Wybraliśmy się na trasę, którą szliśmy prawie sześć lat temu
(tu link). Oczywiście, nie jest identyczna, ale pewne porównania same się
nasuwały. Tamta wycieczka była jesienią, a ta wiosną – wniosek – puste pola w
obu wariantach. Wtedy szliśmy do Prędocina, teraz wystarczyły nam pola Kotlarki
jako granica. No i tamtym razem przegapiliśmy pewien interesujący obiekt, teraz
więc był on głównym punktem
programu.
Naszą nową trasę zaczęliśmy
inaczej niż poprzednią. Tym razem przeszliśmy na północny wschód Iłży i
skręcili na południe w wąską, bezimienną uliczkę, a właściwie wąwóz. Po lewej
stronie uliczki wznosi się solidne wzgórze z ogrodzonym płotem terenem dawnego
cmentarza żydowskiego założonego w roku 1837. Jeśli spojrzeć od strony uliczki,
widać dużą, pustą przestrzeń, do której prowadzi uchylona brama.
Pod
ogrodzeniem cmentarza zauważyłam fragmenty dwóch macew.
Niemcy zniszczyli
cmentarz i macewy w czasie wojny. Dopiero w 21. wieku potomkowie iłżeckich
Żydów zamieszkali w USA zadbali o teren cmentarza. Ustawili też widoczny z
drogi pomnik ku czci swoich przodków zamordowanych w latach wojennych.
Po
opuszczeniu cmentarza szliśmy dalej wąwozem aż do podnóża zamku, gdzie
poświeciliśmy chwilę wspomnieniu bitwy z września 1939 roku, która rozgrywała
się na trasie naszej wędrówki.
Teraz tylko tablice pamiątkowe o niej
przypominają.
Pola są uprawiane, ciche i spokojne. Wędrowało się nimi
przyjemnie.
Mały postój nastąpił tradycyjnie na rozstaju dróg przy kapliczce
św. Jana Nepomucena.
Dalej maszerowaliśmy przyjemną drogą żółtego szlaku na
południowy wschód.
Przy szlaku spotkania ze starymi dobrymi znajomymi.
Tak
dotarliśmy do wsi Kotlarka, gdzie opuściliśmy szlak i rozpoczęli wędrówkę
najpierw przez wieś, a potem polnymi drogami na północny wschód.
Jakoś tak na
polach Kotlarki zaczęłam odczuwać nieprzyjemny chłód, tym bardziej dziwny, że
słońce świeciło intensywnie. Cała tajemnica zimna wyjaśniła się, gdy weszliśmy
na szlak rowerowy prowadzący na zachód. Uderzył w nas silny, nieprzyjemnie
zimny wiatr, który stawiał zdecydowany opór i mocno utrudniał marsz. Cóż było
robić – musieliśmy iść dalej do naszego celu.
Okazał się nim kościółek pod
wezwaniem św. Franciszka stojący w niewielkiej kępie drzew wśród pól.
Znajduje
się on na miejscu dawnego drewnianego kościółka, którego powstanie owiane jest
legendami. Ten zaś wybudowano w roku 1841 na pamiątkę uzdrowień podczas
epidemii cholery.
Na przykościelnym placu znajduje się stara kamienna rzeźba z
figurą patrona świątyni. Niestety, informacje o fundatorach i czasie
wystawienia figury zupełnie się zatarły na postumencie.
Obok figury
zauważyliśmy krzyż i tablicę upamiętniające
polskich żołnierzy poległych w bitwie pod Iłżą we wrześniu 193 r. Z napisu na tablicy wynika, że znajduje się tu zbiorowa mogiła 72 żołnierzy.
Pora było
ruszać dalej w drogę pod wiatr i w słońce. Humory nam się popsuły, wiat
przenikał do szpiku kości, z utęsknieniem wypatrywaliśmy znajomych kapliczek,
bo dotarcie do nich zwiastowało koniec walki z wiatrem.
Tak też było, zwłaszcza
że na zakończenie wycieczki zaplanowałam zbadanie leśnego wąwozu prowadzącego
do ulicy Kampanii Wrześniowej. Wąwóz nas całkowicie zaskoczył – ogarnęła nas
błoga cisza bez wiatru i przyjemne ciepło.
Ceną za te rozkosze była konieczność
przejścia po mocno jeszcze oblodzonym podłożu. Szliśmy ostrożnie i nikt się nie
wywrócił. Ale zmęczeni marszem na wietrze już nie mieliśmy sił na zapuszczanie
się w odnogi wąwozu – innym razem…
Naszą wycieczkę zakończyliśmy przy ulicy
Wójtowskiej, gdzie znajduje się zabytkowy piec garncarski rodziny
Pastuszkiewiczów – słynnych iłżeckich mistrzów garncarstwa.
Nasza trasa liczyła
15 kilometrów. Jest wygodna, na przedwiośniu miejscami błotnista, ale później - aż do jesieni będzie odpowiednia i na rower.
Zdjęcia mojego wyrobu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz