piątek, 26 czerwca 2026

Żyrardów, czyli skutki zastosowania jednego wynalazku

Cóż to za wynalazek, zapytacie. Oto i on. W wersji pomnikowej. Bo zasłużył na pomnik. 
 

Jest to przędzarka włókiem lnianych wynaleziona w pierwszej dekadzie XIX wieku przez francuskiego inżyniera Filipa de Girarda. Pokazana tu maszyna jest częścią pomnika owego wynalazcy wystawionego w mieście, które swą nazwę otrzymało na jego cześć – Żyrardowie. 
 

W tym mieście, powstałym jako osada robotnicza wokół stopniowo rozbudowywanej fabryki produkującej wyroby z lnu, możemy zobaczyć, „jak to ze lnem było”* i co z tego obecnie zostało. 
 
wieża starej przędzalni
 
Jeśli wziąć pod uwagę, że fabryka i osiedla robotnicze oraz wille dyrektorskie powstawały w XIX wieku, to nikogo nie zdziwi fakt, że dominującą formą architektury jest tu ceglany neogotyk. Wśród zieleni drzew i wzdłuż miejskich ulic napotykamy budynki z czerwonej cegły. Jest na czym zawiesić oko. 
 
zabudowa wzdłuż ulicy Limanowskiego
 
jedna z willi dyrektorskich (tu styl francuskiego renesansu)
 
budynek, w którym dawniej mieścił się Urząd Miasta
 
Wiele z nich odrestaurowano, zmieniły swoje przeznaczenie, nadal prezentują się okazale. 
 
 
Ceglany jest również najważniejszy kościół miasta – kościół farny pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia, zbudowany na początku XX wieku według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego. 
 

Kilka fragmentów miasta już zobaczyliśmy, pora więc zajrzeć do jego fabrycznego serca – zwiedzamy Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda w Żyrardowie.
 
to zdjęcie było możliwe do zrobienia dzięki silnej ulewie, która przeszła nad miastem w czasie, gdy nasza grupa zwiedzała muzeum
 
Działa ono w budynkach zabytkowej drukarni zakładów lniarskich. 
 


Zgromadzono tu zabytkowe maszyny używane na różnych etapach produkcji lnianych tkanin. 
 



Dużą część procesu produkcyjnego trzeba sobie wyobrazić na podstawie opowieści przewodniczki, wyglądu maszyn i wielkoformatowych fotografii pokazujących pracę fabryki. 
 

Szczególnie interesujące są opowieści o produkcji tkanin żakardowych i przygotowaniu specjalnych matryc do ich wykonania. 
 


Możemy też zajrzeć do hali, w której znajduje się najdłuższa w Polsce drukarka płaska do sitodruku. Tak się to lekko mówi czy pisze, ale zajmuje ona prawie całą długość hali produkcyjnej. Wpadła mi w oko nawet taka ciekawostka, że służy ona jako wybieg dla modelek podczas pokazów mody organizowanych czasem w muzeum. 
 

Przewodniczka z dumą opowiada o rekordzie Guinnessa na najdłuższy obrus na świecie. 
 

Krosno, na którym go utkano, jest ważnym obiektem w kolekcji muzeum, są tu też wciąż działające maszyny, na których pracownicy muzeum tkają lniane wyroby prezentowane do nabycia w muzealnym sklepiku.  Co ciekawe, krosna te zostały wyprodukowane w naszym mieście. 
 


Zaskakującym zakończeniem wizyty w muzeum są odwiedziny w Industrialnej Zagrodzie, gdzie w spokoju i harmonii żyją alpaki, wielbłądy dwugarbne, kozy, owce i może jeszcze jakieś zwierzęta, które nie wyszły się przywitać.
 
domyślam się, że ten wielbłąd nie ma na imię "Stefan", bo tylko on nie przybiegł  do ogrodzenia wołany tym imieniem, a tak zareagowały dwa inne wielbłądy; dodam, że jego mizerny wygląd jest spowodowany wiosennym linieniem, sierści nie można mu wyczesać ani ostrzyc, bo to dla niego bolesne (informacja od przewodniczki) 
 
Opuszczamy muzeum i miasto, ale na pewno jest tu jeszcze wiele ciekawych miejsc do obejrzenia innym razem. 
 
takiego stawu w żyrardowskim parku pewnie nikt się nie spodziewał
 
*na wszelki wypadek wyjaśniam, że to tytuł książeczki Marii Konopnickiej, którą niegdyś dzieci czytały jako lekturę szkolną 
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz