Dzień, który wybraliśmy na ten spacer, nie był rewelacyjny,
ale był dniem tanich biletów na pociąg.
Słońce gdzieś się schowało, od rana
mżył drobny deszczyk. Ale skoro już byliśmy w Puławach trzeba było jakoś
zagospodarować czas.
Jak się przekonacie, dużo było propozycji.
Najpierw spacer
po pałacowym parku w poszukiwaniu jesiennego złota. Czasem z sukcesem mimo
braku słońca.
Odwiedziliśmy najbardziej znane obiekty w obu częściach parku.
Wszystkie już zamknięte na sezon jesienno-zimowy. Nic to. I tak ładnie się
prezentują.
Wybraliśmy się także na poszukiwanie sposobu dotarcia do Domku
Greckiego, pozostałości dawnej oranżerii. Obecnie jest on solidnie ogrodzony i
prawie niedostępny.
Nie mogło zabraknąć spaceru nad Łachą Wiślaną. Przeszliśmy
wzdłuż tego starorzecza Wisły od strony parku.
Dotarliśmy aż do mostku w
północno-zachodniej części parku.
Koniecznie trzeba było zajrzeć do Muzeum
Czartoryskich i obejrzeć jego ekspozycję.
Od mojej poprzedniej wizyty przed dziesięciu laty muzeum stało się
ciekawsze. Można tu nadal obejrzeć pamiątki związane z rodziną Czartoryskich –
portrety, maski pośmiertne, drobiazgi codziennego użytku, porcelanę, srebra.
I już wiemy, dlaczego nie mogliśmy zwiedzić niektórych obiektów. Oto klucze do Domku Gotyckiego, Świątyni Sybilli i Kaplicy Pałacowej
Jest też ekspozycja patriotyczna w Sali Gotyckiej, gdzie wyeksponowano broń i
zasługi rodu dla ojczyzny.
Pojawiły się i nowe elementy jak choćby krótki film
o historii Świątyni Sybilli, czy ekspozycja związana z dziejami rodu poza
granicami Polski, gdzie w czasie Wielkiej Emigracji szczególną role odegrał książę Czartoryski.
Są też i zaskakujące obiekty.
To przede wszystkim prezentacja
rekonstrukcji eleganckich sukien z przełomu XVIII i XIX wieku (jest też i jedna
z początku XX wieku). Wystawa nosi tytuł „Sublime”. Suknie uszyło Atelier
Nomina Rosae (tu strona fundacji).
Na najwyższym piętrze zaskakuje kolejna
niecodzienna ekspozycja. Są tu prezentowane wieńce pogrzebowe z krypty Czartoryskich
w Sieniawie. Każdy oddzielnie jest niezwykły, a wszystkie razem robią
niezapominanie i niekoniecznie przyjemne wrażenie.
Dla rozluźnienia atmosfery
wpisu pokażę na zakończenie zwiedzania pałacu rekonstrukcję niewielkiego
dziewiętnastowiecznego saloniku wyposażonego w bardzo wtedy popularne meble
simmlerowskie.
Zajrzyjmy jeszcze do części parku przed głównym wejściem do
pałacu i wszyscy pomyślą, że to już koniec relacji.
Ale nie.
Wybierzcie się ze
mną poza park do dzielnicy Puław o nazwie Włostowice. W czasach księżnej
Izabeli Czartoryskiej była to sąsiadująca z Puławami wieś. W niej to na
początku XIX wieku utworzono cmentarz katolicki, który należy do najstarszych w
Polsce.
Wiele najstarszych nagrobków niszczeje zarastając mchem. Zachowało
się jednak dużo nieco późniejszych. Wśród
nich zwracają uwagę mogiły nauczycieli, którzy pracowali w puławskich szkołach.
na pierwszym planie tablica pamięci Jadwigi Hollakowej ufundowana przez uczennice założonego i prowadzonego przez nią Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego
A teraz zaczniecie się zastanawiać, skąd wiem o tych szkołach i nauczycielach? Pewnie z Internetu,
pomyślicie. Otóż niekoniecznie. W Puławach znajduje się dużo lepsze źródło tego
typu wiedzy. To na pierwszy rzut oka niepozorne Muzeum Oświatowe przy ulicy
Włostowickiej (bardzo bliziutko cmentarza, o którym opowiadałam). Budynek
muzealny liczy sobie, bagatela, 200 lat i został zaprojektowany przez Piotra
Aignera, tego samego, którego dzieła dopiero co podziwialiśmy w pałacowym
parku.
O ile Świątynia Sybilli nosi motto „Przeszłość dla przyszłości”, o tyle
ten budynek był przeznaczony do budowania przyszłości dzieci włościańskich
(konkretnie dziewczynek). Tak, tu mieściła się szkoła, do której uczęszczały
dziewczęta wiejskie i sieroty utrzymywane przez księżnę Izabelę Czartoryską. Więcej
o historii tego obiektu znajdziecie na jego stronie (tu link).
Jeszcze lepiej
będzie, jeśli wybierzecie się tu z wizytą. Pani kustosz zabierze was w podróż
do przeszłości placówek oświatowych w Puławach, opowie o ludziach z nimi związanych
(nie wiem, jak to się stało, że jeszcze przed tym spotkaniem sama znalazłam
groby nauczycieli, o których potem się dowiedziałam z ciekawych opowieści w
muzeum. To chyba więź duchowa w gronie pedagogicznym).
Zasiądziecie w
drewnianych szkolnych ławach i przypomnicie sobie, jak wygląda sala lekcyjna z
perspektywy ucznia.
W ekspozycji znajdują się też liczne ciekawe obiekty z życia
szkoły – podręczniki, stalówki, zeszyty do nauki kaligrafii, świadectwa szkolne.
Muzeum funkcjonuje od roku 1987 (w przyszłym roku jubileusz) po gruntownym
remoncie historycznego budynku. Pierwszym jego dyrektorem był Stanisław Jednacz,
który nie tylko kierował placówką, ale też zdobył wiele eksponatów. W
niewielkiej bocznej salce możecie zobaczyć szczególny dar pana Jednacza –
kolekcję wykonanych przez niego na wydmuszkach pisanek prezentujących władców
Polski i wybitnych Polaków.
Opowieść o tej mało znanej puławskiej perełce
kończy moje wspomnienie jesiennego dnia w Puławach.
Jeszcze tylko zobaczcie,
jaką pogodą żegnała nas stacja kolejowa Puławy Miasto.
Po takim pożegnaniu
trzeba tu znów wrócić.
Zdjęcia mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz