czwartek, 22 października 2026

Jesienny spacer w Puławach

Dzień, który wybraliśmy na ten spacer, nie był rewelacyjny, ale był dniem tanich biletów na pociąg. 
Słońce gdzieś się schowało, od rana mżył drobny deszczyk. Ale skoro już byliśmy w Puławach trzeba było jakoś zagospodarować czas. 
 

Jak się przekonacie, dużo było propozycji. 
Najpierw spacer po pałacowym parku w poszukiwaniu jesiennego złota. Czasem z sukcesem mimo braku słońca. 
 
 


Odwiedziliśmy najbardziej znane obiekty w obu częściach parku. Wszystkie już zamknięte na sezon jesienno-zimowy. Nic to. I tak ładnie się prezentują. 
 
Domek Gotycki
 
 
Świątynia Sybilli
 
sarkofag Augusta i Zofii z Sieniawskich książąt Czartoryskich 
 

złota aleja ku Bramie Rzymskiej 
 
Pałac Marynki (w remoncie - oby już niedługo)
Schody Angielskie
 
Żółty Domek zza żółtych liści
 
Tankred i Klorynda w rozpaczy, że "ich" liście jeszcze zielone
 

Wybraliśmy się także na poszukiwanie sposobu dotarcia do Domku Greckiego, pozostałości dawnej oranżerii. Obecnie jest on solidnie ogrodzony i prawie niedostępny. 
 
no i tyle go widać 
 
Nie mogło zabraknąć spaceru nad Łachą Wiślaną. Przeszliśmy wzdłuż tego starorzecza Wisły od strony parku. 
 

Dotarliśmy aż do mostku w północno-zachodniej części parku. 
 



Koniecznie trzeba było zajrzeć do Muzeum Czartoryskich i obejrzeć jego ekspozycję.   
 
Na pewno chcecie iść?
 
Chcemy!
 
 
Od mojej poprzedniej wizyty przed dziesięciu laty muzeum stało się ciekawsze. Można tu nadal obejrzeć pamiątki związane z rodziną Czartoryskich – portrety, maski pośmiertne, drobiazgi codziennego użytku, porcelanę, srebra. 
 
I już wiemy, dlaczego nie mogliśmy zwiedzić niektórych obiektów. Oto klucze do Domku Gotyckiego, Świątyni Sybilli i Kaplicy Pałacowej 
 
wykonane z filigranu podstawki pod filiżanki
 
serwis obiadowy "Parchatka"
 
Jest też ekspozycja patriotyczna w Sali Gotyckiej, gdzie wyeksponowano broń i zasługi rodu dla ojczyzny. 
 

Pojawiły się i nowe elementy jak choćby krótki film o historii Świątyni Sybilli, czy ekspozycja związana z dziejami rodu poza granicami Polski, gdzie w czasie Wielkiej Emigracji szczególną role odegrał książę Czartoryski. 
 
talerze ze słynnego pałacu Hotel Lambert 
 
Są też i zaskakujące obiekty. 
To przede wszystkim prezentacja rekonstrukcji eleganckich sukien z przełomu XVIII i XIX wieku (jest też i jedna z początku XX wieku). Wystawa nosi tytuł „Sublime”. Suknie uszyło Atelier Nomina Rosae (tu strona fundacji). 
 


ach, te opisy tkanin - atłas, jedwabny, tafta jedwabna, żakard, koronki historyczne, pióra...
 
Na najwyższym piętrze zaskakuje kolejna niecodzienna ekspozycja. Są tu prezentowane wieńce pogrzebowe z krypty Czartoryskich w Sieniawie. Każdy oddzielnie jest niezwykły, a wszystkie razem robią niezapominanie i niekoniecznie przyjemne wrażenie. 
 
wieniec z lat 60. XIX wieku wykonany z koralików, drutu, blaszki metalowej i bibuły 
 
Dla rozluźnienia atmosfery wpisu pokażę na zakończenie zwiedzania pałacu rekonstrukcję niewielkiego dziewiętnastowiecznego saloniku wyposażonego w bardzo wtedy popularne meble simmlerowskie. 
 

