Tam rezydowali książęta mazowieccy. Nie zawsze był to zamek.
Zbudował go w XIV wieku książę Janusz I. Budowla powstała na miejscu dawnego
stołecznego grodu. Jak wyglądał ów gród i jak się zmieniał zamek możecie
zobaczyć na stronie internetowej (tu link), gdzie przygotowano udane
prezentacje trójwymiarowe. Jak ja się tam znalazłam? Tym razem byłam na
wycieczce zorganizowanej prze Fundację Wczoraj dla Jutra, a wizyta na zamku
była pierwszym etapem tej wyprawy.
Kiedy nasz przewodnik, pan Marcin Janakowski, wprowadził nas w historię zamku i okolicy (ploteczki też się tam przewinęły), mogliśmy
samodzielnie penetrować zamkowy dziedziniec i wieże.
Indywidualne zwiedzanie jest najlepszym sposobem poruszania się po zamku ze
względu na ciasnotę schodów i pomieszczeń, do których prowadzą.
Najpierw
wdrapaliśmy się na wieżę południową. Jest ona tylko częściowo
dostępna.
Z miejsca, gdzie się kończą schody, można obejrzeć wieżę bramną oraz
fragment muru obronnego łączącego obie wieże. Tu trzeba dać pole do popisu
wyobraźni, żeby zobaczyć niegdysiejsze drewniane przejścia dla rycerzy broniących zamku.
Warto
również dodać, że wieża bramna ma oryginalna wysokość, a dwie owalne wieże
nadbudowano w czasach, gdy zamkiem władała królowa Bona. Oryginalnie ich wysokość była równa wysokości murów obronnych.
Na wieżę zachodnią nie
ma wstępu, no chyba że się jest zjawą w bieli wyglądającą z jednego z okien.
Można zajrzeć do wnętrza jednej z komnat (a może to niegdysiejsze więzienie),
gdzie umieszczono wielce oryginalną pracę Agnieszki Cecylii Kazały „To, co
zostało”. Jest ona wykonana w technice batiku, zakonserwowana woskiem i składa
się z 365 paneli połączonych po siedem. Dalsze skojarzenia pozostawiam do
uznania czytelników.
Wejdźmy na wieżę bramną. Tu na pierwszym poziomie umieszczono komnatę
kasztelana z obleczonym na czerwono łożem.
Drugi poziom poświęcono królowej
Bonie, ustawiono tam nawet skromny, ale podobno bardzo wygodny tron. Trzeba
znaczyć, że jej wysokość nie raczyła zamieszkiwać wieży, a zleciła budowę
stosownego murowanego pałacu na terenie zamku. Niestety, pałac się nie zachował
do naszych czasów.
I wreszcie docieramy na szczyt wieży, skąd rozciąga się
widok na okolicę. Wszyscy wypatrują Jeziora Czerskiego, które dobrze widać.
Linia Wisły jest gdzieś za drzewami.
No i potwierdza się opowieść o tym, że
Bona zarządziła w najbliższym sąsiedztwie zamku zakładanie sadów, ogrodów
warzywnych i winnic. Jak widać, sady nadal trzymają się tu dobrze.
Z wieży mamy
też widok na dziedziniec zamkowy.
A tam rwetes i mnóstwo ludzi. Trwają Europejskie
Dni Dziedzictwa i na zamek przybyli przekupnie i grupy rekonstrukcyjne.
Mnie
szczególnie urzekła para zasiadająca przy biesiadnym stole.
Dziewczę przędło
wełnę i opowiadało, jak się szyje kostiumy, w które oboje byli ubrani.
Tuż
obok stoisko aptekarki z mniej lub bardziej znanymi ziołami oraz opowieściami o
sporządzaniu atramentu z wywaru z galasów dębowych i roztworu żelaza
pozyskanego z zardzewiałych sprzętów. I na cóż współczesnemu człowiekowi całe
wykształcenie, skoro na widok reakcji obu składników zakrzyknie w podziwie
„Cud!”?
Nie byłabym sobą, gdybym nie
opuściła terenu zamku, żeby zajrzeć do znajdującego się tuż obok neobarokowego
kościoła pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego. Ten dziewiętnastowieczny
kościół zbudowano z użyciem cegły z rozbiórki zamku. Ech…
Obecnie kościół
przechodzi solidny remont, ale i tak warto go obejrzeć.
Teraz już pora do autokaru
zaparkowanego przy rynku i wyruszamy na
dalsze zwiedzanie, ale o tym w kolejnym wpisie.
Zdjęcia – Marcin Janakowski i ja

Wygląda na to że Fundacja Wczoraj dla Jutra ma fajne inicjatywy ,skoro Ciebie zainspirowała do grupowych wyjazdów.
OdpowiedzUsuńW pełni się zgadzam. Mają bogatą ofertę i wysoki poziom organizacji wyjazdu. Nawet pogodę odpowiednią potrafią zapewnić. :)
Usuń