Ten
tytuł przyznali niedzielnej wycieczce uczestnicy zgodnym chórkiem, a kto nie był, niech żałuje, drugi
raz się taka wycieczka nie powtórzy. Jak każdy sukces i ten ma wielu ojców. Niestety,
niektórzy (i to najważniejsi) nie są znani z imienia. Mniej ważni to Andrzej i
ja, bo wymyśliliśmy i przeprowadzili grupę trasą niby znaną, ale jakże
atrakcyjną.
Wszystko
zaczęło się w Łącznej, skąd pomaszerowaliśmy uroczymi polnymi ścieżkami w
stronę Podłazia. Jakież tam widoki! No, marcowe – pola się zielenią, trawa też
miejscami zielona.
pola Podłazia w końcu grudnia




