poniedziałek, 9 marca 2026

Zaplanowałam spacer ze Starachowic do Wąchocka

Może nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale najważniejsze zrealizowaliśmy – było niespiesznie, spokojnie i miło. Pogoda nieco zawiodła, ale szło się tak przyjemnie, że nawet odrobinę wydłużyliśmy naszą trasę – z planowanych 10 kilometrów zrobiło się 12 i nikt nie narzekał. 
 

Naszą wędrówkę zaczęliśmy na stacji w Starachowicach. Tu od razu widać spowity szarą poświatą zalew Pasternik. 
 

Najpierw przeszliśmy jego miejskim brzegiem, gdzie rosną stare drzewa, po wodzie przepływają kaczki krzyżówki, łyski i nawet jeden tracz nurogęś (o, ten bardzo się rzucał w oczy, bo pływając wykonywał przedziwne ruchy wyciągając szyję i prezentując własna urodę). 
 

tracz nurogęś - samiec w upierzeniu godowym
 
Później przeszliśmy na groblę prowadzącą środkiem zalewu. 
 
 
Stąd mieliśmy widok na przybrzeżne zarośla i kolejne grupy wodnego ptactwa. 
 
mewa śmieszka 
 
Z dawnych lat pamiętam liczne stadka łabędzi zamieszkujących zalew. Teraz zauważyliśmy ledwie jedną parę. 
 

Co dziwne, południowo-zachodnia część zalewu była w dużej mierze jeszcze zamarznięta. 
 

Zaś ostatni jego fragment zarośnięty trzcinami to już właściwie nie zalew, a trzcinowisko. 
 

Szlak prowadzący groblą wyprowadził nas z miasta na jego obwodnicę. Za dźwiękoszczelnymi ekranami  była widoczna mała uliczka i poszliśmy nią zamiast szlakiem, do którego i tak nas doprowadziła. Teraz szlak wprowadził nas na teren lasu. 
 

Początkowo było to bardzo trudne przeżycie – drogi rozjeżdżone przez ciężkie pojazdy, teren zasypany pozostałościami po wyrębie, który zakończył się w grudniu. Szkoda, że leśnicy nie pomyśleli o oczyszczeniu szlaku dla turystów.
 


Dalsza trasa szlaku była zdecydowanie lepsza – prowadziła przyjemnymi, suchymi dróżkami. 
 

Po dotarciu na skraj wsi Rataje planowałam przejście skrajem lasu, ale wtedy zauważyłam na mojej mapce w telefonie zupełnie nieoczekiwane znakowanie szlaku rowerowego prowadzącego zakosami przez las. Wyglądało to bardzo zachęcająco i wydłużało nieco zaplanowana trasę. Postanowiliśmy zbadać ten szlak. Okazało się, że nie jest on zaznaczony na wszystkich mapach, ale występuje w terenie i jest znakowany bardzo dobrze. 
 

To druga pętelka trasy MTB „Partyzanckie ścieżki” (tu link do mapy całej trasy – warto ją wypróbować, bo prowadzi ciekawymi leśnymi dróżkami i odbiega od typowej sztampy znakowanych szlaków). 
 
 

Nie badaliśmy przebiegu całego szlaku (zostaje to na inną okazję), a wybraliśmy się niebieskim szlakiem pieszym do Wąchocka. 
 
 
Dawno już tędy nie szłam i zaskoczyły mnie nowe, eleganckie domy przy drodze oraz most nad obwodnicą Wąchocka – inny świat. 
 

Przy ulicy Jarzębinowej postanowiliśmy zajrzeć na chwilę na teren niegdysiejszego dworku myśliwskiego opatów cysterskich z Wąchocka. Nie zachowały się ślady zabudowań dworskich, ale można podziwiać 5 pomnikowych lip – pozostałość dworskiego parku podobno z XVIII wieku. 
 


Wróciwszy na szlak przeszliśmy leśnym wąwozem i dotarli na skraj Wąchocka.
 


Okazało się, że mamy prawie godzinę do odjazdu pociągu, wybraliśmy się w więc do Wąwozu Rocław. Mokro w nim jak zwykle, ale nadal przyjemnie. 
 


Później zaliczyliśmy krótkie zwiedzanie kościoła i klasztoru cystersów. Opisałam go go dosyć dokładnie rok temu, teraz więc tylko kilka migawek. 
 
zabudowania klasztorne widziane od strony ulicy
 
kartusz herbowy biskupa Gedeona (Gedko)
 
w nawie bocznej
romańskie biforium w refektarzu

Spacer zakończyliśmy w okolicy wąchockiego zalewu.
 

Przeszliśmy też obok pałacu Schoenbergów. Trwają tam zapewne prace remontowe, widać sterty materiałów budowlanych i nowe konstrukcje. Ciekawe, do jakich efektów to doprowadzi.  
 
 
I to już koniec relacji. Wycieczka się udała, a ja znów się przeziębiłam. Trasa ładna i łatwa (oczywiście poza odcinkiem wyrębu).
 

 
 
Zdjęcia – Edek i ja  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz