niedziela, 16 stycznia 2022

Szara niedziela

I to tylko przed południem. A my przecież zwykle rano wędrujemy. No cóż, w takich warunkach wybiera się miejsca nieodległe, znane, żeby tylko nie gnuśnieć w domowych pieleszach.
Podobną trasą wędrowaliśmy w październiku (tu link), teraz jednak kolega Ed zaproponował pewne modyfikacje.
Po opuszczeniu miasta przeszliśmy ścieżkami, którymi w tak zwanych dawnych dobrych czasach chodziliśmy na codzienne marsze. Po jednej stronie ścieżki mieliśmy wtedy drzewa, a po drugiej pola i ugory. Drzewa zostały. Miejsce pól zajęła droga szybkiego i bardzo głośnego ruchu. 
 
przy ścieżce rośnie kilka dorodnych dębów 
 
w pobliżu tych drzew pora opuścić ścieżkę
 

Po przejściu tego w gruncie rzeczy niezłego odcinka trasy przedostaliśmy się na drugą stronę szosy i pomaszerowali tak zwaną „drogą Stasia” przez las w kierunku żółtego szlaku. Tym razem droga oczywiście szara, ale przy niej przyjemne rozlewiska czy zamarznięte malowniczo kałuże. No i błoto na drodze też zamarznięte – przejście luksusowe. 
 
paprocie na mrozie
 
zamarznięte leśne rozlewisko
 


kałuże w władaniu mrozu

Tak dotarliśmy do szlaku. O, tu raczej mocno nieprzyjemnie. Miłośnicy lasu naszykowali całą masę drzew do wyjazdu w ładniejsze okolice. Leżą tak, biedactwa, i czekają na transport.
 
taki las
 
Szlakiem docieramy do naszej ulubionej „drogi doktorskiej”, gdzie towarzyszy nam prawdziwa „ściana lasu”. Prawie nie widać zza niej żywych drzew. Na szczęście jeszcze się jakieś ostały.
 
modrzew im. nadleśniczego inż. Franciszka Łagosza zyskał nowe sąsiedztwo
 

stary buk i stary dąb jeszcze się trzymają 
 
pozieleniały ze starości krzyż

Znów przekraczamy drogę szybkiego ruchu i maszerujemy żółtym szlakiem od Pogorzałego. Z nowych miejsc należy zauważyć pojawienie się dwóch ścieżek do ekstremalnej jazdy na rowerach. Poza tym las spokojny i jakby jesienny.
 

w lesie na żółtym szlaku
 
Na ulicy Pogodnej wreszcie wyjrzało słońce. Blade raczej, ale jednak obecne. 
 
moja ulubiona brzózka
 
Z lasu wychodzę przy nowej kapliczce nadrzewnej w pobliżu siedziby nadleśnictwa.  
 
jest kapliczka, to znak, że za kilka kroków pora opuścić las
 
I po wycieczce – w południe już byliśmy w domu.
 
Zdjęcia mojego wyrobu.

2 komentarze:

  1. Dokładnie tak - byle nie gnuśnieć! Ja też tuptam do pracy, znanymi terenami i tylko staram się jakieś modyfikacje wprowadzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robimy, co możemy, ale dziś tak sakramencko wieje, że trzeba pilnować kanapy w domu.

      Usuń