piątek, 28 sierpnia 2026

Moje wrażenia ze zwiedzania zamku w Malborku

Kiedy stanęłam przed zamkiem, ogarnęła mnie pełna niedowierzania radość, że tu jestem. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek zobaczę ten obiekt inaczej niż z okien pociągu lub na ekranie telewizora. A jednak się tu znalazłam. 
 

Drugim zaskoczeniem była niewielka kolejka do kasy zamku – ot, ledwie z 10 osób. A mam w pamięci kolosalne kolejki na Wawel. To się jednak zmieniło. Kiedy opuszczaliśmy zamek po zwiedzaniu, kolejki były już długie i kręte. Po prostu mieliśmy szczęście znaleźć się przed kasą wcześnie rano. 
 

Dodatkową niespodzianką było to, że nie musieliśmy czekać na przewodnika, otrzymaliśmy zestawy audio i już można było ruszyć na zwiedzanie. 
 
po drewnianym moście wchodzimy na teren zamku przez tę bramę 
 
Przyznam, że audioprzewodnik jest bardzo sprytnym urządzeniem – zawsze wie, gdzie jesteśmy. 
 
tu mieliśmy widok na mury obronne i zbrojownię (Karwan)
 
Kiedy chcieliśmy ominąć dormitorium zakonne, nie pozwolił nam iść dalej i wymusił powrót na trasę. I dobrze zrobił. Dzięki jego uporowi obejrzeliśmy wystawę średniowiecznej sztuki sakralnej, a na niej oczywiście można było spotkać ulubione święte. 
 
święta Barbara
 
święta Anna Samotrzeć 
 
Ale może jednak wróćmy do początku zwiedzania. Zamek robi niesamowite wrażenie swoją wielkością, pięknem architektury. Ma się wrażenie, że ta średniowieczna budowla obronna nigdy nie została zdobyta przez wrogów, ani nie ucierpiała na skutek wojen. 
 
baszta obronna - Kurza Stopa
 
Cóż, to, rzecz jasna, nieprawda. Zamek zbudowany jako siedziba komturów, a potem wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego (nie będę przytaczać pełnej nazwy, bo za długa) był niejednokrotnie otaczany przez wrogów, nasz audio opowiadał nawet o kuli armatniej, która utkwiła w jednej ze ścian refektarza. Ostrzegał jednak, że historia może być zmyślona. Fakty są takie, że podczas wojny trzynastoletniej w XV wieku zamek zdobyły (albo kupiły) wojska polskie, a w XVIII wieku zajęły go wojska pruskie. I przez ten cały czas obiekt niszczał, bywał remontowany. Największe zniszczenia przyszły w czasie 2 wojny światowej. Zamek był zaminowany i poważnie zniszczony. 
Jego odbudową zajmowali się i nadal zajmują polscy konserwatorzy zabytków i budowniczowie. Najbardziej spektakularnym dowodem na ogrom prac rekonstrukcyjnych była dla mnie wizyta w zamkowej kaplicy, czyli Kościele NMP, który był potwornie zrujnowany i w gruncie rzeczy jego odbudowa nadal trwa. Weszliśmy do niego przez cudownie kolorową i misternie rzeźbioną trzynastowieczną Złotą Bramę. 
 

We wnętrzu zaś zobaczyliśmy pracujących ludzi, wyraźnie widoczne dawne mury kaplicy oraz mocno się od nich odróżniające to, co nadbudowano, aby odtworzyć jej pierwotny kształt.
 

I to jest ważna strona zamkowej historii, która otwiera oczy zwiedzającym. 
Skoro zaprezentowałam portal kaplicy, to może przyznam się, że i inne gotyckie portale wywarły na mnie ogromne wrażenie. 
 
portal wejściowy do kapitularza na Zamku Wysokim
 
Szczególnie piękne wydają mi się płaskorzeźby na ich tympanonach. A tu najbardziej podobają mi się reliefy portali kaplicy Św. Anny. Pokazuję te z tympanonu południowego portalu, bo był lepiej oświetlony. 
 


Skoro już wiemy, że zamek jest przykładem architektury gotyckiej, to warto przyjrzeć się typowym gotyckim elementom. Najbardziej spektakularne są, rzecz jasna, sklepienia. W tym, oczywiście, sklepienia wielkich sal refektarzy. 
 
 
sklepienie palmowe
 
sklepienie krzyżowe 
 
Przy okazji warto odpocząć na ławach wzdłuż ścian Wielkiego Refektarza. Człowiek zmęczony długim wędrowaniem po salach i korytarzach spogląda wtedy na bardzo ciekawe posadzki. 
 

Największy problem podczas zwiedzania miałam z oknami (tu najciekawsze gotyckie maswerki). Z wnętrza otrzymywałam kontury albo jasną plamę. Z zewnątrz były trudno dostępne, bo umieszczone wysoko. 
 

Podobały mi się też klasztorne krużganki. 
 

A zwłaszcza to, że można było nimi przejść i nawet spojrzeć na zamkowy dziedziniec. 
 
 
Ale najlepsze widoki z góry daje wejście na zamkową wieżę. 
 

 
Tam to by można było spędzić sporo czasu podziwiając nie tylko zamek z góry. 
 
widok na dziedziniec Zamku Średniego 
 
Brama Mostowa
 
Mieliśmy też porządne widoki na Malbork i płynący u stóp zamku Nogat. 
 
zamkowe dachy i most na Nogacie
 
zabudowa dawnego Starego Miasta, w głębi po lewej Wieża Ciśnień
 
Przy okazji dodam, że ze wszystkich potwornie dających w kość zamkowych schodów te na wieżę są najbardziej ergonomiczne. Wchodzi się po nich lekko i wygodnie. 
Przyznam jeszcze, że bardzo przyjemny okazał się spacer po czymś, co zapewne było zamkowymi ogrodami. Tu można się zatrzymać na chwilę w wirydarzu (ale roślinki to tam raczej skromniutkie). 
 

W innym ogrodzie zaskakują wiekowe drzewa.
 

Wszyscy zwiedzający wchodzą do zamkowego młyna. Weszłam i ja – nic specjalnego. 
 

Podobnie i zamkowa kuchnia spowita w krwistej czerwieni nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Może z powodu ewidentnie sztucznych mięsiw i warzyw na stołach. 
 

Miałam ochotę na zwiedzanie kościoła św. Wawrzyńca na przedzamczu, ale nie jest udostępniony do zwiedzania.  
 

Pracownik muzeum pilnujący bezpieczeństwa turystów na wieży bardzo zachęcał do poszukiwania Marianków, czyli wykonanych z brązu figurek rycerzy. Wybrałyśmy się z Basią na ich poszukiwanie nad Nogat. 
 

Faktycznie – jeden się znalazł. Taki troszkę gapowaty.
 

Drugiego zauważyłyśmy w pobliżu kasy biletowej. Ten by nas chyba chętnie oprowadził po zamku.
 
 
Wiem, że są i inne, ale zmęczenie długim zwiedzaniem zamku i upał skróciły nasze poszukiwania. 
Jeśli wydaje się wam, że nie wszystko warte obejrzenia pokazałam, macie rację. Wybierzcie się sami do Malborka i zbierajcie własne wrażenia. Naprawdę warto.
 

 Zdjęcia mojego wyrobu a

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz