niedziela, 18 maja 2014

Zimowa trasa w maju


Mamy kilka takich tras na zimę – są to wygodne leśne drogi, po których przejeżdżają leśnicy i nawet w długie śnieżne zimy można tamtędy spokojnie przejść. Jedną z nich jest droga z Mroczkowa do Ciechostowic prowadząca przez rezerwat modrzewi.
Tę właśnie drogę wybrałam na dzisiaj, a to z powodu skutków intensywnych opadów deszczu w ostatnich dniach, które spowodowały podmokniecie wielu wiosennych szlaków. 
I nie zawiodła mnie ta nasza stara znajoma. Droga była piękna, nawet świeżo utwardzona drobnym żwirkiem, jak to my mawiamy – pieszostrada. Las lśniący świeżą wiosenną zielenią, potężne pnie modrzewi w rezerwacie, śliczne malutkie kapliczki na drzewach. A wszystko to spowite poranną mgłą, co uznałyśmy z Basią za doskonały zabieg nawilżający dla naszej cery. Panowie też nie narzekali, wszyscy raźnym krokiem wędrowali przez las. 
Muszę przyznać, że tempo mieliśmy niezłe, przejście 18 kilometrów zajęło nam (z postojami) ok. 4,5 godziny.

modrzewie w rezerwacie Ciechostowice

czwartek, 15 maja 2014

Niezapominajki







Nie wiedziałam, że 15 maja to Dzień Polskiej Niezapominajki. Zapoczątkował jego obchody znany radiowy dziennikarz – Andrzej Zalewski.  Już od 2002 roku jest to święto miłości i ekologii. Ciekawe połączenie, nieprawdaż? 









No to i ja się przyłączam, choć trochę późno, ale jeszcze w terminie.


Z tej okazji oprócz niezapominajek z mojego ogródka wierszyk, który pamiętam z dzieciństwa.

Niezapominajki
to są kwiatki z bajki!
Rosną nad potoczkiem,
patrzą rybim oczkiem.

Gdy się płynie łódką,
Śmieją się cichutko
I szepcą mi skromnie:
„Nie zapomnij o mnie”.

Jego autorką jest niezapomniana Maria Konopnicka. 


Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że choć w wierszyku niezapominajki patrzą rybim oczkiem, to ich nazwa systematyczna "mysotis" oznacza "mysie uszko". Nie, żebym taka mądra była - w szkole nie miałam greki, a  tylko łacinę, o tej nazwie dowiedziałam się z Internetu.

środa, 14 maja 2014

Ot tak sobie wyszliśmy poszukać wiatraków

Nie, żeby od razu z nimi walczyć, ale, żeby zbadać, co to za jedne, gdzie się znajdują i czemu służą. Widzieliśmy  już kilkakrotnie na horyzoncie w okolicy Wąchocka cale ich stado. Ale nikt z nas nie miał posępnego oblicza, więc nasza przygoda z wiatrakami wyglądała zupełnie inaczej niż owa słynna literacka.
Zaczęliśmy wędrówkę w Mircu. Tym razem tylko rzuciliśmy okiem na kościół, a potem zajrzeliśmy na stary cmentarz. Jest tam sporo ciekawych nagrobków z 19. wieku, a wśród nich wypatrzyliśmy dwa związane z powstańczą historią tej miejscowości. Są to nagrobki Józefa Prendowskiego (w czasie powstania styczniowego pełnił on funkcję komisarza Rządu Narodowego w województwie sandomierskim, a jego żona – Jadwiga była kurierem rządu) oraz jego ojca – Ludwika (był on dzierżawcą dóbr w Mircu i tę dzierżawę przekazał synowi). Może czytelników zainteresuje, że tydzień temu przy kościele w Świętomarzy widzieliśmy nagrobek ojca Jadwigi Prendowskiej – Kajetana Woyciechowskiego. Był on kapitanem wojsk napoleońskich, a w powstaniu listopadowym awansował do stopnia pułkownika.

