Cóż to za wynalazek, zapytacie. Oto i on. W wersji
pomnikowej. Bo zasłużył na pomnik.
Jest to przędzarka włókiem lnianych
wynaleziona w pierwszej dekadzie XIX wieku przez francuskiego inżyniera Filipa
de Girarda. Pokazana tu maszyna jest częścią pomnika owego wynalazcy
wystawionego w mieście, które swą nazwę otrzymało na jego cześć – Żyrardowie.
W
tym mieście, powstałym jako osada robotnicza wokół stopniowo rozbudowywanej
fabryki produkującej wyroby z lnu, możemy zobaczyć, „jak to ze lnem było”* i co
z tego obecnie zostało.
Jeśli wziąć pod uwagę, że fabryka i osiedla robotnicze
oraz wille dyrektorskie powstawały w XIX wieku, to nikogo nie zdziwi fakt, że
dominującą formą architektury jest tu ceglany neogotyk. Wśród zieleni drzew i wzdłuż
miejskich ulic napotykamy budynki z czerwonej cegły. Jest na czym zawiesić oko.
Wiele z nich odrestaurowano, zmieniły swoje przeznaczenie, nadal prezentują się
okazale.
Ceglany jest również najważniejszy kościół miasta – kościół farny pod
wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia, zbudowany na początku XX wieku według
projektu Józefa Piusa Dziekońskiego.
Kilka fragmentów miasta już zobaczyliśmy,
pora więc zajrzeć do jego fabrycznego serca – zwiedzamy Muzeum Lniarstwa im.
Filipa de Girarda w Żyrardowie.
to zdjęcie było możliwe do zrobienia dzięki silnej ulewie, która przeszła nad miastem w czasie, gdy nasza grupa zwiedzała muzeum
Działa ono w budynkach zabytkowej drukarni
zakładów lniarskich.
Zgromadzono tu zabytkowe maszyny używane na różnych
etapach produkcji lnianych tkanin.
Dużą część procesu produkcyjnego trzeba
sobie wyobrazić na podstawie opowieści przewodniczki, wyglądu maszyn i
wielkoformatowych fotografii pokazujących pracę fabryki.
Szczególnie
interesujące są opowieści o produkcji tkanin żakardowych i przygotowaniu
specjalnych matryc do ich wykonania.
Możemy też zajrzeć do hali, w której
znajduje się najdłuższa w Polsce drukarka płaska do sitodruku. Tak się to lekko
mówi czy pisze, ale zajmuje ona prawie całą długość hali produkcyjnej. Wpadła mi
w oko nawet taka ciekawostka, że służy ona jako wybieg dla modelek podczas
pokazów mody organizowanych czasem w muzeum.
Przewodniczka z dumą opowiada o rekordzie
Guinnessa na najdłuższy obrus na świecie.
Krosno, na którym go utkano, jest
ważnym obiektem w kolekcji muzeum, są tu też wciąż działające maszyny, na
których pracownicy muzeum tkają lniane wyroby prezentowane do nabycia w
muzealnym sklepiku. Co ciekawe, krosna
te zostały wyprodukowane w naszym mieście.
Zaskakującym zakończeniem wizyty w
muzeum są odwiedziny w Industrialnej Zagrodzie, gdzie w spokoju i harmonii żyją
alpaki, wielbłądy dwugarbne, kozy, owce i może jeszcze jakieś zwierzęta, które
nie wyszły się przywitać.
domyślam się, że ten wielbłąd nie ma na imię "Stefan", bo tylko on nie przybiegł do ogrodzenia wołany tym imieniem, a tak zareagowały dwa inne wielbłądy; dodam, że jego mizerny wygląd jest spowodowany wiosennym linieniem, sierści nie można mu wyczesać ani ostrzyc, bo to dla niego bolesne (informacja od przewodniczki)
Opuszczamy muzeum i miasto, ale na pewno jest tu
jeszcze wiele ciekawych miejsc do obejrzenia innym razem.
*na wszelki wypadek
wyjaśniam, że to tytuł książeczki Marii Konopnickiej, którą niegdyś dzieci
czytały jako lekturę szkolną
Zdjęcia
mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz