omija Wymyśloną, ale jest sucha. Wybraliśmy więc tę drugą, to znaczy ja poszłam w zaparte i panowie byli bezsilni. Poza tym, mgła była taka gęsta, że Wymyślonej nie było widać. 

w pajęczej sieci

wtorek, 2 września 2014

O tym, jak szukaliśmy nowej drogi ze Stachowic do Krynek

Pojechaliśmy sobie do Starachowic, gdzie można było wysiąść z autobusu na przystanku i na tym samym poczekać pół godzinki na przesiadkę. Oczywiście tak nie było, bo pół godziny wystarczyło nam na zrobienie dwukilometrowego spaceru po mieście i obejrzenie skałek przy ulicy Armii Krajowej. Pamiętam te brudne skałki schowane za straganami targowiska, które oglądaliśmy parę lat temu. A teraz – nowe skałki! Wyczyszczone, pięknie wyeksponowane na estetycznym skwerku, można podejść, sfotografować całą długą na około 400 metrów ścianę, jedyna niedogodność – rosa na trawniku i buty mi lekko przepuściły.