Zajrzyjmy jeszcze do części parku przed głównym wejściem do pałacu i wszyscy pomyślą, że to już koniec relacji. 
 


Ale nie. 
Wybierzcie się ze mną poza park do dzielnicy Puław o nazwie Włostowice. W czasach księżnej Izabeli Czartoryskiej była to sąsiadująca z Puławami wieś. W niej to na początku XIX wieku utworzono cmentarz katolicki, który należy do najstarszych w Polsce. 
Wiele najstarszych nagrobków niszczeje zarastając mchem. Zachowało się  jednak dużo nieco późniejszych. Wśród nich zwracają uwagę mogiły nauczycieli, którzy pracowali w puławskich szkołach. 
 
Dominik Bartoszewicz, inspektor Aleksandryjskiego Instytutu Wychowania Panien 
 
Stanisław Eustachiewicz, założyciel i pierwszy dyrektor najstarszej szkoły średniej w Puławach
 
na pierwszym planie tablica pamięci Jadwigi Hollakowej ufundowana przez uczennice założonego i prowadzonego przez nią Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego  
 
a to po prostu wzruszający nagrobek kilkuletniej Zosi
 
A teraz zaczniecie się zastanawiać, skąd wiem o tych szkołach i nauczycielach? Pewnie z Internetu, pomyślicie. Otóż niekoniecznie. W Puławach znajduje się dużo lepsze źródło tego typu wiedzy. To na pierwszy rzut oka niepozorne Muzeum Oświatowe przy ulicy Włostowickiej (bardzo bliziutko cmentarza, o którym opowiadałam). Budynek muzealny liczy sobie, bagatela, 200 lat i został zaprojektowany przez Piotra Aignera, tego samego, którego dzieła dopiero co podziwialiśmy w pałacowym parku. 
 

O ile Świątynia Sybilli nosi motto „Przeszłość dla przyszłości”, o tyle ten budynek był przeznaczony do budowania przyszłości dzieci włościańskich (konkretnie dziewczynek). Tak, tu mieściła się szkoła, do której uczęszczały dziewczęta wiejskie i sieroty utrzymywane przez księżnę Izabelę Czartoryską. Więcej o historii tego obiektu znajdziecie na jego stronie (tu link). 
Jeszcze lepiej będzie, jeśli wybierzecie się tu z wizytą. Pani kustosz zabierze was w podróż do przeszłości placówek oświatowych w Puławach, opowie o ludziach z nimi związanych (nie wiem, jak to się stało, że jeszcze przed tym spotkaniem sama znalazłam groby nauczycieli, o których potem się dowiedziałam z ciekawych opowieści w muzeum. To chyba więź duchowa w gronie pedagogicznym).
 
zamiast kaganka oświaty
 
Zasiądziecie w drewnianych szkolnych ławach i przypomnicie sobie, jak wygląda sala lekcyjna z perspektywy ucznia. 
 

prymus zasiada w najstarzej, zbitej przez włościan, ławie
 
W ekspozycji znajdują się też liczne ciekawe obiekty z życia szkoły – podręczniki, stalówki, zeszyty do nauki kaligrafii, świadectwa szkolne. 
 



te przykazania bardzo by się przydały współczesnym uczniom

Muzeum funkcjonuje od roku 1987 (w przyszłym roku jubileusz) po gruntownym remoncie historycznego budynku. Pierwszym jego dyrektorem był Stanisław Jednacz, który nie tylko kierował placówką, ale też zdobył wiele eksponatów. W niewielkiej bocznej salce możecie zobaczyć szczególny dar pana Jednacza – kolekcję wykonanych przez niego na wydmuszkach pisanek prezentujących władców Polski i wybitnych Polaków. 
 
oszklona gablota w ciemnej salce nie sprzyja dobrym zdjęciom, wybaczcie wiec jakość tego
 
Opowieść o tej mało znanej puławskiej perełce kończy moje wspomnienie jesiennego dnia w Puławach. 
Jeszcze tylko zobaczcie, jaką pogodą żegnała nas stacja kolejowa Puławy Miasto.
 
 
 Po takim pożegnaniu trzeba tu znów wrócić.  
 
Zdjęcia  mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz