środa, 11 maja 2022

Powrót na Czubatkę

Byliśmy tam ostatnio 6 lat temu (tu link). Dostaliśmy mocno w kość – podrapani, umęczeni i wkurzeni zeszliśmy z ulgą z tej góry w kierunku Bolmina. Ale Czubatka została na miejscu i co jakiś czas wyłaniała się na horyzoncie jakby zapraszająco.
 
widok na Czubatkę z Bolmina
 
W końcu ulegliśmy jej urokowi. Jak było? No, zupełnie inaczej niż poprzednio.
Wystartowaliśmy w Bolminie rzucając okiem na zielone zbocza Grząb Bolmińskich. 
 
widok na Grząby o poranku
 
kościół pod wezwaniem Narodzenia NMP w Bolminie
 
Potem zaś marsz szlakiem niebieskim w kierunku Czubatki. Szło się przyjemnie, w słońcu i lekkim wietrzyku.
 
zmęczone spojrzenie starej obórki
 
wiosna na polach Bolmina
 

W końcu szlak skręcił w las, a tym samym rozpoczęliśmy podejście na naszą górę. Czubatka zarośnięta. Na szczęście las naprawdę ładny, a szlak wyjątkowo przyjazny turystom. 
 
las na Czubatce 
 
Czy zastanawialiście się kiedy, jak kwitnie jałowiec? Niezależnie od tego, teraz możecie zobaczyć jego kwiaty. Bez zbliżenia są maciupeńkie, z daleka prawie niezauważalne.
 

Im wyżej, tym podłoże bardziej kamieniste. Trzeba uważać, żeby się nie poślizgnąć. 
Udaje nam się nawet dotrzeć do punktu widokowego. Z zachodniego zbocza Czubatki jeszcze widać Pola Gorgolewskie, ale to już chyba końcówka widoków, bo las coraz bardziej je zasłania.
 
duża rzadkość - widok z Czubatki
 
Wchodzimy na grzbiet Czubatki. Według mapy szlak tędy nie prowadzi, ale na szczęście rzeczywistość temu przeczy. Idziemy nadal szlakiem, a ścieżka dobra, ale wymagająca skupienia, bo ten grzbiet to tak naprawdę grań i nieuwaga może się skończyć lądowaniem na stromym zboczu. 
 
na szlaku
 
szczyt Czubatki
 
Po lewej stronie poniżej ścieżki zauważamy skałki. To do nich udało nam się dotrzeć poprzednio. I tym razem się nie poddajemy. Kolega Ed wypatrzył miejsce, gdzie bezpiecznie można do nich zejść. Warunki do robienia zdjęć raczej trudne, ale już sam fakt wyczynu nas zadowala. 
 

wychodnie wapieni jurajskich na Czubatce 
 
Jest jeszcze jedna skałka – tę Edward nazwał Maczuga Świętokrzyska. Do niej wybrał się sam, bo zejście w jej stronę wydawało mi się zbyt trudne.
 
Maczuga Świętokrzyska
 
Pamiętam, że przed laty z miejsca, gdzie opuszczamy grań były widoki na Małogoszcz. Teraz ich brak. A my schodzimy spokojnie do podnóża góry. 
 
leśny gąszcz zamiast widoków
 
Tu w lesie kolejne spotkania. I to nie tylko z roślinami. Ja zdejmując koszulę flanelową (ciepło się zrobiło) prawie nadepnęłam na leżący na ścieżce patyk. Jakież było moje zdumienie, gdy przyjrzałam się „patykowi” uważniej – szczęśliwie uniknęłam nadepnięcia na śpiąca żmiję zygzakowatą. Tak mi się przynajmniej wydawało. Komentarz Michała zwrócił moją uwagę na to, że jednak nie ze żmiją miałam do czynienia, a z gniewoszem plamistym. A ten jest niegroźny. Podlega ochronie.
 
nie obudziłam go
 
Skręcamy wraz ze szlakiem w stronę zalewu Zakrucze. Tu kilka fotek i wracamy do lasu.
 
Wierna rzeka obok zalewu
 
zalew Zakrucze
 

Teraz maszerujemy porządną, suchą, a co za tym idzie piaszczystą drogą na północ. Las głównie sosnowy. Mamy też ze dwie możliwości podejścia do Wiernej rzeki (Łosośnej), która na tym odcinku płynie spokojnie, a za stawidłami ładnie przyspiesza.
 
w sosnowym lesie
 

Wierna Rzeka na północ od zalewu

stawidła na niej
 
Wreszcie natrafiamy na szlak – czarny, a nie jak na mapie żółty. On nas doprowadza do Rezerwatu Milechowy. Bardzo tam zielono i już cieniście, bo buki mocno pozieleniały. 
 

w Rezerwacie Milechowy
 
Ten rezerwat to oczywiście spotkanie z jaskinią Piekło na zboczu góry Bolmińskiej. Koledzy zaglądają do wnętrza, ja obserwuję z pewnej odległości.  
 
jaskinia Piekło 
 
 jej wnętrze
 

Jest też podejście do krzyża upamiętniającego lotnika Kazimierza Brauna.
 
upamiętnienie porucznika Kazimierza Brauna
 
Dalej to już najmilsza część trasy – przejście wąwozem między grzbietami gór. Mam tylko dziwne wrażenie, że niektóre ścieżki na grzbiet wyglądają jak rozjeżdżone przez terenowe motocykle. Ale może to tylko złudzenie. Oby…
 
wychodnia skalna
 

w wąwozie
 

Z lasu wychodzimy nieco sponiewierani, bo jednak ścieżka się kończy i pora pokonywać chaszcze. 
 
samotny buk
 
Lądujemy w Milechowach, a potem przez tę wieś docieramy do Bolmina. Jest bardzo słonecznie i gorąco. Marsz po asfalcie uprzyjemniają nam widoki na Grząby Bolmińskie. 
 

Napotkani mieszkańcy Bolmina trochę się dziwią, że fotografujemy takie zwyczajne widoki – oni do nich przywykli, a po szlaku nie chodzą, bo przecież tu mieszkają, to nie muszą. 
 
Jak tu  nie lubić takich widoków?!
 
I tak kończymy naszą wycieczkę tam, gdzie ją zaczęliśmy. Dobrze było dać Czubatce kolejną szansę. To jednak niezwykła góra, warta odwiedzin. Zwłaszcza, gdy się w jej okolicy nie mieszka. 😉



Zdjęcia – Edek i ja

4 komentarze:

  1. Ta "żmija" to mi bardziej na gniewosza wygląda i tak ogólnie coś ze zwierzakiem nie tak. Może to kwestia kąta zdjęcia bo ciało wygląda na lekko zniekształcone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to by dopiero była ciekawostka.
      Szczerze mówiąc nie przyglądałam się ani długo, ani uważnie, zrobiłam tylko to jedno zdjęcie, żeby gada nie obudzić. No i odległość też była niemała.
      A może faktycznie zwierzę już nie żyło, bo przecież koledzy przeszli, ja chwilę obok stałam przebierając się i nie uciekało.
      Obejrzałam zdjęcia w internecie i faktycznie skłaniam się ku określeniu gada jako gniewosza. Popełniłam typowy błąd laika. Jak to teraz poprawić? Muszę nanieść zmianę w tekście.
      Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Owszem, są w naszej grupie osoby, które ciągle wspominają swoje pierwsze spotkanie z Rezerwatem Milechowy. Robi wrażenie. Ja stale wracam do wspomnień z wejść na Czubatkę.

      Usuń