Ostatnio zwykle wybieramy się w te okolice w dni powszednie,
dlatego niedzielna popularność Miedzianki bardzo mnie zaskoczyła. Już na
parkingu, gdzie zwykle tkwiło smętnie auto, którym przyjechaliśmy, zauważyliśmy
kilka samochodów. Dziwne… To mogło zapowiadać większe grupy na trasie.
Wyruszyliśmy na spotkanie z górą znanymi ścieżkami. Najpierw w stronę
kamieniołomu. Zdaje się, że przez ostatnie dwa lata nieco zarósł.
Ciekawość
popchnęła nas do zaglądania w dostępne dziury. Bez obaw – z bezpiecznej
odległości, bez chęci włażenia do jakiejkolwiek.
Potem spokojnie wdrapywaliśmy
się coraz wyżej aż na grań Miedzianki.
Ja, typowo, zabrałam za dużo ciepłych
ciuchów i musiałam targać je w plecaku. Taki się zrobił wypchany, że z trudem
przeciskałam go przez co węższe szczeliny. Udało się, choć już byłam bliska
zrzucenia go ze skały. Żal mi tylko było termosu z herbatą…
Na szczęście grań
Miedzianki to nie tylko szczeliny ale też ładne, wygodne podejścia, wysokie
progi skalne, rośliny, skały sterczące przy ścieżce i, rzecz jasna, widoki na
okolicę. Te ostatnie trochę zamglone się wydawały w niedzielę.
No, właśnie –
niedziela. W gruncie rzeczy ten dzień zepsuł nam pobyt na szczycie, gdzie
rozbiła się głośna i pewna siebie grupa z kijkiem do selfie. Skromny, spokojny
turysta nie ma szans na małe foto przy takiej ekspansywności. Nic to – nam ten
szczyt nie pierwszyzna, nie musimy się tu fotografować. Udało się "złapać" coś bez ludzi na podejściu na szczyt.
Z godnością zeszliśmy
ścieżką szlaku na północny zachód zatrzymując się przy nieco już przyblakłych
przylaszczkach w pobliżu Sztolni Trzy Kominy.
Tu tradycyjnie zgubiliśmy szlak
idąc zgodnie ze starymi przyzwyczajeniami do parkingu. Nic się nie stało. Szlak
się zaraz znalazł i pomaszerowaliśmy nim na zachód skrajem lasu.
Wniosek –
powtarzaliśmy trasę sprzed dwóch lat (tu link), z tym że w przeciwnym kierunku.
Wtedy podziwialiśmy jesienne barwy w słońcu, teraz zdarzało nam się spotkać
kwitnące drzewa. Też miło.
Dosyć szybko wyszliśmy na polną drogę, która na
mapie nosi nazwę Parkowa (gdzie tu jaki park?). Zaraz też skusiła nas widoczna
wśród pól wygodna droga, a właściwie mnie nęciło spotkanie polnymi elegantami.
Potem skręciliśmy w stronę lasu, gdzie nastąpił postój śniadaniowy, a po nim
zaczęło się zwijanie pętelki wycieczkowej, czyli marsz drogą na wschód.
Przeszliśmy
w pobliżu toru samochodowego MG Rally Park, a w oddali zauważyliśmy liczną
grupę turystów na szlaku. Udało nam się spotkać na skrzyżowaniu naszych dróg,
stąd wiemy, że to turyści z Sandomierza wędrujący przez Bolmin do Chęcin.
Chciało
by się powędrować z nimi, ale musieliśmy zawrócić ku Miedziance.
Tym razem już
nie zdobywaliśmy powtórnie szczytu, przeszliśmy przez wieś i zaraz dotarli na
metę.
Trasa była krótka – 8,6 kilometra. Wydawała się łatwiejsza niż za
pierwszym razem. Cóż, zabrakło dreszczyku nowości z pierwszego przejścia tej
trasy. Wniosek – trzeba nam na przyszłość nowego pomysłu na pętelkę wokół
Miedzianki.
Zdjęcia – Edek i ja












Jak zdarzy się okazja ponownej wizyty u Was, to zdecydowanie muszę pomyśleć nad wycieczkami na zachód od Chęcin. Będąc w zamku i patrząc w tym kierunku widok był ciekawy, a na mapach widzę jakieś szlaki. Coś kojarzę, że był opis z wycieczki w tych okolicach.
OdpowiedzUsuńTo naprawdę ładne okolice. I tu mamy góry z prawdziwymi graniami - Zelejową i Miedziankę. Tak sobie ustaliliśmy, że odwiedzamy je co drugi rok. Jesienią była Zelejowa, to teraz przyszła kolej na Miedziankę. Jest bardzo ładny szlak łączący Chęciny z Miedzianką (żółty), a w stronę Zelejowej czerwony, który nasza grupa łączy z niebieskim, żeby zrobić pętelkę.
Usuń