 kościół p.w. św. Leonarda w Mircu

niedziela, 11 maja 2014

Najlepsze są wycieczki za dwa pięćdziesiąt

Tak uważa Janek, sami zobaczcie, czy ma rację, bo dzisiejsza wycieczka była właśnie taka. 
Za tytułową cenę dojechaliśmy do Szydłowca, a dalej ruszyliśmy Gościńcem Kościuszki w stronę Skarżyska. Ta droga prowadzi najpierw przez pola (dziś oszałamiająco pachniał rzepak), a potem wchodzi do lasu, gdzie czaruje rozległymi kałużami, żeby doprowadzić do odnowionej kapliczki, którą, jak głosi pamiątkowa tablica, Matce Bożej w podzięce za uratowanie życia w powstaniu styczniowym zbudował w roku 1867 powstaniec Andrzej Kocia ze Świerczka.  Tablica pojawiła się całkiem niedawno dzięki staraniom pani Elżbiety Jach, o której później opowiem więcej.

widok na Altanę z gościńca

środa, 7 maja 2014

Hulaj dusza, szlaku nie ma!

Dziś to nie tylko szlaku nie było, paru innych rzeczy też zabrakło.
Na początek nie było autobusu ze Stachowic do Nowej Słupi, choć kolega Internet mówił, że jest. Ale wyłonił się autobus do Bronkowic, to się wsiadło do niego. W tej sytuacji nie było również planu wycieczki, ale nasz nieoceniony kolega Edward okazał się bardzo kreatywny i plan tworzył na gorąco, dopasowując go do sytuacji.
Wysiedliśmy więc z autobusu na ziemi niczyjej między Bronkowicami a Radkowicami i po krótkiej konsultacji z mapą zawróciliśmy do Radkowic (oczywiście nie asfaltem, bo asfalt jest „be”, lecz polnymi ścieżkami). Na ścieżce napotkaliśmy studentów UTW ze Starachowic, których poznaliśmy pół godziny wcześniej w autobusie. Po krótkiej wymianie uprzejmości i informacji każdy udał się w swoją stronę: my do kościoła w Radkowicach, oni do dworku Pomianowskich. 
Siedemnastowieczny drewniany kościółek przeniesiono do Radkowic z Miedzierzy, znalazł tu godne miejsce  i ładnie się prezentuje przy wiejskiej drodze. Do dworku też się udaliśmy. Obejrzeliśmy go oczywiście z zewnątrz, ale i tak trafiliśmy tu w najlepszym możliwym momencie, bo w porze kwitnienia kasztanowców, co dodało urody pięknej alei prowadzącej do dworku. 

 nowi znajomi

poniedziałek, 5 maja 2014

Wadowice w deszczu i słońcu


Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że początek maja spędzam z przyjaciółmi. Tym razem miejscem spotkania były Wadowice, miasto malowniczo otoczone wianuszkiem niewysokich gór. Samo też nie jest nudne pod względem ukształtowania terenu i spacery po nim mają w sobie elementy podchodzenia i oczywiście wypoczynkowego schodzenia. Uroku dodaje mu też duża ilość zieleni.

 wzgórza wokół Wadowic 

czwartek, 1 maja 2014

Na tropie zagadki


Już dawno obiecałam jednemu z czytelników i sobie, że spróbuję zbadać historię samotnego krzyża, znajdującego się w lesie w okolicy Starego Stawku. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu.
Na wyprawę w głąb lasu i historii wybraliśmy się 1 maja, a marsz rozpoczęliśmy w okolicach kuźni w Parszowie. Przeszliśmy potem brzegiem zalewu w Mostkach, gdzie wre życie wędkarskie. Ryby zaszyły się w najgłębszych zakamarkach dna, wszystkie wędki zanurzone w wodzie, wędkarze leniwie patrzą na nieruchome spławiki, słonko przygrzewa, my fotografujemy każdy widoczek – sielanka.

 zalew w Mostkach