Katedra należy do największych ceglanych kościołów w Polsce
(jest w pierwszej trójce). Sfotografować ją w całości nie jest łatwo. Można.
Ale co to za zdjęcia?
To, że katedra jest olbrzymia, to jeszcze nie powód, by
się nią zachwycać. Poszukajmy innych. Budowę
katedry zawdzięczamy cystersom. Ta gotycka świątynia powstawała w czternastym
wieku. Jej budowę zakończono około roku 1400.
Jeśli myślicie, że po ochłonięciu
z wrażenia spowodowanego wielkością katedry już potem będziecie mieli łatwiej,
to się mylicie.
Wnętrze katedry jest powalające ogromem i pięknem. W nawie
głównej pięciopiętrowy, liczący 25 metrów wysokości drewniany ołtarz. Cały lśni
od złoceń, trudno skupić wzrok na poszczególnych elementach. Można patrzeć na
niego godzinami, a i tak nie da się wyłapać wszystkich szczegółów.
Może więc
wystarczy ograniczyć się do obrazu w jego centrum – to siedemnastowieczny obraz
pędzla Hermana Hana „Koronacja NMP”.
W prezbiterium są i wspaniałe stalle – nie
do sfotografowania, musiałam się poddać.
Są i ołtarze boczne – w nawach
bocznych oraz przy filarach. Jest ich ponad dwadzieścia, dacie wiarę? Z tego
bogactwa wybrałam dwa.
Jeden znajduje się w nawie bocznej i jest ołtarzem
mariackim z obrazem Hana „Wniebowzięcie NMP”.
Nie byłabym sobą, gdybym nie
wypatrzyła tu figury św. Anny, rodzicielki Maryi.
Drugi, niezwykle ciekawy jest
ołtarz św. Jakuba Starszego z obrazem Bartłomieja Strobla „Ścięcie Świętego
Jakuba”. W tym obrazie uważny obserwator patrzący na niego pod odpowiednim
kątem zauważy cień postaci Anioła Stróża z palmą męczeństwa w dłoni, który
towarzyszy świętemu w momencie kaźni. My go wypatrzyłyśmy.
Udało nam się
również w ostatniej chwili podejść do siedemnastowiecznej barokowej ambony,
która już była otaczana rusztowaniami przed jakąś konieczną naprawą. Dzięki
temu mogę pokazać oryginalny filar podtrzymujący kosz ambony. Przedstawia on Samsona
rozdzierającego paszczę lwa. Ta wstrząsająca scena symbolizuje walkę dobra ze
złem w duszach ludzkich.
A teraz podnieśmy głowę i tu już się nie obronimy przed
pięknem sklepień katedry. Widzimy tu sklepienia sieciowe i gwiaździste.
Moim
zdaniem najpiękniejsze są sklepienia kryształowe w transepcie.
Zaś pod stopami zauważymy płyty nagrobne. Są stare, przez wieki deptali po nich wierni,
zatarły się imiona zmarłych i pamięć o nich.
Jedna postać jest jednak dobrze
widoczna. To książę gdański Mestwin II, który z wysokiego filara spogląda na wejście do
zakrystii. Jest on szczególnie wyróżniony w uznaniu zasług dla katedry, bo to on właśnie w roku 1274 przekazał cystersom wieś Pelplin. Umożliwiło to osiedlenie się zakonników w tym miejscu oraz powstanie zabudowań klasztornych oraz późniejszej katedry.
Na zakończenie wizyty w katedrze muszę napisać o jej organach. Są
potężne, należą do największych w Polsce. Zbudował je w latach 1844 – 45
berliński organmistrz Carl August Buchholz. Ich głos towarzyszył nam podczas
całego zwiedzania – organista miał najwidoczniej próbę. Zdjęcia tych organów
nie będzie – nie zrobiłam.
zamiast organów rokokowy konfesjonał z namalowanym na drzwiczkach kamieniem młyńskim - symbolem kruszenia zatwardziałych serc grzeszników
Zanim
opuścimy katedrę, zajrzyjmy jeszcze na klasztorne krużganki z ich gotyckimi
sklepieniami i doskonale zachowanymi malowidłami z XVII wieku.
