Tym sloganem reklamuje się Sztolnia Królowa Luiza w Zabrzu.
Warto się tam wybrać, żeby sprawdzić, ile w nim prawdy. Od razu
wyjaśniam – sztolnia jest częścią Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. Na jego
stronie (tu link) poznacie wszystkie należące do muzeum obiekty – wybór zależy
od was i od czasu, który zamierzacie przeznaczyć na zwiedzanie.
kupla - górnicze godło towarzyszy turystom podczas całej wycieczki; jej części to żelazko (kilof) i pyrlik (młotek)
Opiszę tylko
to, co nasza skromna liczebnie grupka zobaczyła i przeżyła. Z bogatej oferty
sztolni (tu link) wybrałyśmy Podziemny Spływ Sztolnią. Wycieczka trwa ponad
dwie godziny i jest warta poświęconego czasu.
Przed jej rozpoczęciem odbieramy
bilety w budynku dawnej łaźni łańcuszkowej (zdjęć nie będzie – kręciło się tam
mnóstwo dzieci), tam też spotykamy się z przewodnikiem, fasujemy kaski i
wyruszamy na spotkanie z przygodą.
Jak się okazuje, są dwa warianty trasy, ich
uczestnicy spotykają się w umówionym miejscu i wędrują w przeciwnych
kierunkach. Nasza grupa z fasonem zjechała pod ziemię uroczymi wagonikami.
Trochę w nich wiało, bo dzień chłodny.
Zresztą, pod ziemią utrzymuje się stała,
dosyć niska jak na lato, temperatura. Warto się cieplej ubrać i koniecznie założyć
wygodne buty na solidnej podeszwie. Pod opieką przewodnika wędrujemy
podziemnymi korytarzami, słuchamy opowieści o historii kopalni (wciąż
powtarzamy datę 1791 – rok rozpoczęcia jej budowy), która początkowo nosiła
nazwę „Królewska”, a po śmierci królowej pruskiej, Luizy, została przemianowana
na kopalnię „Królowa Luiza”.
Poznajemy narzędzia pracy górników, dowiadujemy
się, że w kopalni pracowały nawet dzieci.
Jak się okazuje, kopalnia zmagała się
z licznymi problemami. Jednym z nich była wentylacja. Sposoby na jej poprawienie
bywały nie zawsze w pełni bezpieczne.
Innym, bardzo istotnym było odprowadzenie
wody z chodników kopalnianych.
I tu w
sukurs przyszła budowa lekko pochyłej sztolni. Jej budowa trwała wiele lat, nie
udało się zrealizować pełnej zaplanowanej trasy, ale i tak przyczyniła się ona
do poprawy warunków pracy w kopalni. Ba, służyła nawet do transportu węgla.
I
teraz następuje spotkanie z największa atrakcją trasy – spływ łodziami przez
dziewiętnastowieczne wyrobisko. Trasa, najdłuższa w Europie, liczy 1100 metrów.
Łódź mieści się między ścianami wyrobiska, ale jest na tyle ciasno, że lepiej
nie wystawiać palców na zewnątrz. Jest cicho i czasem ciemno. Na szczęście nie
zawsze. Sklepienia wyrobiska rozbłyskują kolorowymi światłami, pojawiają się na
nich postaci Skarbnika i Utopca, którzy opowiadają ciekawe historie.
W innych
miejscach obserwujemy tworzącą się szatę naciekową (jeszcze marne kilka tysięcy
lat i obejrzymy tu stalaktyty jak w jaskini).
Jeśli chcecie fotografować, mam
radę – zajmujcie miejsce tuż za przewoźnikiem albo na końcu łodzi. W przeciwnym
razie będziecie mieć takie marne fotki, jak moje, bo jadący przed wami wszystko
wam zasłonią.
Po wyjściu na powierzchnię wsiadamy do autobusu, który sprawnie
dowozi nas na miejsce startu, gdzie czekają na nas kolejne atrakcje. Jedna z
nich była niedostępna – to wejście na platformę widokową szybu Carnall i
podziwianie widoków z niej. Cóż – padało…
Druga za to w pełni działa. W
maszynowni Szybu Carnall możemy podziwiać w ruchu maszynę parową z roku 1915.
Umożliwiała ona obsługę klatek wyciągowych i wydobywanie na powierzchnię urobku
kopalni.
Teraz jest uruchamiana w określonych godzinach, kiedy można podziwiać pracę tej wielkiej i nadzwyczaj cichej maszyny, jej naoliwione tłoki, niezawodne detale,
które wyglądają jak przemysłowa biżuteria.
Po zakończeniu pokazu udałyśmy się
na kilkunastominutowy spacerek w deszczu w kierunku zbudowanej w roku 1909
Wieży Ciśnień.
Znajduje się tam interaktywna wystawa Carboneum, ze szczytu
wieży można podziwiać chwilowo z powodu deszczu nieobecne widoki, ale jest też
świetna restauracja, gdzie można zarezerwować stolik w szklanym wykuszu i zjeść
obiad spoglądając na Zabrze.
Do restauracji warto wjechać windą, ale zejść
lepiej schodami, bo wtedy można spotkać postaci, którym zawdzięczamy całą naszą
wycieczkę.
książę Fryderyk Wilhelm von Reden, zainicjował rozwój przemysłowy okolicy, budował kopalnie, hutę, sieć wodociągową
Tak wyglądała nasz wycieczka. Wasza może być całkiem inna, ale też
pewnie interesująca. Przekonajcie się o tym sami.
Zdjęcia – Irena i ja




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz