W pobliżu parkingu u podnóża Sosnowicy umieszczono kamienną
tabliczkę – drogowskaz z informacjami na jego temat. Są nawet dokładne
współrzędne geograficzne i ścieżka, która daje nadzieję, że przejdziemy kawałek
i już się spotkamy z Tobiaszem. Nic
bardziej mylnego. Ścieżka szybko zanika w lesie. Idziemy więc w gruncie rzeczy
na azymut, czyli tak naprawdę „na czuja”. Na szczęście las ładny, drzewa w nim
dorodne. Najpierw spotykamy stary buk z rozłupanym, omszałym pniem. To nie
Tobiasz, ale okaz godny zauważenia.
W oddali zauważamy kolegę Eda, który nie
tracił czasu na sentymenty i pierwszy dotarł do Tobiasza.
To rzeczywiście
imponujące drzewo o wysokości 30 metrów i obwodzie w pierśnicy 470 cm.
Spotkanie zaliczone.
I co dalej? Jesteśmy w głębi lasu, drogi żadnej nie ma w
polu widzenia. Przedzieramy się więc w jej prawdopodobnym kierunku. Jest!
Wygląda nie jak droga, a jak rzeka błota. Próbujemy iść równolegle do niej. Nie jest lekko.
W
oddali majaczy strumień – dopływ Sufragańca. Wody w nim niewiele, ale
prezentuje się całkiem malowniczo.
Skoro mamy strumień, to już i nadzieja na
znalezienie drogi w kierunki szlaku się pojawia. Jest ta droga.
Może niezbyt
wyraźna i czasem zagrodzona powalonymi pniami, ale jednak jest.
Zatrzymujemy
się na kilka chwil nad Sufragańcem i maszerujemy ładną, szeroką drogą do szlaku
czerwonego.
Na szlaku mały odpoczynek i dalej w drogę.
Idziemy nadzwyczaj
wygodną drogą szlaku, ale gdzieś z tyłu głowy krąży myśl, że przecież wypada
przedstawić kolegom Jodłę Helenę. Schodzimy więc w jej kierunku i bez trudu
znajdujemy to drzewo.
Potem jeszcze przypominam sobie o źródełku, które zimą
było głęboko schowane wśród liści i wyschnięte.
Teraz sączy się z niego
niewielki strumyczek.
My zaś podążamy dobrymi drogami ku skrajowi lasu. Wychodzimy
z niego w tym samym miejscu, gdzie weszliśmy. Jest jeszcze wcześnie, a trasa w
gruncie rzeczy była krótka, choć ze względu na warunki czasochłonna.
Postanawiamy więc delikatnie wydłużyć nasz pobyt w lesie.
Wybieramy się na
spotkanie ze źródłem Silnicy. To już zdecydowanie spacerowy odcinek trasy o
szerokiej leśnej drodze.
Źródło czeka na nas. Wody niewiele z niego wypływa,
ale i tak rzeka w końcu jakoś sobie da radę.
Po krótkim odpoczynku nad źródłem
wracamy do auta.
I po wycieczce. Mapki trasy nie będzie, bo jak zaznaczyć krążenie
po lesie bez dróg? Przeszliśmy marne 7,5 kilometra, ale w sumie wycieczka się
udała, bo dotarliśmy do Tobiasza, co było naszym celem. Niemniej jednak nie
namawiam nikogo do powtarzania naszej trasy, bo może okazać się zbyt trudna.
Zdjęcia – Edek i ja





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz