czwartek, 5 marca 2026

Przedwiośnie na iłżeckich polach

Wybraliśmy się na trasę, którą szliśmy prawie sześć lat temu (tu link). Oczywiście, nie jest identyczna, ale pewne porównania same się nasuwały. Tamta wycieczka była jesienią, a ta wiosną – wniosek – puste pola w obu wariantach. Wtedy szliśmy do Prędocina, teraz wystarczyły nam pola Kotlarki jako granica. No i tamtym razem przegapiliśmy pewien interesujący obiekt, teraz więc był on głównym  punktem programu. 
 

Naszą nową trasę zaczęliśmy inaczej niż poprzednią. Tym razem przeszliśmy na północny wschód Iłży i skręcili na południe w wąską, bezimienną uliczkę, a właściwie wąwóz. Po lewej stronie uliczki wznosi się solidne wzgórze z ogrodzonym płotem terenem dawnego cmentarza żydowskiego założonego w roku 1837. Jeśli spojrzeć od strony uliczki, widać dużą, pustą przestrzeń, do której prowadzi uchylona brama. 
 
 
Pod ogrodzeniem cmentarza zauważyłam fragmenty dwóch macew. 
 

Niemcy zniszczyli cmentarz i macewy w czasie wojny. Dopiero w 21. wieku potomkowie iłżeckich Żydów zamieszkali w USA zadbali o teren cmentarza. Ustawili też widoczny z drogi pomnik ku czci swoich przodków zamordowanych w latach wojennych. 
 
 
Po opuszczeniu cmentarza szliśmy dalej wąwozem aż do podnóża zamku, gdzie poświeciliśmy chwilę wspomnieniu bitwy z września 1939 roku, która rozgrywała się na trasie naszej wędrówki. 
 
 
Teraz tylko tablice pamiątkowe o niej przypominają. 
 
 
Pola są uprawiane, ciche i spokojne. Wędrowało się nimi przyjemnie. 
 


Mały postój nastąpił tradycyjnie na rozstaju dróg przy kapliczce św. Jana Nepomucena. 
 
 
Dalej maszerowaliśmy przyjemną drogą żółtego szlaku na południowy wschód.
 


Przy szlaku spotkania ze starymi dobrymi znajomymi. 
 


Tak dotarliśmy do wsi Kotlarka, gdzie opuściliśmy szlak i rozpoczęli wędrówkę najpierw przez wieś, a potem polnymi drogami na północny wschód. 
 


Jakoś tak na polach Kotlarki zaczęłam odczuwać nieprzyjemny chłód, tym bardziej dziwny, że słońce świeciło intensywnie. Cała tajemnica zimna wyjaśniła się, gdy weszliśmy na szlak rowerowy prowadzący na zachód. Uderzył w nas silny, nieprzyjemnie zimny wiatr, który stawiał zdecydowany opór i mocno utrudniał marsz. Cóż było robić – musieliśmy iść dalej do naszego celu. 
 
 
Okazał się nim kościółek pod wezwaniem św. Franciszka stojący w niewielkiej kępie drzew wśród pól. 
 
 
Znajduje się on na miejscu dawnego drewnianego kościółka, którego powstanie owiane jest legendami. Ten zaś wybudowano w roku 1841 na pamiątkę uzdrowień podczas epidemii cholery. 
 


Na przykościelnym placu znajduje się stara kamienna rzeźba z figurą patrona świątyni. Niestety, informacje o fundatorach i czasie wystawienia figury zupełnie się zatarły na postumencie. 
 

Obok figury zauważyliśmy  krzyż i tablicę upamiętniające polskich żołnierzy poległych w bitwie pod Iłżą we wrześniu 193 r. Z napisu na tablicy wynika, że znajduje się tu zbiorowa mogiła 72 żołnierzy. 
 
 
Pora było ruszać dalej w drogę pod wiatr i w słońce. Humory nam się popsuły, wiat przenikał do szpiku kości, z utęsknieniem wypatrywaliśmy znajomych kapliczek, bo dotarcie do nich zwiastowało koniec walki z wiatrem. 
 
 

Tak też było, zwłaszcza że na zakończenie wycieczki zaplanowałam zbadanie leśnego wąwozu prowadzącego do ulicy Kampanii Wrześniowej. Wąwóz nas całkowicie zaskoczył – ogarnęła nas błoga cisza bez wiatru i przyjemne ciepło. 
 

Ceną za te rozkosze była konieczność przejścia po mocno jeszcze oblodzonym podłożu. Szliśmy ostrożnie i nikt się nie wywrócił. Ale zmęczeni marszem na wietrze już nie mieliśmy sił na zapuszczanie się w odnogi wąwozu – innym razem… 
 

Naszą wycieczkę zakończyliśmy przy ulicy Wójtowskiej, gdzie znajduje się zabytkowy piec garncarski rodziny Pastuszkiewiczów – słynnych iłżeckich mistrzów garncarstwa. 
 

Nasza trasa liczyła 15 kilometrów. Jest wygodna, na przedwiośniu miejscami błotnista, ale później - aż do jesieni będzie odpowiednia i na rower.  
 

Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz