…bywałam już dawniej, ale przy okazji króciutkiego pobytu w
tym mieście postanowiłam odświeżyć wspomnienia.
Pamiętacie? Dopiero co byłam na Placu Szczepańskim. Stąd już
doprawdy niedaleko do Krupniczej. A tu odwiedzam Pałac pod Szyszkami, czyli
dom, w którym mieszkał Józef Mehoffer. Obecnie to oddział Muzeum Narodowego w
Krakowie. Właściwie całe jego wyposażenie jest depozytem lub darem wnuka malarza, Ryszarda
Mehoffera.
Wyjaśnijmy najpierw nazwę pałacu. Jako rozwiązanie zagadki posłuży
zdjęcie, które zrobiłam prawie pod przymusem, bo pracownica muzeum zachwycała
się detalem, który ja uznałam za średnio atrakcyjny. No i mamy szyszkę, jedną z
ozdób klatki schodowej i już każdy rozumie pochodzenie nazwy.
Trafiłam na dzień bezpłatnego zwiedzania. Mogłam do woli
przechadzać się po wnętrzach domu malarza i jego rodziny. Podziwiać rodzinne
pamiątki, bibeloty, secesyjne akcesoria.
Na parterze zaglądam do salonu, biblioteki i pokoju
stołowego. Tu mogę czuć się jak gość, którego podejmowano uroczystym obiadem
bądź kawą w salonie. Mogę wyobrazić sobie wieczorki przy fortepianie i jestem
raczej pewna, że nie wykonywano na nim słynnej ckliwej „Modlitwy dziewicy” Tekli Bądarzewskiej.
Chociaż, kto wie…
w bibliotece nad sofą obraz "Natura i Sztuka" będący częścią niezrealizowanego projektu fryzu dla gmachu Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych (z poprzedniego wpisu wiemy, jaki projekt zrealizowano)
Na piętrze zwiedzam pokoje, które zapewne oryginalnie mogły
pełnić inne funkcje niż przypisane im obecnie. Tu zatrzymamy się w pokoju
zielonym czy japońskim, zajrzymy do buduaru pani Mehofferowej lub jej synowej,
wpadniemy na herbatkę do saloniku.
Przechodząc przez pokoje nie zapomnijmy spojrzeć na ich
ściany pełne dzieł sztuki, obrazów autorstwa samego Mehoffera, projektów jego
witraży, prac innych artystów.
projekt witrażu "Vita somnium breve" ("Życie krótkim snem")
pokój ze zbiorem japońskich drzeworytów z przełomu XVIII/XIX wieku i portretem żony malarza
pokój ze zbiorem japońskich drzeworytów z przełomu XVIII/XIX wieku i portretem żony malarza
Po wizycie w domu warto zaczerpnąć świeżego powietrza w
ogrodzie na jego tyłach. Nie jest to ten sam, ani nawet taki sam ogród, jak w
czasach malarza. Starano się jednak możliwie zbliżyć do oryginału. Można tu
posiedzieć przy kawiarnianym stoliku z kawą czy lodami. Można spacerować po
ogrodowych alejkach wśród drzew owocowych i kwiatów. I ma się wrażenie, że
opuściło się Kraków, aby spędzić letni dzień w wiejskiej rezydencji. Taki to
ogród.
Ale, ale – jest w ogrodzie jedno miejsce z widokiem na inny
dom. To smętne pozostałości dawnego Domu Literatów, nazwanego przez
Gałczyńskiego Domem 40 Wieszczów. Skromna to nazwa, bo w kamienicy mieszkało
około stu krakowskich literatów, w tym późniejsza noblistka, Wisława
Szymborska. Nazwiska znajdziecie na zdjęciu poniżej, a fascynującą historię tej
popadającej w ruinę kamienicy poznacie w tym liku.
No, dobrze. Pokażę jeszcze jeden dom przy Krupniczej. To
kamienica z efektownymi secesyjnymi dekoracjami. Powstała na miejscu, gdzie
znajdowała się wcześniejsza kamienica, w
której mieszkał i miał swoją pracownię młody Jan Matejko.
Opuszczamy Krupniczą. Kilka minut i jesteśmy na Plantach w
pobliżu Placu Szczepańskiego. Już otwarto sale wystawowe Bunkra Sztuki. A tam
prace moich ulubionych artystów: Hasiora, Abakanowicz, Nowosielskiego. Nie
liczcie na ich prezentację. Zmierzam w innym kierunku – na Sienną, gdzie
mieszkał w ostatnich latach życia Tadeusz Kantor. I jego prace z cyklu
„Wszystko wisi na włosku” chcę pokazać. Tu artysta konfrontuje codzienne
przedmioty z szarym płótnem obrazu. Nie znałam tych prac, więc tym chętniej je
tu przywołam, zanim udamy się na strych kamienicy na Siennej.
I wreszcie docieramy na Sienną 7/5, tu tabliczka domofonu
wskazuje, do którego mieszkania powinniśmy zadzwonić. Pracownica
Galerii-Pracowni Tadeusza Kantora otwiera bramę i już możemy zacząć wspinaczkę
po schodach. Po nich przez ostatnie 3 lata
swego życia wspinał się liczący ponad siedemdziesiąt lat artysta.
W końcu przed nami drzwi mieszkanka – wąska sień, pokoik,
strych z przestrzenią wystawową, malutki sklepik z książkami.
Największe wrażenie robi pokoik artysty. Wygląda tak, jak w
dniu, kiedy wyszedł na ostatnią próbę przedstawienia, po której już tu nie
wrócił. Przy łóżku leżą książki, które czytał, na stole maszyna do pisania,
radyjko, drobiazgi.
Tadeusz Kantor w swoich przestawieniach obnażał własne
życie, emocje, wspomnienia. Dlatego też i mieszkanie nie ma tajemnic dla
zwiedzających – możemy zajrzeć do szafy z ubraniami, sprawdzić, jakie leki zażywał,
jak dbał o obuwie, z jakim bagażem podróżował, jaki miał widok z okna.
Opuszczamy mieszkanko – zadziwiająco skromne dla tak
wielkiego artysty. Jeszcze tylko rzut oka na studnię wewnętrznego podwórka
kamienicy i możemy pozostawić świat Kantora.
I tu powinien nastąpić koniec wpisu, ale postanowiłam
pokazać jeszcze jedną krakowska kamienicę.
Mieści się ona przy ulicy Bonerowskiej. Tu w latach 1953 – 59 mieszkał
Stanisław Lem. Trudno powiedzieć, w którym mieszkaniu. Zresztą, i tak są
odnowione, nie będę więc prezentować wnętrz, a tylko ogólny widok na kamienicę.
Zbudowano ją w roku 1910, niech więc nikogo nie dziwią secesyjne detale jej
fasady i ogrodzenia.
I to już zdecydowanie koniec relacji.
Zdjęcia mojego wyrobu
Podziwiam Twoją wnikliwość i konsekwencję w odwiedzani ciekawych miejsc...
OdpowiedzUsuńDziękuję. Lubię wyszukiwać ciekawostki, chociaż przyznam, że zaczynam marzyć o jednym oczywistym, a dawno niewidzianym obiekcie, jakim jest Wawel.
Usuń