środa, 29 lipca 2026

Gdzie ten Tobiasz?

W pobliżu parkingu u podnóża Sosnowicy umieszczono kamienną tabliczkę – drogowskaz z informacjami na jego temat. Są nawet dokładne współrzędne geograficzne i ścieżka, która daje nadzieję, że przejdziemy kawałek i już się spotkamy z Tobiaszem.  Nic bardziej mylnego. Ścieżka szybko zanika w lesie. Idziemy więc w gruncie rzeczy na azymut, czyli tak naprawdę „na czuja”. Na szczęście las ładny, drzewa w nim dorodne. Najpierw spotykamy stary buk z rozłupanym, omszałym pniem. To nie Tobiasz, ale okaz godny zauważenia.
 
 
W oddali zauważamy kolegę Eda, który nie tracił czasu na sentymenty i pierwszy dotarł do Tobiasza. 
 

To rzeczywiście imponujące drzewo o wysokości 30 metrów i obwodzie w pierśnicy 470 cm. Spotkanie zaliczone. 
I co dalej? Jesteśmy w głębi lasu, drogi żadnej nie ma w polu widzenia. Przedzieramy się więc w jej prawdopodobnym kierunku. Jest! Wygląda nie jak droga, a jak rzeka błota. Próbujemy iść równolegle do niej. Nie jest lekko.
 

W oddali majaczy strumień – dopływ Sufragańca. Wody w nim niewiele, ale prezentuje się całkiem malowniczo. 
 


Skoro mamy strumień, to już i nadzieja na znalezienie drogi w kierunki szlaku się pojawia. Jest ta droga. 
 
starzec jajowaty
 
Może niezbyt wyraźna i czasem zagrodzona powalonymi pniami, ale jednak jest. 
 

Zatrzymujemy się na kilka chwil nad Sufragańcem i maszerujemy ładną, szeroką drogą do szlaku czerwonego. 
 

Na szlaku mały odpoczynek i dalej w drogę. 


Idziemy nadzwyczaj wygodną drogą szlaku, ale gdzieś z tyłu głowy krąży myśl, że przecież wypada przedstawić kolegom Jodłę Helenę. Schodzimy więc w jej kierunku i bez trudu znajdujemy to drzewo. 
 


Potem jeszcze przypominam sobie o źródełku, które zimą było głęboko schowane wśród liści i wyschnięte. 
 

Teraz sączy się z niego niewielki strumyczek. 
 

My zaś podążamy dobrymi drogami ku skrajowi lasu. Wychodzimy z niego w tym samym miejscu, gdzie weszliśmy. Jest jeszcze wcześnie, a trasa w gruncie rzeczy była krótka, choć ze względu na warunki czasochłonna. Postanawiamy więc delikatnie wydłużyć nasz pobyt w lesie. 
Wybieramy się na spotkanie ze źródłem Silnicy. To już zdecydowanie spacerowy odcinek trasy o szerokiej leśnej drodze. 
Źródło czeka na nas. Wody niewiele z niego wypływa, ale i tak rzeka w końcu jakoś sobie da radę. 
 

Po krótkim odpoczynku nad źródłem wracamy do auta. 
 

I po wycieczce. Mapki trasy nie będzie, bo jak zaznaczyć krążenie po lesie bez dróg? Przeszliśmy marne 7,5 kilometra, ale w sumie wycieczka się udała, bo dotarliśmy do Tobiasza, co było naszym celem. Niemniej jednak nie namawiam nikogo do powtarzania naszej trasy, bo może okazać się  zbyt trudna. 
 
Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz