piątek, 22 listopada 2024

Na Krupniczej i Siennej w Krakowie

…bywałam już dawniej, ale przy okazji króciutkiego pobytu w tym mieście postanowiłam odświeżyć wspomnienia.
Pamiętacie? Dopiero co byłam na Placu Szczepańskim. Stąd już doprawdy niedaleko do Krupniczej. A tu odwiedzam Pałac pod Szyszkami, czyli dom, w którym mieszkał Józef Mehoffer. Obecnie to oddział Muzeum Narodowego w Krakowie. Właściwie całe jego wyposażenie jest depozytem lub darem wnuka malarza, Ryszarda Mehoffera. 
 
 dom od strony ogrodu
 
Wyjaśnijmy najpierw nazwę pałacu. Jako rozwiązanie zagadki posłuży zdjęcie, które zrobiłam prawie pod przymusem, bo pracownica muzeum zachwycała się detalem, który ja uznałam za średnio atrakcyjny. No i mamy szyszkę, jedną z ozdób klatki schodowej i już każdy rozumie pochodzenie nazwy.
 

Trafiłam na dzień bezpłatnego zwiedzania. Mogłam do woli przechadzać się po wnętrzach domu malarza i jego rodziny. Podziwiać rodzinne pamiątki, bibeloty, secesyjne akcesoria.
 
autoportret Józefa Mehoffera
 
Na parterze zaglądam do salonu, biblioteki i pokoju stołowego. Tu mogę czuć się jak gość, którego podejmowano uroczystym obiadem bądź kawą w salonie. Mogę wyobrazić sobie wieczorki przy fortepianie i jestem raczej pewna, że nie wykonywano na nim słynnej ckliwej  „Modlitwy dziewicy” Tekli Bądarzewskiej. Chociaż, kto wie…
 
w salonie (fortepian za plecami fotografującej)
 
w bibliotece nad sofą obraz "Natura i Sztuka" będący częścią niezrealizowanego projektu fryzu dla gmachu Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych (z poprzedniego wpisu wiemy, jaki projekt zrealizowano)
 

Na piętrze zwiedzam pokoje, które zapewne oryginalnie mogły pełnić inne funkcje niż przypisane im obecnie. Tu zatrzymamy się w pokoju zielonym czy japońskim, zajrzymy do buduaru pani Mehofferowej lub jej synowej, wpadniemy na herbatkę do saloniku.

salonik
 
pokój zielony

buduar synowej malarza

Przechodząc przez pokoje nie zapomnijmy spojrzeć na ich ściany pełne dzieł sztuki, obrazów autorstwa samego Mehoffera, projektów jego witraży, prac innych artystów.  
 
repliki witraży do katedry w Opawie 
 
projekt witrażu "Vita somnium breve" ("Życie krótkim snem")
 

pokój ze zbiorem japońskich drzeworytów z przełomu XVIII/XIX wieku i portretem żony malarza
 
Po wizycie w domu warto zaczerpnąć świeżego powietrza w ogrodzie na jego tyłach. Nie jest to ten sam, ani nawet taki sam ogród, jak w czasach malarza. Starano się jednak możliwie zbliżyć do oryginału. Można tu posiedzieć przy kawiarnianym stoliku z kawą czy lodami. Można spacerować po ogrodowych alejkach wśród drzew owocowych i kwiatów. I ma się wrażenie, że opuściło się Kraków, aby spędzić letni dzień w wiejskiej rezydencji. Taki to ogród. 
 



Ale, ale – jest w ogrodzie jedno miejsce z widokiem na inny dom. To smętne pozostałości dawnego Domu Literatów, nazwanego przez Gałczyńskiego Domem 40 Wieszczów. Skromna to nazwa, bo w kamienicy mieszkało około stu krakowskich literatów, w tym późniejsza noblistka, Wisława Szymborska. Nazwiska znajdziecie na zdjęciu poniżej, a fascynującą historię tej popadającej w ruinę kamienicy poznacie w tym liku
 


No, dobrze. Pokażę jeszcze jeden dom przy Krupniczej. To kamienica z efektownymi secesyjnymi dekoracjami. Powstała na miejscu, gdzie znajdowała się wcześniejsza kamienica,  w której mieszkał i miał swoją pracownię młody Jan Matejko.
 

Opuszczamy Krupniczą. Kilka minut i jesteśmy na Plantach w pobliżu Placu Szczepańskiego. Już otwarto sale wystawowe Bunkra Sztuki. A tam prace moich ulubionych artystów: Hasiora, Abakanowicz, Nowosielskiego. Nie liczcie na ich prezentację. Zmierzam w innym kierunku – na Sienną, gdzie mieszkał w ostatnich latach życia Tadeusz Kantor. I jego prace z cyklu „Wszystko wisi na włosku” chcę pokazać. Tu artysta konfrontuje codzienne przedmioty z szarym płótnem obrazu. Nie znałam tych prac, więc tym chętniej je tu przywołam, zanim udamy się na strych kamienicy na Siennej.
 
 
I wreszcie docieramy na Sienną 7/5, tu tabliczka domofonu wskazuje, do którego mieszkania powinniśmy zadzwonić. Pracownica Galerii-Pracowni Tadeusza Kantora otwiera bramę i już możemy zacząć wspinaczkę po schodach. Po nich przez ostatnie 3 lata swego życia wspinał się liczący ponad siedemdziesiąt lat artysta. 
 

W końcu przed nami drzwi mieszkanka – wąska sień, pokoik, strych z przestrzenią wystawową, malutki sklepik z książkami. 
 
"Zwid-znak" Jerzego Beresia na wystawie czasowej w galerii
 
sklepik
 
Największe wrażenie robi pokoik artysty. Wygląda tak, jak w dniu, kiedy wyszedł na ostatnią próbę przedstawienia, po której już tu nie wrócił. Przy łóżku leżą książki, które czytał, na stole maszyna do pisania, radyjko, drobiazgi. 
 



Tadeusz Kantor w swoich przestawieniach obnażał własne życie, emocje, wspomnienia. Dlatego też i mieszkanie nie ma tajemnic dla zwiedzających – możemy zajrzeć do szafy z ubraniami, sprawdzić, jakie leki zażywał, jak dbał o obuwie, z jakim bagażem podróżował, jaki miał widok z okna.
 



Opuszczamy mieszkanko – zadziwiająco skromne dla tak wielkiego artysty. Jeszcze tylko rzut oka na studnię wewnętrznego podwórka kamienicy i możemy pozostawić świat Kantora.
 

I tu powinien nastąpić koniec wpisu, ale postanowiłam pokazać jeszcze jedną krakowska kamienicę.  Mieści się ona przy ulicy Bonerowskiej. Tu w latach 1953 – 59 mieszkał Stanisław Lem. Trudno powiedzieć, w którym mieszkaniu. Zresztą, i tak są odnowione, nie będę więc prezentować wnętrz, a tylko ogólny widok na kamienicę. Zbudowano ją w roku 1910, niech więc nikogo nie dziwią secesyjne detale jej fasady i ogrodzenia.
 



I to już zdecydowanie koniec relacji. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu

2 komentarze:

  1. Podziwiam Twoją wnikliwość i konsekwencję w odwiedzani ciekawych miejsc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Lubię wyszukiwać ciekawostki, chociaż przyznam, że zaczynam marzyć o jednym oczywistym, a dawno niewidzianym obiekcie, jakim jest Wawel.

      Usuń