niedziela, 28 czerwca 2026

Zajrzyjmy do Chrzanowa

Byliśmy tam pod koniec maja, zajrzeliśmy w kilka zakamarków miasta, kilka pominęliśmy. Tak więc wycieczka okazała się pouczająca i przyjemna, a nie męcząca. 
 
 
Jakoś tak zupełnie przypadkiem trafiliśmy od razu na chrzanowski rynek otoczony kamieniczkami z przełomu XIX i XX wieku. 
 

Samo usytuowanie rynku jest kontynuacją jego wielowiekowej historii, bo miasto było lokowane jeszcze w XIV wieku. Co ciekawe, przez większość czasu było ono miastem prywatnym. Wśród jego właścicieli można znaleźć przedstawicieli rodów Ligęzów, Stadnickich, Ossolińskich.  Ostatnimi właścicielami byli Loewenfeldowie (o nich jeszcze wspomnę przy okazji). 
 

Miasto cieszyło się więc dużą swobodą, a przy okazji opieką swego patrona – świętego Mikołaja. Spotkaliśmy go na rynku. Rzeźba, która go przedstawia, prezentuje się godnie, w niczym nie przypomina rubasznego dziadka w czerwonym kubraku. 
 

W przeciwległym rogu rynku nietrudno zauważyć kościół, którego jest patronem. 
 

To świątynia o długoletniej historii i ciekawej kompilacji części powstałych w różnych okresach dziejów – ma średniowieczne kamienne mury, gotyckie prezbiterium, barokową kaplicę, dziewiętnastowieczny ołtarz z barokowymi rzeźbami pochodzącymi z kościoła Mariackiego w Krakowie. Taki to ciekawy architektoniczny zlepieniec. 
 


Całkiem niedaleko od kościoła zauważyliśmy ładny park miejski, a na jego skraju interesujący kamienny budynek. To on był jednym z celów naszej wycieczki. Był to w XVI wieku lamus dworski Ligęzów. Pod koniec XIX wieku zamieszkali tu ostatni właściciele Chrzanowa – Loewenfeldowie, którzy przebudowali go na swoją siedzibę rodową. 
 

Obecnie mieści się tu muzeum im. Ireny i Mieczysława Mazarakich. Byli oni zamiłowanymi przyrodnikami, badaczami przyrody Ziemi Chrzanowskiej, nauczycielami w tutejszych szkołach oraz inicjatorami powstania muzeum w Chrzanowie, w którym pracowali jako dyrektor i kustoszka. 
 

W jednej z muzealnych sal mogliśmy obejrzeć niewielki wycinek zbiorów państwa Mazarakich. 
 


Każda z muzealnych sal prezentuje inną wystawę. Na parterze zaglądamy do biedermeierowskiego saloniku państwa Loewenfeldów. 
 

Przewodniczka opowiada o historii rodziny, jej zaangażowaniu w rozbudowę Chrzanowa, wskazuje ciekawe meble, bibeloty, obrazy. 
 
 K. Schl
üter "Popiersie Agathe Naunmann"
 

W. K
öpp von Felsenthal "Święty Joachim i św. Anna z Maryją" (muszę przyznać, że rzadko spotykam taką wersję wizerunku mojej patronki)
 
W salach na piętrze poznajemy ciekawostki z historii Chrzanowa i okolic – znaleziska archeologiczne, dokumenty cechów rzemieślniczych, fragmenty wyposażenia sklepów, informacje o rozwoju przemysłu (tu Stasio szczególnie zainteresował się historią fabryki produkującej słynne na cały kraj lokomotywy).
 
mieliśmy niebywałe szczęście zobaczyć ten autentyczny dokument, który został w ekspozycji na krótko po Nocy Muzeów
 

  
Oddzielna sala poświęcona jest zwyczajom i historii chrzanowskich Żydów. 
 


W specjalnych gablotach i szufladach umieszczono cenne zbiory geologiczne. Tu poznałam piękne słowo i równie efektowe okazy. To araukaryty, czyli skamieniałości drewna. Tylko zdjęcia jakoś "nie wyszły". Udało się to nadrobić w ogrodzie geologicznym drugiej siedziby muzeum, przed tak zwanym „domem Urbańczyka”. 
 


Ta nazwa pochodzi od nazwiska powiatowego budowniczego – Franciszka Urbańczyka. Zaprojektował on nie tylko ten dom dla siebie, ale jest m. in. projektantem ołtarza głównego w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja w Chrzanowie. 
 

Po krótkim odpoczynku w ogrodzie wyruszyliśmy z przewodniczką na spacer Aleją Henryka. Nosi ona imię swojego pomysłodawcy i budowniczego – Henryka Lowenfelda, który zainicjował wytyczenie tej ulicy w kierunku dworca kolejowego, aby połączyć dwór oraz miasto z linią kolei warszawsko-wiedeńskiej. 
 
portret Henryka Loewenfelda 
 
Ta, niegdyś reprezentacyjna, ulica daje możliwość spotkania z domami zamożnych mieszkańców Chrzanowa z przełomu wieków. 
 


Spacerujemy tu w cieniu kasztanowców i lip, które tworzyły efektowne szpalery. Teraz może mniej ich zostało, ale nadal uprzyjemniają spacer. 
 

Nasza przewodniczka prowadzi nas na cmentarz żydowski położony w pobliżu linii kolejowej. Jest on ogrodzony, wejście możliwe tylko pod opieką przewodnika.
 

Oglądamy zabytkowe nagrobki (najstarszy pochodzi z roku 1802), uczymy się odróżniać oznaczenia grobów mężczyzn i kobiet, podziwiamy niektóre pięknie zdobione macewy. 
 



Nie do wszystkich udaje się podejść, bo dostęp utrudniają wysokie trawy (zwiedzamy akurat w dniu koszenia). 
 

Na cmentarzu znajdują się dwa ohele. Ten bliżej bramy należy do rabina Salomona Bochnera, który zmarł w roku 1828. 
 


W drugim są pochowani rabini z rodu Halberstamów. 
 

Zatrzymaliśmy się też przy pomniku upamiętniającym 27 Żydów z Chrzanowa zamordowanych w Trzebini oraz ostateczną zagładę chrzanowskich Żydów w roku 1943. 
 
 
Po zwiedzaniu cmentarza miałam jeszcze zaplanowany spacer na cmentarz żołnierzy 1 wojny światowej, ale zmęczenie długim zwiedzaniem spowodowało skrócenie pobytu w Chrzanowie. Lepiej opuścić miasto z niedosytem niż zapamiętać je jako bardzo męczące.  
 
Zdjęcia mojego wyrobu

2 komentarze:

  1. Kto by pomyślał ,że w takiej mieścinie jest tyle do zobaczenia... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto faktycznie niezbyt duże, ale ma bogatą historię. My obejrzeliśmy nawet nie połowę tego, co warto. Ograniczyliśmy się do centrum, żeby daleko nie chodzić. Mój pierwotny plan był dużo bardziej obszerny. Nic to, może się tu jeszcze kiedy zajrzy...

      Usuń