Kiedy biskup poznański, Stefan Wierzbowski, zakładał w roku
1670 miasto Nowa Jerozolima (to pierwotna nazwa Góry Kalwarii), korzystał z pomocy wybitnego architekta, Tylmana z
Gameren. Budowano miasto wytyczone na
planie krzyża łacińskiego z główną ulicą, wzdłuż której usytuowano kapliczki Drogi
Krzyżowej. Przewodnik opowiadał, że było ich około 30, czyli zdecydowanie
więcej niż w znanej nam obecnie formie tej drogi. Jak to wyglądało, możemy
sobie wyobrazić patrząc na dużą planszę z planem dawnego miasta.
Co pozostało po
tamtej Kalwarii, mogliśmy zobaczyć spacerując po mieście.
Przede wszystkim kościół
Podwyższenia Krzyża Świętego, zbudowany na specjalnie usypanym wzgórzu jako
Kaplica Piłata. W podziemiach tej
świątyni spoczywają szczątki biskupa Wierzbowskiego.
Plac przed kościołem to
obecny rynek.
Naprzeciwko kościoła zobaczymy ratusz miejski zbudowany w latach
30. XIX wieku.
W niewielkiej odległości od ratusza jest usytuowany piękny
barokowy kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, zbudowany w roku
1756, którego projektantem był wybitny włoski architekt Jakub Fontana.
W
podziemiach tej świątyni jest pochowany jego fundator, Franciszek Bieliński
(warto zapamiętać jego nazwisko, bo planuję jeszcze jeden wpis, gdzie będzie
więcej mowy o nim).
Zachował się także siedemnastowieczny kościołek, zwany
Wieczernikiem. To od niego zaczynali pielgrzymkę pokutnicy. Został on przyznany
przez biskupa Wierzbickiego na własność marianom, zakonnikom ze zgromadzenia
założonego przez ojca Stanisława Papczyńskiego.
Założyciel zakonu został kanonizowany 10 lat temu. Jego zwłoki spoczywają w pochylonym sarkofagu we
wnętrzu kościoła Opatrzności Bożej, który podniesiono do rangi sanktuarium.
Więcej o życiu
św. Stanisława i marianach można się dowiedzieć w sąsiadującym z sanktuarium
muzeum, ale na jego zwiedzanie zabrakło nam już czasu. Dużo ciekawostek
znajdziecie na stronie sanktuarium (tu link).
Wróćmy do spaceru po Górze Kalwarii.
Wędrując uliczkami miasteczka oglądaliśmy i inne ciekawe budynki z dawnych
czasów. Takimi były na przykład jatki piekarsko-rzeźnicze z podcieniami
zbudowane w roku 1836 według projektu Bonifacego Witkowskiego.
Prawie sto lat młodszy
od jatek jest zaskakująco ładny budynek remizy strażackiej.
Przy wjeździe do Góry Kalwarii mijamy
porządnie odnowione budynki dawnych koszar 29. Pułku Czernihowskiego. Po
odejściu wojsk carskich w koszarach stacjonował 1 Pułk Artylerii Legionów
Polskich, a w latach trzydziestych 1 Pułk
Artylerii Najcięższej. Również w latach powojennych koszary były
zajmowane przez wojsko aż do roku 2001 (informacje ze strony hotelu, w który
przekształcono koszary – tu link).
Budynek dawnego lazaretu jest nadal
wykorzystywany jako przychodnia zdrowia.
W mieście spotkamy też różne formy
upamiętnienia patriotów. To na przykład nazwy ulic – np. Księdza Zygmunta Sajny czy Porucznika
Jana Białka. Tego ostatniego upamiętnia pomnik przy Placu Piechoty.
Księdzu Sajnie i innym zamordowanym przez Niemców mieszkańcom Góry Kalwarii poświęcona jest tablica pamiątkowa.
Jest też w mieście niewielki skwer z pomnikiem marszałka J. Piłsudskiego. W sierpniu roku 1921 przybył on do Kalwarii, aby odznaczyć żołnierzy dywizjonów artylerii konnej, którzy brali
udział w wojnie polsko-bolszewickiej.
Zatrzymaliśmy się także w kilku miejscach
związanych z historią Żydów mieszkających w Górze Kalwarii.
Na skwerze, który dawniej służył jako targ
rybny, znajduje się oryginalny pomnik
Adama i Ewy autorstwa Bronisława Krzysztofa, symbol wspólnych dziejów Polaków i
Żydów.
W pobliżu jest też tablica pamięci Żydów z Góry Kalwarii pomordowanych
przez Niemców.
Trzeba dodać, że miasteczko było ważnym ośrodkiem chasydyzmu
skupionym wokół rodu cadyków Alterów. Mogliśmy zobaczyć dawny dom modlitwy
Alterów, a zza ogrodzenia wyłonił się dwór cadyka Altera. Oba obiekty mocno
zniszczone i niedostępne.
Moją relację z wycieczki z Fundacją Wczoraj
dla Jutra zakończę ciekawostką z
zupełnie innej beczki. To mural na jednej z kamienic. Reklamuje on pobliską
kawiarnię dla cyklistów, a przedstawia znanego kolarza – Ryszarda
Szurkowskiego.
To już zdecydowanie koniec opowieści. Kolejny odcinek związany z
tą okolicą w następnym wpisie.
Zdjęcia –
Marcin Janakowski i ja

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz