wtorek, 14 kwietnia 2026

Niedziela na Miedziance

Ostatnio zwykle wybieramy się w te okolice w dni powszednie, dlatego niedzielna popularność Miedzianki bardzo mnie zaskoczyła. Już na parkingu, gdzie zwykle tkwiło smętnie auto, którym przyjechaliśmy, zauważyliśmy kilka samochodów. Dziwne… To mogło zapowiadać większe grupy na trasie. 
 
nieznajomi na szczycie Miedzianki
 
Wyruszyliśmy na spotkanie z górą znanymi ścieżkami. Najpierw w stronę kamieniołomu. Zdaje się, że przez ostatnie dwa lata nieco zarósł. 
 
 
Ciekawość popchnęła nas do zaglądania w dostępne dziury. Bez obaw – z bezpiecznej odległości, bez chęci włażenia do jakiejkolwiek. 
 
żadna dziura się przed nami nie skryje
 
tu ją mamy
 
Potem spokojnie wdrapywaliśmy się coraz wyżej aż na grań Miedzianki. 
 


Ja, typowo, zabrałam za dużo ciepłych ciuchów i musiałam targać je w plecaku. Taki się zrobił wypchany, że z trudem przeciskałam go przez co węższe szczeliny. Udało się, choć już byłam bliska zrzucenia go ze skały. Żal mi tylko było termosu z herbatą… 
 

dwa spojrzenia na tę samą szczeliną wypchaną ludźmi 

Na szczęście grań Miedzianki to nie tylko szczeliny ale też ładne, wygodne podejścia, wysokie progi skalne, rośliny, skały sterczące przy ścieżce i, rzecz jasna, widoki na okolicę. Te ostatnie trochę zamglone się wydawały w niedzielę.
 






No, właśnie – niedziela. W gruncie rzeczy ten dzień zepsuł nam pobyt na szczycie, gdzie rozbiła się głośna i pewna siebie grupa z kijkiem do selfie. Skromny, spokojny turysta nie ma szans na małe foto przy takiej ekspansywności. Nic to – nam ten szczyt nie pierwszyzna, nie musimy się tu fotografować. Udało się "złapać" coś bez ludzi na podejściu na szczyt.
 


Z godnością zeszliśmy ścieżką szlaku na północny zachód zatrzymując się przy nieco już przyblakłych przylaszczkach w pobliżu Sztolni Trzy Kominy. 
 
rzut oka do sztolni
 

Tu tradycyjnie zgubiliśmy szlak idąc zgodnie ze starymi przyzwyczajeniami do parkingu. Nic się nie stało. Szlak się zaraz znalazł i pomaszerowaliśmy nim na zachód skrajem lasu. 
 

Wniosek – powtarzaliśmy trasę sprzed dwóch lat (tu link), z tym że w przeciwnym kierunku. Wtedy podziwialiśmy jesienne barwy w słońcu, teraz zdarzało nam się spotkać kwitnące drzewa. Też miło. 
 


Dosyć szybko wyszliśmy na polną drogę, która na mapie nosi nazwę Parkowa (gdzie tu jaki park?). Zaraz też skusiła nas widoczna wśród pól wygodna droga, a właściwie mnie nęciło spotkanie polnymi elegantami. 
 



Potem skręciliśmy w stronę lasu, gdzie nastąpił postój śniadaniowy, a po nim zaczęło się zwijanie pętelki wycieczkowej, czyli marsz drogą na wschód.
 


Przeszliśmy w pobliżu toru samochodowego MG Rally Park, a w oddali zauważyliśmy liczną grupę turystów na szlaku. Udało nam się spotkać na skrzyżowaniu naszych dróg, stąd wiemy, że to turyści z Sandomierza wędrujący przez Bolmin do Chęcin. 
 

Chciało by się powędrować z nimi, ale musieliśmy zawrócić ku Miedziance. 
 
Miedzianka raz jeszcze
 
Tym razem już nie zdobywaliśmy powtórnie szczytu, przeszliśmy przez wieś i zaraz dotarli na metę. 
 

Trasa była krótka – 8,6 kilometra. Wydawała się łatwiejsza niż za pierwszym razem. Cóż, zabrakło dreszczyku nowości z pierwszego przejścia tej trasy. Wniosek – trzeba nam na przyszłość nowego pomysłu na pętelkę wokół Miedzianki.  
 
Zdjęcia – Edek i ja

2 komentarze:

  1. Jak zdarzy się okazja ponownej wizyty u Was, to zdecydowanie muszę pomyśleć nad wycieczkami na zachód od Chęcin. Będąc w zamku i patrząc w tym kierunku widok był ciekawy, a na mapach widzę jakieś szlaki. Coś kojarzę, że był opis z wycieczki w tych okolicach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę ładne okolice. I tu mamy góry z prawdziwymi graniami - Zelejową i Miedziankę. Tak sobie ustaliliśmy, że odwiedzamy je co drugi rok. Jesienią była Zelejowa, to teraz przyszła kolej na Miedziankę. Jest bardzo ładny szlak łączący Chęciny z Miedzianką (żółty), a w stronę Zelejowej czerwony, który nasza grupa łączy z niebieskim, żeby zrobić pętelkę.

      Usuń