Udało nam się
również zajrzeć do klasztornego skryptorium oraz wyjść na wirydarz.
W tym
miejscu zdecydowanie kończę opowieści o katedrze, choć zasługuje ona na dużo
więcej uwagi i podziwu.
My zaś udajemy się na odpoczynek w ogrodach biskupich
za katedrą.
Jeszcze niedawno były one rzadko udostępniane dla zwiedzających.
Teraz można po nich spacerować do woli, odpoczywać na ławeczkach, wejść po
malowniczym mostku na wyspę w centrum parkowego stawu.
Oczywiście wszystko to bez nadmiernego hałasowania, by nie naruszać spokoju siedziby biskupa, którą te ogrody otaczają.
Wśród roślin zauważamy nie tylko kwiaty.
Rośnie tu dostojny pomnikowy dąb
Leonard. Nazwano go na cześć jednego z najwybitniejszych opatów klasztoru w
Pelplinie, Leonarda Rembowskiego II, który władał klasztorem w latach 1618 –
49. Tabliczka przy dębie wskazuje jego wiek na 340 lat, teraz już może z pięć
więcej.
Wśród drzew ogrodu zauważamy również pomnik. Uwieczniono na nim Johannesa
Gutenberga, który lewą dłoń wspiera na wielkiej księdze ustawionej na
postumencie.
Tą księgą jest pierwsza drukowana na prasie drukarskiej przy
pomocy ruchomych czcionek książka, czyli Biblia Gutenberga. W latach 1452 – 55
oficyna wydawnicza Gutenberga w Moguncji wydała w 180 egzemplarzach dwutomowy
łaciński przekład Pisma Świętego. Do naszych czasów zachowało się ledwie
kilkanaście kompletnych egzemplarzy tego wydania. Jeden z nich znajduje się w
Muzeum Diecezjalnym w Pelplinie. Podziwiamy tu jeden otwarty tom i drugi
prezentujący oryginalną oprawę.
nie jest eksponowana strona z błędnie odbitą czcionką, co jest największą osobliwością pelplińskiej Biblii
Obok księgi możemy zobaczyć rekonstrukcję prasy
drukarskiej oraz skrzyni, w której w czasie wojny była ewakuowana przez Paryż,
Londyn do Kanady aż w końcu wróciła do Pelplina.
Po obejrzeniu największego
skarbu spokojnie podziwiamy rzeźby sakralne oraz okazy z zakonnego skarbca.
Zanim wyjedziemy z Pelplina, zajrzyjmy jeszcze na ulicę Kanonicką, gdzie
znajdują się budynki kanonii z mieszkaniami dla księży kanoników katedralnych.
A już na sam koniec krótka wizyta w skromnie przycupniętym w pobliżu katedry
gotyckim kościele Bożego Ciała z XV wieku.
Ma on niewielki cmentarz z polskimi
i niemieckimi grobami. Są tu groby księży, zakonników i wielu zasłużonych mieszkańców Pelplina, a wśród nich wypatrzymy groby powstańców styczniowych.
Zaś wnętrze kościoła zaskakuje rokokowym wyposażeniem i subtelnymi malowidłami
na stropie pochodzącymi z roku 1958. Taki to skromny, cichy kościółek z własnymi
tajemnicami.
W tym miejscu stawiam kropkę – koniec relacji. O Pelplinie i jego
ciekawych miejscach nie będę pisać. Może tylko wspomnę, że Pelplin leży nad Wierzycą, która to rzeka przepływa w pobliżu katedry i miała zapewne spory udział w rozwoju miejscowości.
A zdjęcia znów sama robiłam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz