Zamierzaliśmy iść porządnymi drogami w stronę domu. I tak
było. Tylko ta szarość… Nic a nic jej
nie ubywało. Wręcz przeciwnie.
Startujemy na stacyjce w Marcinkowie, gdzie ja zawsze mylę
kierunki. I tym razem też tak było. Na szczęście dosyć szybko oprzytomniałam i
pomaszerowaliśmy tam, gdzie zamierzaliśmy. Czyli w stronę wsi, a najpierw mostu
na Kamiennej.


